Podręczniki » Wyprawka szkolna » Lektury szkolne »
 
Księgarnia internetowa Ravelo – tanie książki i wiele więcej
Prezent 1 z 4 do wyboru

Trzy razy tak!

Janusz Rudnicki
W.A.B. , data wydania 30 kwietnia 2013 , OPRAWA TWARDA

Produkt aktualnie niedostępny

Polecamy również

Pełny opis książki – Janusz Rudnicki "Trzy razy tak!"

Trzy razy tak! – nowy zbiór brawurowych opowieści Janusza Rudnickiego, jednego z najoryginalniejszych pisarzy polskich.
Jeździłem i pisałem. Tłukłem się po Europie jak diabeł po piekle. Jeździłem tyle, że krok mi się zmienił, po chodniku chodzę tak jak w korytarzu pociągu, szeroko, na rozstawionych nogach. Stałem się urządzeniem przenośnym, podłączyć mnie można do każdego gniazda. Tak Rudnicki mówi o swojej nowej książce. I faktycznie, co kilka stron każe jej bohaterowi przenosić się z miasta do miasta, z kraju do kraju, w końcu z kontynentu na kontynent. Gnać od tematu do tematu i od awantury do awantury. A także przeskakiwać z teraźniejszości w przeszłość, do dzieciństwa, które im odleglejsze, tym częściej każe do siebie wracać.
Co z tego wynika? Znakomita literatura. Szalony język i dziki humor idealnie równoważą tu gorycz dojrzałości i samotność. Obrazki z głębin PRL-u nakładają się na kolorowe prospekty Wspólnej Europy. Co i rusz na horyzoncie pojawia się śmierć.
Arcypolski, europejski i ogólnoludzki, wstrząsający i rozbrajający, jedyny w swoim rodzaju: Rudnicki.
Magdalena Cielecka: Chciałam go zamordować, jeśli nic nowego nie wyda. I wydał.
Andrzej Chyra: Rudnicki? Jak złapię oddech, to coś wykaszlę.
Krystyna Janda: To drink o nazwie „Zmora z Piekielnym Talentem”.
Kora: Kocham go!
Hanna Krall: No cóż... Rozdarta jestem między szczerym podziwem a nieszczerą zazdrością.
Kazimierz Kutz: To jest szaleństwo, co ten facet wyprawia!
Maciej Stuhr: Janusz Rudnicki jest żyjącym pisarzem, co sprawia, że po każdą kolejną książkę sięgam chętnie i z nadzieją. Że będzie lepiej. Oczywiście jeszcze lepiej!
Magda Umer: Nie wierzyłam, że jeszcze komuś ktoś za mojego życia podaruje taki talent!
Robert Więckiewicz: Ten Rudnicki z „Wyborczej”? No to inna rozmowa jest!

Cechy produktu

Wydawca: W.A.B.

data wydania : 30 kwietnia 2013

liczba stron : 240

format : 12,3x19,5

Seria : ARCHIPELAGI

numer produktu: 12761516

EAN: 9788377478455

Przeczytaj recenzje książki "Trzy razy tak!", pochodzące z serwisu BiblioNETka

Średnia ocena książki wg. użytkowników serwisu BiblioNETkA:  1 1 1 1 1

Tak! Tak! Tak! Janusza Rudnickiego

Tylko Janusz Rudnicki potrafił się urodzić jak śliwka i w dodatku wpaść w kompot. Odważyłam się więc spróbować go po raz kolejny. Cały łyczek. I po raz kolejny mogę tylko krzyknąć Trzy razy tak!, bo taki tytuł nosi książka, którą właśnie przeczytałam.

W stosunku do Rudnickiego nie stać mnie na obiektywizm. Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam tego faceta. To znaczy jego sposób pisania i dystans, jaki ma do siebie, do polskości, do czytelnika i do wszystkiego wokół. Jego poczucie humoru to (dla mnie) mistrzostwo świata. Od czasu do czasu wpadną jakieś wulgaryzmy, ale bez nich proza Rudnickiego byłaby jak kompot bez śliwek. Da się wypić, ale to już nie to.

Trzy razy tak! to zbiór tekstów podzielonych na pierwszy rzut oka w dość ciekawy sposób. Jest trzy razy Tak i Postscriptum. Jednak po przeczytaniu miałam wrażenie, że to Postscriptum składające się z 7 tekstów jest niezbyt pasującą do całości przystawką, jakoś nie kleiło mi się z pierwszą częścią. Co prawda autor twierdzi, że włożył pomiędzy okładki wszystko, co w siebie wrzucał podczas różnych podróży, jednak mnie się to nie łączyło w całość tak spójną, jak w poprzednich książkach. Tutaj czuje się też, że pisarz jest już w pewnym wieku i mam się wrażenie, jakby podsumowywał swoje doświadczenia. Czytając, dostrzegałam takie właśnie poczucie przemijania w tle, co nie znaczy, że Rudnicki mnie nie rozśmieszył. Jego spostrzeżenia są genialne, często pełne kpiny, groteski, ironii (również autoironii).

Bohaterem jak zwykle jest Rudnicki, a właściwie Rudniki (Niemcy ck wymawiają jako k), jadący na przykład do Gdyni, by odebrać nagrodę, która w końcu poszła w inne ręce, czy do Afryki - by oglądać spreparowaną malajską wioskę. Jest też nietypowym windykatorem odzyskującym książki nieoddane do biblioteki. Podróżuje w trumnie jako pasażer na gapę (z prawowitym jej lokatorem pod sobą). I ma wiele innych przygód, które są komentarzem do prawdziwych zdarzeń. Jednak najciekawszy jest styl i język pisarza, jego cenne wypowiedzi na temat zdarzeń i własnej osoby. ALBO TAK: NOMINOWANY zaczyna się słowami: Ja, menda na jajach literatury polskiej, których ta, mówią, nie ma[1].

W tej książce z całą właściwą sobie powagą wyjaśnił też, które sformułowania użyte kiedyś przez Szymborską należą do niego: Powiedziała na przykład w jednym z wywiadów, że pisać trzeba tak, żeby nie dawać dupy literaturze. I nie powiedziała, że to moje. Tournée po nerwach mi robi. To nie kobieta na pokój i życie, to kobieta na wojnę i śmierć. Śliwowica trzyma jak prawdziwa miłość, to też moje, nie jej. Ale co tam, nie będę małostkowy. Cytatami obsłużyć mogę nie tylko jedną noblistkę[2].

Humoru w Trzy razy tak! jest chyba trochę mniej niż w poprzednich książkach Rudnickiego, ale dla wielbicieli pisarza jest to wciąż uczta. Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam ten styl lekko podstarzałego ironisty mającego niesamowity dystans do samego siebie. I z niecierpliwością będę czekać na następną książkę, bo nadal czuję niedosyt. Co prawda uzupełniam braki tekstami Rudnickiego zamieszczonymi w Chimerze, ale ciągle nie mogę się nasycić.


---
[1] Janusz Rudnicki, Trzy razy tak!, wyd. W.A.B 2013, s. 57.
[2] Tamże, s. 84-85.


[recenzja została również zamieszczona na moim blogu]

Nie Tak! miało być

Janusz Rudnicki jeńców nie bierze. Nigdy nie miał takiego zamiaru. Ty z kolei bierzesz jego - a może JEGO, bo w kontekście tej prozy rozważanie możliwej obecności autora to skandaliczne niedomówienie Rudnicki jest w każdym zdaniu, w każdym słowie, topi się w literach jak narrator pierwszego z tekstów w Morzu Bałtyckim - bierzesz więc książkę do ręki i albo się zakochujesz, albo giniesz. Od słów rozhasanych, niegrzecznych, nieznośnych. Można wiele złego i dobrego powiedzieć o stylu (manierze?) Rudnickiego, ale jednego można być pewnym - nie pozostawia obojętnym.

A raczej - nie pozostawiał.

Bo chyba właśnie mu się to przydarzyło. Może to tylko jednostkowa, moja prywatna przypadłość, ale najnowszy zbiór jego tekstów (tekstów, bo to nigdy nie są tylko opowiadania) nie wywołuje wielkich emocji. Wszystko już było! - chce się zakrzyknąć, a wrzask okrasić kilkoma wulgaryzmami, które by osłabiły rozczarowanie. Tak, stary Rudnicki z pewnością by to zrobił, sam siebie by objechał z góry na dół. I nie musiałbym teraz tego czynić ja, tylko bym sobie, rozparty w fotelu lub leżąc na łóżku, przeczytał, dlaczego, do diaska (to zamiennik, w oryginale by było inne słowo, smakowite jak każdy owoc zakazany, w tym wypadku bękart nieodrodny polszczyzny), ten nowy Rudnicki potrafi być taki nudny?

Niby wszystko gra, wszystko w porządku jest. Rudnicki nadal, jak bodaj nikt inny, słowa tnie, niszczy i tworzy na nowo, układa w szeregi niespodziewane, a ostatecznie równo stojące. Nadal jest mistrzem demaskowania absurdów rzeczywistości. Czyni to w sposób przywodzący na myśl z jednej strony burleskę, z drugiej - poetykę sennego koszmaru. Małe pułapki dnia codziennego wracają wyolbrzymione, przybierają potworną postać. Budzą coś podświadomego, wspomnienia z przeszłości, niezbyt zresztą odległej, o których chcielibyśmy zapomnieć. O tym, że się spieszyliśmy i coś zgubiliśmy, a było to tak bardzo istotne. O tym, że staliśmy jak osły przed zatrzaśniętymi drzwiami, bo wyszliśmy tylko na chwilę, podlać kwiaty i teraz stoimy w szlafroku, ha - dobrze by było, żeby w szlafroku - i z lękiem nasłuchujemy kroków sąsiada. Stuk, stuk, stuk, miarowo nadchodzi ludzka gąsienica, schodek za schodkiem. Jawa to czy sen?

U Rudnickiego punktem wyjścia są z reguły właśnie tego typu sytuacje, a potem jego bohater rusza w odyseję godną jeśli nie starożytnego herosa, to przynajmniej Leopolda Blooma. I to pierwszy, podstawowy zarzut mój - ile razy można robić dokładnie to samo? Wędrować po całej Polsce i połowie Europy i pisać o tym, jak się jest rzucanym z jednego szaleństwa w drugie, a potem w trzecie, i jeszcze kolejne? No, Polska to wielki kraj i ludzie też wielcy, więc wszystko jest możliwe. Może by jednak ciekawiej było zadbać o nowy pomysł fabularny (i nie podpierać się Mamy zdaniem)? Kolejnym problemem jest nadobecność autora. Oczywiście, jednym z wyznaczników prozy Rudnickiego zawsze było zatarcie granic nie tylko między gatunkami (opowiadanie? minipowieść? esej? reportaż? wspomnienie?), ale i między pisarzem a jego dziełem, jednak tym razem któregoś, prawdziwego?, Rudnickiego jest zbyt wiele. Narzuca się czytelnikowi, jego celebryckie alianse zażenowanie budzą, nie podziw, choćby i z nutką niedowierzania.

Jeśli dotychczas malutkie tomiki Rudnickiego, choć też przecież często "składaki", mimo gatunkowej różnorodności zaskakiwały jednolitym przekazem i jednak całościową wizją świata, to tym razem ma się poczucie obcowania z czymś wymuszonym. Trzy główne teksty sprawiają wrażenie niedopracowanych. Szkoda. Tym bardziej, że przynajmniej pierwszy z nich (o tytule niecenzuralnym, więc sza), obrazujący lęk przed starością - nasz wspólny, podskórny strach społeczeństwa nasączanego kultem młodości - zasługuje na więcej. Uwagi ze strony autora.

Zbiór dopełniają krótsze formy, publikowane już chyba w komplecie na łamach czasopism. Jeden z dodatków podnosi ocenę całości dość drastycznie. "Klaus", napisany z okazji polsko-ukraińskich mistrzostw Europy w piłce nożnej, przynosi tego Rudnickiego, na którego się z nadzieją czekało. Opowiadanie o dzieciństwie, piłce nożnej i Polsce. O życiu i jego rytuałach. "Herr Rudniki" wbiega na boisko po latach, nie tak szybki jak w latach młodzieńczych, czy bardziej doświadczony?

Rzecz jasna dla fanów Rudnickiego jest to, tak czy inaczej, pozycja obowiązkowa. Dla reszty? Na własną odpowiedzialność.




Recenzje ze strony BiblioNETka są opublikowane za zgodą serwisu.

Dodaj recenzję książki – Janusz Rudnicki "Trzy razy tak!"

Twoja ocena
Jednym zdaniem
Treść recenzjia
Oświadczam, że jestem wyłącznym autorem publikowanej recenzji i nie narusza ona praw osób trzecich. Wyrażam zgodę na wykorzystanie recenzji przez Ravelo sp. z o.o. do celów promocyjnych.
To top