Księgarnia internetowa Ravelo – tanie książki, zabawki, prezenty
Księgarnia Ravelo – książki, ebooki, zabawki
Twój koszyk »
jest pusty
+1

Dodano:
sprawdź zawartość koszyka »

sprawdź
koszyk »
kontynuuj
zakupy »
promocja
Hotel New Hampshire - Książki
Google PlusFacebookPinterest
Wstaw obrazek na swoją stronę »
X<a href="https://www.ravelo.pl/hotel-new-hampshire-john-irving,p100401836.html" title="Hotel New Hampshire"><img src="https://www.ravelo.pl/pub/mm/img/220/100401836.jpg" alt="Hotel New Hampshire - Książki"></a>

Hotel New Hampshire

autor: John Irving

wydawca: Prószyński Mediadata wydania:17 marca 2016 oprawa: miękka liczba stron 560
śr. ocena: 5 z 2 Napisz recenzję

zamów

Inne wersje

Ebook epub, mobi 35.20 zł 31.68 zł
Cena detaliczna:44 zł

33.88 zł

oszczędzasz 22%

Cena zawiera podatek VAT

dodaj do przechowalni

DostępnośćDostępny
w magazynie

Dostępny
w magazynie

Dostawa GRATIS już od 100 zł Cennik
dostaw

Kiosk Ruchu od 6.99 zł Przesyłka pocztowa od 9.99 zł Dostawa kurierem od 12.99 zł Paczkomat InPost od 11.99 zł

Wysyłka GRATIS już od 100 zł!

Wydawca: Prószyński MediaData wydania:17 marca 2016 Oprawa: miękka, 560 stron

Inne wersje

Ebook epub, mobi 35.20 zł 31.68 zł
Pełny opis

Pełny opis książki – John Irving "Hotel New Hampshire"

„Hotel New Hampshire” to klasyczny przykład tak zwanej „czarnej komedii”. Pierwsze skrzypce w tej brawurowo napisanej, przesyconej erotyzmem powieści grają członkowie rodziny Berrych, wiedzeni obsesyjnym pragnieniem stworzenia dochodowego hotelu. Szukając odpowiedniego miejsca do realizacji projektu, a także własnego miejsca w życiu, co raz konfrontowani z niespodziewanymi tragediami, ludzie ci wikłają się w różne zwariowane sytuacje, które równie często wywołują u czytelnika salwy śmiechu, co wyciskają mu z oczu łzy.

Warto, więc chyba przy lekturze tej świetnej powieści pamiętać o jednej z zawartych w niej maksym: „Życie jest na serio, a sztuka dla frajdy”.

John Irving (ur. 1942) – jeden z najwybitniejszych amerykańskich pisarzy. Debiutował w 1968 roku powieścią „Uwolnić niedźwiedzie”, a jego czwarta książka, „Świat według Garpa”, przyniosła mu rozgłos na skalę światową, została też z sukcesem sfilmowana. Jest znany i podziwiany na całym świecie, a jego powieści zostały przełożone na kilkadziesiąt języków.

Dodatkowe informacje

John Irving, Hotel New Hampshire - fragment książki


Niedźwiedź zwany Stanem Maine

Tego lata, kiedy ojciec kupił niedźwiedzia, nikogo z nas nie było jeszcze na świecie; nie zostaliśmy nawet poczęci: ani Frank, najstarszy; ani Franny, najbardziej hałaśliwa; ani ja, następny z kolei; ani dwoje najmłodszych, Lilly i Jajo. Nasi rodzice wychowali się, co prawda, w tym samym miasteczku i znali się od małego, ale ich „pożycie”, jak je zawsze określał Frank, pozostawało kwestią przyszłości, kiedy ojciec kupował niedźwiedzia.
– Pożycie, Frank? – drwiąco pytała Franny; Frank był wprawdzie najstarszy, ale wydawał się od niej młodszy; zawsze traktowała go jak niemowlaka. – Lepiej powiedz, że się wtedy jeszcze nie rypali.
– Ich związek nie był jeszcze wtedy skonsumowany – oświadczyła przy jednej z takich okazji Lilly; chociaż najmłodsza (nie licząc Jaja), ku wiecznej irytacji Franny zachowywała się wobec nas wszystkich jak najstarsza siostra.
– Skonsumowany? – zapytała Franny. Nie pamiętam, ile miała wtedy lat, ale Jajo był na pewno za mały, żeby słuchać rozmów w tym stylu. – Chodzi po prostu o to, że mama i tata odkryli seks dopiero po tym, jak nasz stary kupił niedźwiedzia. Właśnie niedźwiedź podsunął im ten pomysł, bo był przecież taki wielki i jurny. Ciągle chędożył drzewa, bawił się własnym ptaszkiem i próbował gwałcić psy.
– Tylko czasem któregoś zmasakrował – z obrzydzeniem rzekł Frank – ale gwałcić nie gwałcił.
– Ale próbował – upierała się Franny. – Znasz przecież tę historię.
– Taty historię – powiedziała Lilly z nieco innym obrzydzeniem niż Frank, bo w nim odrazę budziła Franny, a Lilly brzydziła się tatą.
Do mnie więc, czyli do średniego, a zarazem najmniej przemądrzałego dziecka należy uporządkowanie kronik – o tyle, o ile to w ogóle wykonalne. Ulubioną opowieścią naszej rodziny były dzieje romansu ojca i matki: historia o tym, jak ojciec kupił niedźwiedzia i jak nasi rodzice, pokochawszy się, spłodzili Franka, Franny i mnie, jedno za drugim („Ryp, ryp, ryp”, powiedziałaby Franny), nim po krótkiej przerwie przyszli na świat Lilly i Jajo („Korek i Bąbelki”, jak mawia Franny). W dzieciństwie opowiadano nam historię – my zaś opowiadaliśmy ją sobie nawzajem, dorastając – głównie z lat, o których nic wiedzieć nie mogliśmy, a teraz widzimy je tylko poprzez rozliczne wersje, jakie przedstawili nam rodzice. Samych rodziców widzę w tej zamierzchłej przeszłości wyraźniej niż w czasach, które naprawdę pamiętam, bo kiedy i ja byłem już na świecie, żyło nam się różnie – raz pod górkę, raz z górki – toteż i moje sądy o tej epoce są mocno zygzakowate. W sprawie słynnego niedźwiedziego lata i czaru zalecanek moich rodziców stać mnie na bardziej ugruntowaną ocenę.
Za każdym razem, kiedy ojciec potknął się w opowiadaniu – kiedy się rozminął z wcześniejszą wersją albo opuścił któryś z naszych ulubionych epizodów – wrzeszczeliśmy na niego jak rozwścieczone ptaszyska.
– Kłamiesz, a jeżeli nie, to znaczy, że kłamałeś poprzednim razem – stwierdzała Franny, jak zwykle najsurowsza z nas wszystkich. On jednak niewinnie kręcił głową.
– Naprawdę nie rozumiecie? – dziwił się. – Po prostu dokładniej sobie tę całą historię wyobrażacie, niż ja ją pamiętam.
– Idź po mamę – komenderowała Franny, spychając mnie z kanapy. Kiedy indziej Frank zdejmował Lilly z kolan i szeptał jej na ucho:
– Idź po mamę.
W ten sposób wzywaliśmy matkę, żeby poświadczyła prawdziwość opowieści, którą ojciec – jak podejrzewaliśmy – zmyślał.
– Chyba że specjalnie opuszczasz najbardziej soczyste kawałki – mówiła Franny. – Bo ci się wydaje, że Lilly i Jajo są jeszcze za mali i nie mogą słuchać o tym całym pieprzeniu się na prawo i lewo.
– Nikt się wtedy nie pieprzył na prawo i lewo – odpowiadała matka. – Nie było takiej swobody i niewierności, jak dziś. Jeżeli dziewczyna poszła z kimś na noc albo wyjechała na weekend, nawet rówieśnicy mieli ją za dziwkę, a może i coś gorszego. „Takie jak ona trzymają się razem”, mawialiśmy. Albo: „Woda zawsze dąży do zrównania poziomów”.
W takich chwilach Franny – obojętne, czy miała osiem, dziesięć, piętnaście, czy dwadzieścia pięć lat – przewracała oczami i dawała mi kuksańca albo mnie łaskotała, a jeśli ja też ją połaskotałem, zaczynała się drzeć:
– Zboczeniec! Maca rodzoną siostrę!
Natomiast Frank – obojętne, czy miał dziewięć, jedenaście, dwadzieścia jeden, czy czterdzieści jeden lat – brzydził się rozmów o seksie i wygłupów w stylu Franny, więc szybko mówił do ojca:
– Nieważne. Jak to było z motocyklem?
– Nie, mów dalej o seksie – prosiła matkę Lilly bez śladu rozbawienia w głosie. Franny wtykała mi język w ucho albo przykładała usta do szyi i wydawała pierdliwy dźwięk.
– No cóż – mówiła matka. – Myśmy w mieszanym towarzystwie nie rozprawiali o seksie. Owszem, były pocałunki, były pieszczoty, czasem ostrożne, a czasem ostre. Zwykle robiło się takie rzeczy w autach. Zawsze trafiło się jakieś ustronne miejsce do parkowania. Oczywiście piaszczyste drogi zdarzały się dużo częściej niż dziś, było mniej ludzi, mniej samochodów, a te nowoczesne małe autka też jeszcze nie zdążyły się pojawić.
– Czyli mieliście gdzie się wyciągnąć – wtrącała Franny.
Matka spoglądała na nią, marszcząc brwi, i dalej opowiadała własny wariant historii z dawnych czasów. Owszem, trzymała się prawdy, ale za to przynudzała; nie miała szans dorównać ojcu w gawędziarstwie, toteż zawsze w końcu żałowaliśmy, żeśmy ją wezwali, chcąc sprawdzić kolejną wersję.
– Lepiej niech stary sam opowiada – mówiła Franny.
– Bo mama to jest taka poważna – dodawał Frank, marszcząc się.
– Frank, idź się pobaw własnym ptaszkiem – radziła Franny. – Od razu się lepiej poczujesz.
Ale Frank tylko jeszcze bardziej się marszczył. Po chwili mówił:
– Gdybyście zaraz na początku spytali tatę o motocykl, o jakiś konkret, lepiej by opowiadał, niż kiedy go zahaczacie o same ogólniki: ciuchy, zwyczaje seksualne i tak dalej.
– Frank, lepiej ty nam powiedz, co to jest seks – proponowała Franny, ale wtedy ojciec ratował nas z opresji, mówiąc tym swoim rozmarzonym tonem:
– Jedno wam powiem: w dzisiejszych czasach nie mogłoby się to stać. Pewnie wam się zdaje, że macie większą swobodę, ale prawo też jest bardziej rozbudowane. Taki niedźwiedź byłby dziś nie do pomyślenia. Byłby zakazany.
W tym momencie milkliśmy. Nagle ustawały swary. Kiedy ojciec mówił, nawet Frank i Franny przestawali się żreć, choćby siedzieli tuż obok siebie, choćby się dotykali; ja też mogłem siedzieć całkiem blisko Franny, czuć na policzku muśnięcia jej włosów, opierać się nogą o jej nogę, ale póki ojciec mówił, nawet nie pomyślałem o niej; Lilly zamierała bez ruchu (jak tylko ona potrafiła) na kolanach Franka. Jajo – przeważnie za mały, żeby słuchać, a co dopiero rozumieć – był dzieckiem tak cichutkim, że nawet u Franny na kolanach leżał spokojnie. Kiedy ja go brałem na kolana, za każdym razem zasypiał.
– Był to czarny niedźwiedź – mówił ojciec. – Ważył dwieście kilo i miał trochę zgryźliwe usposobienie.
– Ursus americanus – szeptem wtrącał Frank. – Nieobliczalny.
– Owszem – przytakiwał ojciec – ale raczej dobroduszny. Przeważnie.
– Za bardzo już się postarzał, żeby dalej być niedźwiedziem – oświadczała Franny nabożnym tonem.
Właśnie od tej kwestii ojciec zwykle zaczynał; od niej też zaczął, kiedy pierwszy raz za mojej pamięci opowiadał tę historię:
– Za bardzo już się postarzał, żeby dalej być niedźwiedziem.
Wysłuchałem tej wersji, siedząc u matki na kolanach; pamiętam, że czułem się, jakbym raz na zawsze zastygł w tym, a nie innym czasie i miejscu: na matczynym łonie; obok mnie Franny na kolanach u ojca, Frank osobno, siedzi po turecku na wyświechtanym dywanie we wschodni deseń, wyprostowany, a u boku ma pierwszego w naszej rodzinie psa; pies wabi się Smutek i straszliwie pierdzi, za co pewnego dnia zostanie uśpiony.
– Za bardzo już się postarzał, żeby dalej być niedźwiedziem – zaczął ojciec. Gdy patrzyłem na Smutka – głupawego, kochającego labradora – pies urósł w moich oczach do rozmiarów niedźwiedzia, a potem się postarzał, osunął się u boku Franka, cuchnący i zmierzwiony, nim znów stał się po prostu psem (choć, co prawda, Smutek nigdy nie miał być „po prostu psem”).
Nie pamiętam, żeby za pierwszym razem siedzieli z nami Lilly i Jajo; byli widać tacy mali, że jeszcze nie brali w tym udziału – przynajmniej świadomie.
– Za bardzo już się postarzał, żeby dalej być niedźwiedziem – mówił ojciec. – Był na ostatnich nogach.
– Ale innych nóg nie miał! – odpowiadaliśmy chórem. Frank, Franny i ja wykuliśmy na pamięć ten rytualny odzew; z czasem dołączyła do nas Lilly, a w końcu nawet Jajo, kiedy oboje poznali fabułkę w tę i z powrotem.
– Niedźwiedź już nie lubił się popisywać przed publicznością – ciągnął ojciec. – Wykonywał tylko niezbędne ruchy, jak automat. Oprócz motocykla nie kochał żadnego człowieka, zwierzęcia ani przedmiotu na świecie. Właśnie dlatego razem z niedźwiedziem musiałem kupić i motocykl. Z tego samego powodu względnie łatwo rozstał się z treserem i poszedł za mną, bo motor znaczył dla niego więcej niż jakikolwiek treser.
W późniejszych czasach Frank szturchał w tym momencie Lilly, która nauczona była pytać:
– A jak miał niedźwiedź na imię?
Frank, Franny, ojciec i ja krzyczeliśmy chórem:
– Stan Maine!
Nasz głupi niedźwiedź rzeczywiście wabił się Stan Maine, a ojciec kupił go latem trzydziestego dziewiątego roku (wraz z motocyklem firmy Indian wyposażonym w przyczepę, którą poprzedni właściciel sam zmajstrował) za dwieście dolarów i najlepsze ubranie, jakie miał w wakacyjnym kuferku.
Ojciec i matka mieli wtedy po dziewiętnaście lat; urodzili się w dwudziestym roku i wychowali w Dairy w stanie New Hampshire. Przez całe dzieciństwo i wczesną młodość raczej się unikali. Logiczny zbieg okoliczności – jeden z tych, które bywają podstawą wielu dobrych scenariuszy – sprawił, że ku obopólnemu zaskoczeniu spotkali się w pensjonacie zwanym „Aburthnot-Na-Przymorzu”; mieli w nim pracować przez całe lato – z dala od domu, jak im się wydawało, bo (w tamtych czasach i w ich pojęciu) z Maine do New Hampshire był kawał drogi.
Matka została pokojówką, ale wieczorami przebierała się we własną sukienkę i usługiwała przy kolacji; pomagała też podawać napoje pod namiotami na trawniku (odbywały się tam koktajle, na które przychodzono po tenisie, krokiecie czy golfie albo po wyścigach jachtów na morzu). Ojciec pracował jako kuchcik, dźwigał bagaże, ręcznie pełł pola golfowe, dbał, żeby białe linie autowe wokół kortów tenisowych były świeże i równe, a ludziom, którzy niepewnie trzymali się na nogach i w ogóle nie mieli prawa się znaleźć na jachcie, pomagał wejść na pokład lub wrócić zeń na keję tak, aby w miarę możności nie zrobili sobie krzywdy ani się nie zamoczyli.
Rodzice naszych rodziców pochwalali ten rodzaj pracy na lato, ale matkę i ojca upokorzyło to, że się tam na siebie natknęli. Bądź co bądź po raz pierwszy w życiu wyjechali latem z Dairy w New Hampshire i mieli nadzieję, że w szykownej miejscowości wypoczynkowej oni także – nikomu nieznani – zdołają roztoczyć wokół siebie pewien urok. Ojciec skończył tej wiosny prywatną szkołę dla chłopców, znaną jako Szkoła Dairy; dostał się do Harvardu i mógł od jesieni zacząć studia, wiedział jednak, że pojedzie tam dopiero w roku czterdziestym pierwszym, bo postanowił sam zarobić na czesne; ale latem trzydziestego dziewiątego roku w pensjonacie byłby wolał dać do zrozumienia gościom i reszcie służby, że prosto stamtąd wybiera się na uczelnię. Obecność matki, znającej jego sytuację, zmusiła go do wyznania prawdy: mógł zacząć studia, zarobiwszy potrzebną na ten cel sumę. Oczywiście to, że czeka na niego miejsce na Harvardzie, samo w sobie było już sporym osiągnięciem, które zdumiało większość mieszkańców Dairy w stanie New Hampshire.
Mój tata – Winslow Berry, syn trenera drużyny piłkarskiej ze Szkoły Dairy – nie całkiem spełniał wymagania stawiane dzieciom pedagogów: był przecież jedynym synem etatowego szkolnego osiłka. Jego ojciec, tak zwany Trener Bob, nigdy nie studiował na Harvardzie. Mało tego: panowało powszechne przekonanie, że nie zdoła wychować odpowiedniego kandydata dla tej uczelni.
Robert Berry przybył na wschód ze stanu Iowa, kiedy żona umarła mu przy porodzie. Na to, żeby wejść w rolę samotnego ojca, wychowującego swoje pierwsze dziecko, był trochę za stary: miał trzydzieści dwa lata. Przyjechał do Dairy, szukając szkoły, w której jego synek mógłby zdobyć wykształcenie; w zamian gotów był się sprzedać, żeby odtąd przez wiele lat uczyć gimnastyki w najlepszej szkole średniej, jaka obieca przyjąć chłopca, gdy ten osiągnie stosowny wiek. Szkołę Dairy trudno było nazwać bastionem wykształcenia na poziomie licealnym.
Swego czasu śniła być może o randze równej Exeterowi czy Andoverowi, ale w początkach dwudziestego wieku pogodziła się z tym, że przyszłość jej oparta będzie na kompromisie. Położona niedaleko Bostonu, wpuszczała w swe mury kilkuset chłopców odrzuconych przez tamte dwie szkoły i jeszcze setkę takich, którzy w ogóle nigdzie nie powinni byli się dostać. Program nauczania przyjęła standardowy, a zarazem mądry, ale stawiający i tak wyższe wymagania niż większość ciała pedagogicznego, nauczyciele jej bowiem też zostali przeważnie wcześniej odrzuceni przez inne tego rodzaju instytucje. Choć plasowała się wśród drugorzędnych szkół średnich Nowej Anglii, była znacznie lepsza niż okoliczne szkoły państwowe, a już zwłaszcza górowała nad jedyną konkurentką w samym mieście Dairy.
Właśnie tego typu szkoły bywają skłonne pójść na układ – chociażby taki jak ten, który zawarto z Trenerem Bobem, angażując go w zamian za marną pensyjkę oraz obietnicę, że jego syn Winslow będzie mógł się uczyć w Szkole Dairy (i to za darmo), kiedy dostatecznie podrośnie. Żadna z układających się stron – ani Trener Bob, ani dyrekcja szkoły – nie przewidziała jednak, jak zdolnym uczniem okaże się mój ojciec. Win Berry zdał do Harvardu wśród najlepszych, lecz nie zabłysnął aż tak, żeby dostać stypendium. Gdyby skończył lepszą szkołę, zdołałby się zapewne wystarać o jakieś stypendium dla studentów filologii klasycznej; czuł, że ma talent do języków, i początkowo zamierzał wybrać rusycystykę.
Mama jako dziewczyna nie mogła chodzić do tej samej szkoły, poszła więc do prywatnego seminarium dla dziewcząt w rodzinnym mieście. To także była drugorzędna szkoła, ale i tak lepsza niż państwowe liceum. Mieszkańcy Dairy nie mieli zresztą wyboru, jeśli nie chcieli, żeby ich córki uczyły się razem z chłopcami. W przeciwieństwie do Szkoły Dairy, dysponującej internatem, z którego korzystało dziewięćdziesiąt pięć procent uczniów, Liceum Żeńskie Ethel Thompson było po prostu prywatną szkołą dzienną. Rodzice matki, nie wiedzieć czemu jeszcze starsi niż Trener Bob, życzyli sobie, żeby ich córka przestawała wyłącznie z chłopcami ze Szkoły Dairy, zamiast z miejscowymi, ojciec jej bowiem był emerytowanym nauczycielem tejże szkoły (nazywano go Latin Emeritus), a matka – córką lekarza z Brookline w stanie Massachusetts, wydaną za absolwenta Harvardu; matka mojej matki miała nadzieję, że jej córce dane będzie pokusić się o podobny sukces. Nigdy wprawdzie nie skarżyła się na to, że jej własny harwardczyk wykradł ją z kręgów bostońskiej socjety i wywiózł do grajdołu, łudziła się jednak, że za to córka pozna któregoś z odpowiednich uczniów Szkoły Dairy i w ten sposób zajedzie z powrotem do Bostonu.
Mama – czyli Mary Bates – doskonale wiedziała, że mój ojciec – czyli Win Berry – nie jest tym odpowiednim chłopcem ze Szkoły Dairy, o którego idzie jej matce. Harvard Har­vardem, ale Win był przede wszystkim synem Trenera Boba, a poza tym zostać przyjętym na uczelnię to jeszcze wcale nie to samo, co studiować – albo mieć na to pieniądze.
Mojej matki jej własne plany – te, które miała latem trzydziestego dziewiątego roku – ani trochę nie nęciły. Staruszek Latin Emeritus dopiero co dostał wylewu; snuł się po swym domu w Dairy, zaśliniony i otępiały, trzęsąc się i mrucząc po łacinie. Żona umiała co najwyżej biernie martwić się o niego; lepiej działo się tylko wtedy, gdy młoda Mary mieszkała z rodzicami i opiekowała się nimi. Rodzice dziewiętnastoletniej Mary Bates byli starsi, niż zwykle bywają dziadkowie. Z poczucia obowiązku, choć niekoniecznie ze szczerej chęci, gotowa była zrezygnować ze studiów i zostać w domu, żeby się o nich troszczyć. Miała zamiar nauczyć się pisania na maszynie i znaleźć pracę w rodzinnym mieście. Posadę w pensjonacie „Arbuthnot-Na-Przymorzu” załatwiła sobie właściwie po to, żeby przeżyć coś na kształt egzotycznych wakacji, zanim się podda tej bliżej nieokreślonej mordędze, którą przyniesie jesień. Z góry sobie wyobraziła, że uczniowie Szkoły Dairy będą coraz młodsi i w końcu żaden nie zechce jej wykraść do Bostonu.
Choć Mary Bates i Winslow Berry razem dorastali, przez cały ten czas co najwyżej kiwali sobie głowami albo robili miny na powitanie.
– Tak jakbyśmy czekali na coś bardziej niedosiężnego. Sam nie wiem czemu – wyznał nam kiedyś ojciec. A jeśli w końcu sytuacja się zmieniła, to może dzięki temu, że po raz pierwszy przyjrzeli się sobie nawzajem z dala od rodzinnych, znanych na pamięć miejsc: pstrokatego miasteczka Dairy i równie pstrokatej Szkoły Dairy z przyległościami.
Ukończywszy w czerwcu trzydziestego dziewiątego roku Liceum Żeńskie Ethel Thompson, matka uświadomiła sobie z bólem, że w Szkole Dairy rozdano już matury, a samą szkołę zamknięto na lato; co szykowniejsi uczniowie (oczywiście przyjezdni) wrócili do domu – między innymi kilku, jak ich nazywała, „narzeczonych”, co do których mogła mieć nadzieję, że jeśli nie ten, to tamten pójdzie z nią na bal maturalny u Ethel Thompson. Nie znała miejscowych licealistów, a kiedy jej matka wysunęła kandydaturę Wina Berry’ego, mama wybiegła z jadalni.
– To może od razu zaproszę Trenera Boba, co? – krzyknęła do swojej matki. Jej ojciec, Latin Emeritus, podniósł głowę ze stołu, przy którym się zdrzemnął.
– Trener Bob? – spytał. – Czyżby ten kretyn znów przyszedł pożyczyć sanie?
Trener Bob, znany także jako Bob z Iowa, wcale nie był kretynem, ale z punktu widzenia Latina Emeritusa, który po wylewie miał trochę pogmatwane poczucie czasu, zatrudniany przez szkołę osiłek ze Środkowego Zachodu niezupełnie się mieścił w tej samej kategorii, co wykładający w tejże szkole akademicy. Przed wieloma laty, gdy Mary Bates i Win Berry byli mali, Trener Bob przyszedł pożyczyć stare sanie, wsławione tym, że niegdyś przez trzy zimy stały przed domem Batesów, ani razu nieruszone.
– Czy ten dureń ma konia, żeby go do nich zaprząc? – spytał żonę Latin Emeritus.
– Nie, sam pociągnie! – odparła matka mojej matki, po czym rodzina Batesów zasiadła w oknie, żeby popatrzeć, jak Trener Bob sadza małego Wina na koźle, wyciąga ręce za siebie, chwyta orczyk i tęgo szarpnąwszy, rusza z miejsca, a wielkie sanie wyjeżdżają z zaśnieżonego podwórza na śliską ulicę, którą w tamtych czasach zdobił jeszcze szpaler wiązów.
– Sunęły tak szybko, jakby koń je ciągnął! – mawiała matka, wspominając to zdarzenie.
Bob z Iowa był najniższym graczem środka pola, jaki się dostał do podstawowego składu którejkolwiek z drużyn pierwszej ligi futbolu amerykańskiego. Sam się przyznawał, że kiedyś w ferworze walki nie tylko powalił przeciwnika, ale i ugryzł. W Dairy oprócz piłkarzy szkolił kulomiotów i ciężarowców. W oczach rodziny Batesów był jednak człowiekiem nie dość skomplikowanym, aby dało się go traktować serio; Batesowie widzieli w nim tylko śmiesznego krępego siłacza, który wciąż biega truchcikiem po ulicach miasteczka, tak krótko ostrzyżony, że wygląda, jakby był łysy...
–... i jeszcze wkłada na czerep tę paskudną opaskę – dodawał Latin Emeritus. – Cóż za obrzydliwy kolor!
Trener Bob żył tak długo, że my, dzieci, w końcu tylko jego zapamiętaliśmy z czworga dziadków.
– Co to za hałas? – z niepokojem pytał Frank w środku nocy, kiedy Bob już z nami zamieszkał.
Odkąd Trener Bob się do nas wprowadził, nie tylko Frank, ale cała rodzina często słuchała tych dźwięków: trzeszczenia podłogi, gdy starzec robił na niej (czyli na naszym suficie) pompki, i jego własnych stęknięć, kiedy ćwiczył siady z leżenia.
– To Bob z Iowa – szepnęła raz Lilly. – Chce na wieki wieków utrzymać się w formie.
W każdym razie to nie Win Berry zabrał matkę na bal maturalny. Tym, który łaskawie zechciał ją zaprosić, okazał się pastor mający pieczę nad rodziną Batesów, znacznie starszy od mojej mamy, ale za to kawaler.
– Strasznie mi się dłużyła ta noc – wyznała nam matka. – Byłam załamana. Czułam się obca we własnym mieście. Ale ten sam pastor miał niedługo potem dać ślub waszemu ojcu i mnie!
Ojciec i matka ani o tym myśleli, kiedy wraz z resztą sezonowej służby zostali sobie „przedstawieni” wśród nierzeczywistej zieleni wypieszczonego trawnika otaczającego pensjonat, w którym nawet służący zawierali znajomość w sposób nader sformalizowany: kobiety i dziewczęta stawały szeregiem, jedną z nich wywoływano po imieniu i nazwisku, a następnie przedstawiano jej chłopaka, wywołanego z takiegoż szeregu chłopców i mężczyzn. Dokonywano prezentacji, jakby ci dwoje mieli za chwilę ruszyć w taniec.
– To jest Mary Bates, która właśnie ukończyła Liceum Żeńskie Ethel Thompson. Ma być u nas pokojówką, a prócz tego podawać do stołu. Lubi żagle. Prawda, Mary, że lubisz żagle?
W ten sposób zostali sobie przedstawieni kelnerzy i kelnerki, kortowi i ci, co taszczą za graczami kije golfowe, załoganci z jachtów i kuchciki, majstrowie do wszystkiego, hostessy, pokojówki, personel z pralni, hydraulik i orkiestra. Dansingi były w owych czasach bardzo popularne. Do pensjonatów położonych dalej na południe – na przykład w Weirs koło Laconii czy w Hampton Beach – ściągały latem słynne orkiestry. Lecz „Arbuthnot-Na-Przymorzu” miał własny zespół, imitujący w mroźnym stylu Maine brzmienie big-bandu.
– A to jest Winslow Berry. Lubi, żeby na niego mówić Win. Prawda, Win? Jesienią zaczyna studia na Harvardzie!
Ale ojciec patrzył tylko na matkę, która się uśmiechnęła i odwróciła głowę, wstydząc się za niego nie mniej niż za siebie. Nigdy przedtem nie zauważyła, jaki jest przystojny; miał krzepę Trenera Boba, ale ze Szkoły Dairy wyniósł sposób bycia, ubierania się i czesania na modłę bostończyków (a nie mieszkańców Iowa). Wyglądał, jakby już studiował na Harvardzie – cokolwiek to wtedy znaczyło dla mojej matki.
– O, sama nie wiem, co znaczyło – powiedziała mama. – Pewnie to, że ma trochę ogłady. Wyglądał na chłopaka, który umie tak pić, żeby nie zwymiotować. Miał ciemne bystre oczy, jakich nigdy w życiu nie widziałam, i za każdym razem, kiedy na niego patrzyłam, byłam pewna, że przed chwilą mi się przyglądał, ale nie mogłam go na tym przyłapać.
Ojciec zachował ten dar do końca życia; zawsze czuliśmy na sobie jego uważne, tkliwe spojrzenie, choć gdy my z kolei na niego patrzyliśmy, jego wzrok skierowany był już całkiem gdzie indziej, a on sam wyglądał, jakby marzył albo snuł plany, głęboko się nad czymś zastanawiał lub myślał o sprawach niesłychanie odległych. Nawet już całkiem ślepy (na to, jak żyjemy i co knujemy) zdawał się jednak w pewien sposób nas obserwować. Była w nim jakaś przedziwna mieszanina wyniosłości i ciepła, którą matka po raz pierwszy poczuła na trawniku w Maine – na spłachciu jaskrawej zieleni, okolonym przez szare morze.
SPOTKANIE ZAPOZNAWCZE PERSONELU: 16.00
Właśnie wtedy się dowiedziała, że i on tam jest.
Kiedy wszyscy wszystkim zostali przedstawieni, a personelowi kazano się przygotować do pierwszego koktajlu, pierwszej kolacji i pierwszej wieczornej potańcówki, matka ściągnęła ojca wzrokiem. Podszedł do niej.
– Dopiero za dwa lata będzie mnie stać na Harvard – rzekł prosto z mostu.
– Tak też myślałam – odparła matka. – Ale i tak wspaniale, że się dostałeś – dodała czym prędzej.
– Niby dlaczego miałbym się nie dostać? – spytał tata.
Mary Bates wzruszyła ramionami; był to u niej częsty odruch, który wziął się stąd, że nigdy nie rozumiała, co mówi jej własny ojciec (odkąd zaczął bełkotać po wylewie). Przed „spotkaniem zapoznawczym” włożyła białe rękawiczki i biały kapelusz z woalką; miała w nich podawać do stołu podczas pierwszego przyjęcia na świeżym powietrzu. Ojcu strasznie się podobało to, jak włosy otulają jej głowę – nieco dłuższe na karku, wokół twarzy zaczesane do tyłu; kapelusz i woalka były do nich przytwierdzone w sposób tak prosty, a zarazem tajemniczy, że tatę bardzo to zastanowiło.
– A ty co robisz jesienią? – spytał.
Znowu wzruszyła ramionami, ale przez białą woalkę mógł chyba wyczytać z jej oczu pragnienie, żeby ktoś ją uratował od scenariusza, wedle którego – jak sądziła – miała się potoczyć przyszłość.
– Wyraźnie pamiętam, że już przy pierwszym spotkaniu byliśmy dla siebie mili – powiedziała. – Oboje czuliśmy się samotni w nowym miejscu i wiedzieliśmy o sobie nawzajem rzeczy, których nie wiedział nikt inny.
W tamtych czasach uważano to już pewnie za poufałość.
– W tamtych czasach nie istniało coś takiego jak poufałość – twierdziła Franny. – Nawet kochanek przy kochance nie śmiał pierdnąć.
W to, co mówiła, wkładała wiele przekonania, a ja często jej wierzyłem. Nawet w doborze słów przedwcześnie się rozwinęła – jak gdyby zawsze wiedziała, dokąd zmierza; nigdy za nią nie nadążałem.
Tego pierwszego wieczoru orkiestra „Arbuthnotu­-Na­-Przymorzu” starała się jak najdokładniej podrobić brzmienie big-bandu, ale gości było niewielu, tancerzy zaś jeszcze mniej: sezon dopiero się zaczynał, a w Maine zaczyna się on ospale – tak tu zimno, i to nawet latem. Parkiet w sali tanecznej, wyfroterowany na wysoki połysk, zdawał się ciągnąć aż poza skraj tarasów z widokiem na ocean. W czasie deszczu rozpinano nad tarasami markizy, sala była bowiem otwarta na wszystkie strony świata i kiedy zacinało, ulewa moczyła lśniącą klepkę.
Pierwszego wieczoru orkiestra grała do późna specjalnie dla personelu, skoro gości było tak mało, a większość z nich wcześnie poszła do łóżek, żeby się rozgrzać. Ojcu i matce wraz z resztą służby pozwolono tańczyć przez godzinę z okładem. Matka na zawsze zapamiętała, że żyrandol był uszkodzony: nieregularne barwne plamy pstrzyły parkiet, który w tym kalekim świetle wydawał się miękki i lśniący jak z wosku.
– Cieszę się, że jest tu ktoś, kogo znam – szepnęła matka; ojciec poprosił ją do tańca dość oficjalnie, a i tańczył raczej sztywno.
– Przecież mnie wcale nie znasz – odparł.
– Powiedziałem to – wyznał nam – bo chciałem, żeby znów wzruszyła ramionami.
A kiedy spełniła jego ukryte życzenie, myśląc zarazem, że tańczy z nieprawdopodobnie trudnym rozmówcą – któremu zapewne nie dorównuje – ojciec uwierzył, że wcale nie za sprawą ślepego trafu zaczęło go do niej ciągnąć.
– Ale chcę, żebyś mnie poznała – dodał. – I sam też chcę cię poznać.
(– Brrr! – mówiła zawsze w tym momencie Franny.)
Już od pewnego czasu orkiestrę zagłuszał ryk silnika, toteż wielu tancerzy zeszło z parkietu, żeby sprawdzić, skąd ten harmider. Matka odetchnęła z ulgą: nie miała ojcu nic do powiedzenia. Wyszli (nie biorąc się za ręce) na taras, z którego otwierał się widok na port; w świetle lamp kołyszących się na rozpiętych w górze drutach ujrzeli kuter wychodzący w morze na połów homarów. Z tego właśnie kutra przed chwilą wytoczono na nabrzeże motocykl ciemnej barwy; pojazd stał w miejscu, ale silnik chodził na wysokich obrotach – być może po to, żeby wydmuchać z rur i przewodów morską wilgoć. Motocyklista wyraźnie się uparł, że nastroi dudniący motor na odpowiednią nutę, nim włączy bieg. Pojazd miał z boku przyczepę, w której siedziała mroczna postać, zgarbiona i nieruchoma, pokraczna, jakby za grubo ubrana.
– To Freud – powiedział jakiś głos z grupy hotelowej służby. Starsi zawołali:
– Tak, to Freud! Freud i Stan Maine!
Nasi rodzice pomyśleli, że Stan Maine to marka motocykla. Widząc, że publiczność się rozeszła, orkiestra przestała grać; niektórzy muzycy dołączyli do tancerzy stojących na tarasie.
– Freud! – wrzeszczeli ludzie.
Ojciec zawsze opowiadał, jak to z rozbawieniem wyobrażał sobie, że za chwilę Freud – ale ten prawdziwy – nienagannie żwirowaną alejką zajedzie na motorze pod sam taras i w świet­le wysoko zawieszonych lamp przedstawi się zgromadzonym. Otóż i Zygmunt Freud we własnej osobie, pomyślał ojciec: z chwili na chwilę coraz bardziej się zakochiwał, wszystko więc wydawało mu się możliwe.
Oczywiście nie był to prawdziwy Freud (umarł bowiem akurat w tamtym roku), lecz utykający na jedną nogę wiedeński Żyd o nazwisku nie do wymówienia, który każdego lata pracował w pensjonacie (począwszy od trzydziestego dziewiątego roku, kiedy to opuścił rodzinną Austrię); w końcu przylgnęło do niego przezwisko „Freud”, bo potrafił uwolnić od strapień personel i gości: zabawiał ich swymi występami, a ponieważ pochodził z Wiednia i był Żydem, jakimś cudzoziemcom o dziwacznym poczuciu humoru, którzy spędzali w „Arbuthnocie” wakacje, przydomek ten sam się nasunął. Wydawał się zresztą świetnie dobrany, gdy w trzydziestym dziewiątym roku w początkach letniego sezonu Freud pojawił się na nowym motocyklu marki Indian z przyczepą własnej konstrukcji.
– Freud, którą weźmiesz na siodełko, a którą do przyczepy? – pytały pracujące w hotelu dziewczyny, kpiąc sobie z Freuda, pokrytego nie dziobami, ale wręcz szramami po ospie (twierdził, że to „dziury po czyrakach”), tak okropnymi, że nie mogłaby go pokochać żadna kobieta.
– Ze mną jeździ tylko Stan Maine – odparł i ściągnął z przyczepy plandekę. W przyczepie siedział niedźwiedź, czarny jak spaliny, bardziej muskularny niż Bob z Iowa, ostrożny jak mało który bezpański pies. Freud przywiózł go z obozu drwali na północy Maine i przekonał dyrekcję hotelu, że zdoła wytresować zwierzę ku uciesze gości. Kiedy wyemigrował z Austrii i przypłynął do Boothbay Harbor statkiem z Nowego Jorku, miał przy sobie dokumenty, w których napisano wielkimi literami: FACHOWY TRESER I OPIEKUN ZWIERZĄT, UZDOLNIONY MECHANIK, zaświadczając tym samym o jego przydatności do dwóch zawodów. W pensjonacie nie było akurat żadnych zwierząt, toteż Freud w sezonie naprawiał rozmaite pojazdy, a potem przenosił je w stan spoczynku na te miesiące, gdy nie przyjeżdżali turyści, on zaś odwiedzał obozy drwali i papiernie jako wędrowny mechanik.
Przyznał się potem ojcu, że przez cały ten czas szukał niedźwiedzia. Twierdził, że na niedźwiedziach można zrobić forsę.
Przybysz zsiadł z motocykla, zaparkowanego pod przyleg­łym do sali tanecznej tarasem, a ojciec ze zdziwieniem słuchał radosnych okrzyków, które wznosili co bardziej doświadczeni członkowie personelu. Kiedy Freud pomagał tajemniczej postaci wysiąść z przyczepy, mama z kolei myślała, że przywiózł zgrzybiałą staruszkę – na przykład własną matkę (pasażer rzeczywiście przypominał starą kobietę owiniętą ciemnym kocem).
– Stan Maine! – wrzasnął któryś muzyk i zadął w instrument.
Matka i ojciec ujrzeli, że niedźwiedź zaczyna tańczyć. Stanął na zadnich łapach, tanecznym krokiem odsunął się od Freuda, opadł na czworaki i w paru susach okrążył motocykl. Freud stanął na siodełku i klasnął w dłonie. Niedźwiedź imieniem Stan Maine też zaklaskał. Matka poczuła, że ojciec bierze ją za rękę – żadne z nich bowiem nie klaskało – ale się nie wzbraniała, tylko na uścisk odpowiedziała takim samym uściskiem; oboje patrzyli z tarasu w dół, nie przestając śledzić popisów przysadzistego zwierza. Mam dziewiętnaście lat i moje życie dopiero się zaczyna, pomyślała matka.
– Naprawdę tak się czułaś? – pytała Franny za każdym razem.
– Wszystko jest względne – odpowiadała matka. – Ale rzeczywiście czułam, że życie właśnie się zaczyna.
– Rany koguta – mówił Frank.
– To ja ci się wtedy spodobałem czy niedźwiedź? – pytał ojciec.
– Nie wygłupiaj się – mówiła matka. – Podobało mi się wszystko naraz. W jednej chwili zaczęłam żyć.
Rzucało mnie to na kolana tak samo jak to, co ojciec mówił o niedźwiedziu („Za bardzo już się postarzał, żeby dalej być niedźwiedziem”). Kiedy matka oświadczała, że jej życie zaczęło się właśnie w tamtej chwili, zasłuchiwałem się i już nie mogłem się oderwać, jakbym zapuścił korzenie, jakbym na własne oczy widział życie mojej matki, które niczym motocykl od dawna chodziło na jałowym biegu, aby wreszcie zaskoczyć i nagłym zrywem pomknąć przed siebie.
A co wyobrażał sobie ojciec, kiedy wziął ją za rękę tylko dlatego, że w jego życiu pojawił się niedźwiedź, przywieziony na kutrze poławiaczy homarów?
– Wiedziałem, że to będzie mój niedźwiedź – powiedział. – Sam nie wiem skąd.
I może właśnie ta świadomość (że ma przed oczami coś, co będzie do niego należało) skłoniła ojca, żeby sięgnąć także po moją matkę.
Teraz już rozumiecie, czemu w dzieciństwie zadawaliśmy aż tyle pytań: jest to bardzo niejasna historia, z rodzaju tych, które najchętniej opowiadają rodzice.
Tej nocy, kiedy po raz pierwszy ujrzeli Freuda i jego niedźwiedzia, ojciec i matka nawet się nie pocałowali. Gdy orkiestra zwinęła manatki, a personel rozszedł się po męskich i żeńskich sypialniach (mieściły się one w osobnych budynkach, trochę mniej eleganckich niż sam hotel), rodzice wybrali się do portu i patrzyli na wodę. Być może przy tym rozmawiali, ale jeśli tak, to nigdy nie powiedzieli nam, o czym. Na pewno było tam parę szykownych żaglówek, a ponieważ rzecz działa się w Maine, nawet w prywatnej przystani musiało stać kilka kutrów do połowu homarów. Pewnie był też jakiś bączek i może ojciec zaproponował, żeby go pożyczyć i chwilę powiosłować, na co matka zapewne się nie zgodziła. Fort Popham leżał wtedy w gruzach – nie stał się jeszcze taką atrakcją turystyczną jak dziś – lecz jeśli na wybrzeżu w jego okolicy paliły się światła, musiały być widoczne z „Arbuthnotu-Na-Przymorzu”.
W szerokim ujściu Kennebecu przy Bay Point pływała oświetlona boja z dzwonem, a na wyspie Stage już w trzydziestym dziewiątym roku mogła stać latarnia morska: ojciec nie potrafił sobie tego dokładnie przypomnieć.
Ale tak w ogóle, to w tamtych czasach na całym wybrzeżu musiały panować zupełne ciemności, więc kiedy nagle przypłynął ten biały slup – z Bostonu, może z Nowego Jorku, w każdym razie z południowego zachodu, z królestwa cywilizacji – matka i ojciec na pewno zobaczyli go bardzo wyraźnie i przyglądali mu się w skupieniu, póki nie przybił do kei. Ojciec złapał cumę; zawsze potem twierdził, że był w tym momencie bliski paniki, tak dalece nie miał pojęcia, co z nią zrobić – uwiązać do czegoś, czy gdzieś ciągnąć – wtem jednak z żaglówki zszedł mężczyzna w białym smokingu, czarnych spodniach i czarnych lakierkach, ze swobodą wspiął się po drabince i stanąwszy na nabrzeżu, cisnął cumę z powrotem na pokład.
– Jesteś wolna – zawołał, zwracając się do żaglówki. Ojciec i matka twierdzili, że na pokładzie nie było ani jednego marynarza, lecz mimo to łódź zaczęła odpływać; jej żółte światła oddalały się, jakby szkło tonęło wśród fal. Człowiek w smokingu powiedział do ojca:
– Dziękuję za przysługę. Jesteś tu nowy?
– Oboje jesteśmy nowi – odparł ojciec.
Nienaganny strój przybysza ani trochę nie ucierpiał w podróży. Mężczyzna był bardzo opalony jak na początek lata; poczęstował rodziców papierosami ze zgrabnego płaskiego pudełeczka czarnej barwy. Żadne nie paliło.
– Miałem nadzieję, że zdążę na ostatni taniec – powiedział – ale zdaje się, że orkiestra poszła spać?– Tak – rzekła matka. Ona i ojciec mieli po dziewiętnaście lat i po raz pierwszy w życiu widzieli taką postać.
– Był nieprzyzwoicie pewny siebie – twierdziła matka.
– Miał pieniądze – wyjaśniał ojciec.
– Czy Freud z niedźwiedziem już przyjechał? – spytał nieznajomy.
– Tak – odparł ojciec. – Z niedźwiedziem i z motocyklem.
Mężczyzna w białym smokingu palił zachłannie, ale z klasą i patrzył na pensjonat; było tam już ciemno – tylko w nielicznych oknach się świeciło – lecz rozwieszone na dworze lampki, które oświetlały alejki, żywopłoty i przystań, rzucały blask na opaloną twarz przybysza; w ich świetle, odbitym w czarnej, ruchliwej powierzchni morza, jego oczy wydawały się wąskie.
– Freud to Żyd – powiedział nieznajomy. – W samą porę wyjechał z Europy. Europa za chwilę przestanie być miejscem dla Żydów. Mówił mi mój agent.
To poważne oświadczenie musiało chyba poruszyć mojego ojca, który rwał się na Harvard – czyli w świat – a nie zdawał sobie sprawy, że wojna na pewien czas pokrzyżuje mu plany. Właśnie człowiek w białym smokingu sprawił, że ojciec już po raz drugi tej nocy wziął matkę za rękę; matka znów odwzajemniła uścisk jego palców, kiedy oboje uprzejmie czekali, aż nieznajomy dopali papierosa, pożegna się albo powie coś więcej.
On jednak powiedział tylko jedno:
– A świat przestanie być miejscem dla niedźwiedzi!
Roześmiał się, ukazując zęby równie białe jak smoking, a ponieważ wiał wiatr, rodzice nie usłyszeli ani syku gasnącego papierosa, który wpadł w fale oceanu, ani tego, że slup znowu podpłynął do kei. Mężczyzna podszedł do drabinki i dopiero gdy żwawo zsunął się po szczeblach, Mary Bates i Win Berry uświadomili sobie, że łódka płynie mu na spotkanie. Człowiek w białym smokingu zdążył w samą porę, żeby zeskoczyć na pokład. Tym razem cuma nie przeszła z rąk do rąk. Slup o zwiniętych żaglach sapał niespiesznie, poruszany innym niż żagle napędem; skręcił na południowy zachód (zawracając do Bostonu, a może Nowego Jorku), bo podróż nocą widocznie była mu niestraszna. Ostatnie słowa, jakie nieznajomy wykrzyknął w stronę moich rodziców, zagubiły się w terkocie silnika, w klaskaniu fal o kadłub i w szumie wiatru, gnającego po wodzie mewy (ptaki wyglądały jak balowe kapelusze z piórami, podskakujące wśród fal, w które cisnęli je pijani goście). Ojciec przez całe życie żałował, że nie usłyszał tych słów.
Cechy produktu

Cechy produktu

Dostawca: Azymut

Wydawca: Prószyński Media

data wydania: 17 marca 2016

liczba stron:560

format:14.0x20.5cm

język wydania:polski

numer wydania:1

numer produktu: 100401836

EAN: 9788380692732

Średnia ocena Klientów:5(Oceniło 2 osób)
Kategorie

Zobacz również

 

Uwolnić niedźwiedzie

John Irving

wydawca: Prószyński Media

OPRAWA MIĘKKA

11110

Ogromne pomieszanie - żałosne kulisy anszlusu i jego wpływ na mentalność Austriaków, dziwaczne frustracje młodych ludzi, idea wolności dla zwierząt zamkniętych w zoo, emocje pierwszej miłości, szalona wyprawa kultowym motocyklem, reminiscencje i antagonizmy...

zobacz więcej »
Uwolnić niedźwiedzie

Uwolnić niedźwiedzie

John Irving

42 zł 32.34 zł

zamów

Syn cyrku

John Irving

wydawca: Prószyński Media

OPRAWA MIĘKKA

11110ocena: 4 [liczba ocen: 2]

"Syn cyrku" to powieść, w której po mistrzowsku skonstruowana intryga kryminalna stanowi pretekst do ukazania złożoności współczesnego świata; świata pełnego nędzy, zbrodni i wynaturzeń, choć nie brak w nim i szlachetnych ludzkich porywów. Trudno tu jednak...

zobacz więcej »
Syn cyrku

Syn cyrku

John Irving

52 zł 40.04 zł

zamów

Małżeństwo wagi półśredniej

John Irving

wydawca: Prószyński Media

OPRAWA MIĘKKA

11111ocena: 5 [liczba ocen: 1]

Intrygująca, niejednoznaczna powieść, stawiająca pytanie o sens przekraczania ustalonych norm moralnych, a zarazem niepozbawiona charakterystycznego Irvingowskiego humoru.

span...

zobacz więcej »
Małżeństwo wagi półśredniej

Małżeństwo wagi półśredniej

John Irving

38 zł 29.26 zł

zamów

Metoda wodna

John Irving

wydawca: Prószyński Media

OPRAWA MIĘKKA

00000

Kłopoty z moczowodem, praca nad tłumaczeniem poematu z języka staro-dolno-nordyjskiego, afera narkotykowa... to tylko przykłady skrajnie odległych motywów, które występują obok siebie w tej powieści i zapewne doprowadziłyby do jej artystycznej katastrofy, gdyby autorem "Metody wodnej" nie był...zobacz więcej »
Metoda wodna

Metoda wodna

John Irving

44 zł 33.88 zł

zamów

Uwolnić niedźwiedzie (Ebook)

John Irving

wydawca: Prószyński Media

format pliku - EPUB,MOBI

00000

Ogromne pomieszanie - żałosne kulisy anszlusu i jego wpływ na mentalność Austriaków, dziwaczne frustracje młodych ludzi, idea wolności dla zwierząt zamkniętych w zoo, emocje pierwszej miłości, szalona wyprawa kultowym motocyklem, reminiscencje i antagonizmy wojennej zawieruchy - oto Austria...zobacz więcej »
Uwolnić niedźwiedzie (Ebook)

Uwolnić niedźwiedzie (Ebook)

John Irving

33.60 zł 30.24 zł

zamów

Syn cyrku (Ebook)

John Irving

wydawca: Prószyński Media

format pliku - EPUB,MOBI

00000

"Syn cyrku" to powieść, w której po mistrzowsku skonstruowana intryga kryminalna stanowi pretekst do ukazania złożoności współczesnego świata; świata pełnego nędzy, zbrodni i wynaturzeń, choć nie brak w nim i szlachetnych ludzkich porywów. Trudno tu jednak znaleźć coś, co stanowiłoby punkt...zobacz więcej »
Syn cyrku (Ebook)

Syn cyrku (Ebook)

John Irving

41.60 zł 37.44 zł

zamów

Małżeństwo wagi półśredniej (Ebook)

John Irving

wydawca: Prószyński Media

format pliku - EPUB,MOBI

00000

Intrygująca, niejednoznaczna powieść, stawiająca pytanie o sens przekraczania ustalonych norm moralnych, a zarazem niepozbawiona charakterystycznego Irvingowskiego humoru. Wbrew temu, co zdaje się sugerować tytuł, nie jest to książka o jednym, ale o dwóch małżeństwach, których wzajemne...zobacz więcej »
Małżeństwo wagi półśredniej (Ebook)

Małżeństwo wagi półśredniej (Ebook)

John Irving

30.40 zł 27.36 zł

zamów

Metoda wodna (Ebook)

John Irving

wydawca: Prószyński Media

format pliku - EPUB,MOBI

11110

Kłopoty z moczowodem, praca nad tłumaczeniem poematu z języka staro-dolno-nordyjskiego, afera narkotykowa... to tylko przykłady skrajnie odległych motywów, które występują obok siebie w tej powieści i zapewne doprowadziłyby do jej artystycznej katastrofy, gdyby autorem "Metody wodnej" nie był...zobacz więcej »
Metoda wodna (Ebook)

Metoda wodna (Ebook)

John Irving

35.20 zł 31.68 zł

zamów

Inne książki wydawcy

 

Ucieczka cienia

Orson Scott Card

wydawca: Prószyński Media

OPRAWA MIĘKKA

11110ocena: 4 [liczba ocen: 2]

Po raz pierwszy w Polsce! Kiedy Groszek i Petra odnaleźli wszystkie swoje dzieci, okazało się, że troje z nich odziedziczyło po ojcu Klucz Antona - genetyczną modyfikację, która zwiększa inteligencję, ale również powoduje przedwczesną śmierć. Naukowcy daremnie szukali lekarstwa na tę...zobacz więcej »

Ucieczka cienia

Orson Scott Card

32 zł 24.64 zł

zamów

Pamięć jest naszym domem

Suzanna Eibuszyc

wydawca: Prószyński Media

OPRAWA MIĘKKA

00000

Niezwykłe świadectwo dwóch pokoleń naznaczonych Holokaustem. „Pamięć jest naszym domem” to przejmujące wspomnienia urodzonej w Polsce pod koniec I wojny światowej Romy Talasiewicz-Eibuszyc, Żydówki, która dorastała w Warszawie. Po wybuchu II wojny światowej zdołała przedostać się do Związku...zobacz więcej »

Pamięć jest naszym domem

Suzanna Eibuszyc

38 zł 29.26 zł

zamów

Modlitwa za Owena

John Irving

wydawca:  Prószyński Media

OPRAWA MIĘKKA

11111

Historia osobliwa i wzruszająca, okraszona czarnym humorem, pełna mrocznego, gorzkiego symbolizmu. Najbardziej niezwykły utwór w dorobku pisarza, łączący elementy powieści inicjacyjnej i surrealistycznej, komedii, rozprawy teologicznej, pamfletu politycznego. Snując opowieść o dorastaniu...

zobacz więcej »

Modlitwa za Owena

John Irving

46 zł 35.42 zł

zamów

Ostatni list

Maria Ulatowska

wydawca:  Prószyński Media

OPRAWA MIĘKKA

11111

Czy można kochać dwóch mężczyzn naraz? Można. A czy obu można kochać tak samo?

Majka Czerska podobno ma męski charakter. A raczej męskie podejście do życia. Brać, wycisnąć, zostawić. A co tam! Wiarołomna cyniczka, egoistka, przewrotna... A może jednak marzycielka, wrażliwa, miła,...

zobacz więcej »

Ostatni list

Maria Ulatowska

33 zł 25.41 zł

zamów

Neponset

Agnieszka Osiecka

wydawca: Prószyński Media

OPRAWA TWARDA

11111

Dotąd niepublikowana, napisana na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych powieść Agnieszki Osieckiej. Jak zawsze osobista, jak nigdy aktualna. Jakby celowo miała się ukazać właśnie dziś.

Preludium do „Białej bluzki”, perpetuum mobile, dzięki któremu możemy udać się w...

zobacz więcej »

Neponset

Agnieszka Osiecka

35 zł 26.95 zł

zamów

Pani zyskuje przy bliższym poznaniu

Krystyna Janda, Katarzyna Montgomery

wydawca:  Prószyński Media

OPRAWA TWARDA

00000

Krystyna Janda w rozmowie z Katarzyną Montgomery

Aktorka. Żona. Matka. Krystyna Janda. Nie ma w Polsce osoby, która nie znałaby Jej głosu, śmiechu i energii. W każdej ze swoich ról teatralnych czy filmowych zjawiskowa i profesjonalna. Jako Agnieszka w "Człowieku z marmuru" wniosła do...

zobacz więcej »

Pani zyskuje przy bliższym poznaniu

Krystyna Janda

45 zł 34.65 zł

zamów

Zacznij od nowa

Susan Sussman

wydawca: Prószyński Media

OPRAWA MIĘKKA

11111

Wszystko zaczyna się, kiedy po śmierci najbliższej przyjaciółki Barbara z dnia na dzień rzuca palenie. Na początku prawie nie zauważa, że trochę przytyła, w końcu przecież zawsze była dosyć szczupła. Kolejne kilka kilogramów, tłumaczy sobie, to stan przejściowy. Ale kilka następnych? Sytuacja...

zobacz więcej »

Zacznij od nowa

Susan Sussman

36 zł 27.72 zł

zamów

Bardzo długie przebudzenie

Grażyna Jeromin-Gałuszka

wydawca:  Prószyński Media

OPRAWA MIĘKKA

11111ocena: 5 [liczba ocen: 2]

W prywatnej klinice psychiatrycznej operatywnego doktora Bargiela spotyka się niezwykła trójka pacjentów: ekscentryczna pisarka Aurelia, prywatny detektyw Rajmund i zbuntowana nastolatka Inez. Skazani na swoje towarzystwo, częściowo dla zabicia czasu, częściowo w ramach terapii, rozmawiają o...

zobacz więcej »

Bardzo długie przebudzenie

Grażyna Jeromin-Gałuszka

34 zł 26.18 zł

zamów

Żywot człeka zmałpionego

Henryk Jerzy Chmielewski

wydawca:  Prószyński Media

OPRAWA TWARDA

00000

Opowieść o swoich losach w przedwojennej i wojennej Warszawie, Papcio Chmiel, autor znanych komiksów „Tytus, Romek i A’Tomek”, zawarł w książce „Tarabanie w Barbakanie”, wydanej przez Prószyński Media w 2013 roku. W „Żywocie człeka zmałpionego”, opisuje swoje dzieje od momentu zakończenia wojny...zobacz więcej »

Żywot człeka zmałpionego

Henryk Jerzy Chmielewski

35 zł 26.95 zł

zamów

Testując Apokalipsę

Tom Kaczynski

wydawca: Prószyński Media

OPRAWA MIĘKKA

11111

Science-fiction, współczesna demonologia, okultystyczne teorie, opowieść o utopii i traktat architektoniczny. Testując Apokalipsę to dziesięć komiksowych esejów Toma Kaczynskiego, które nie poddają się wymogom krótkiego opisu. Kaczynski krytykuje współczesne struktury ekonomiczno-technologiczne I...zobacz więcej »

Testując Apokalipsę

Tom Kaczynski

54.90 zł 41.18 zł

zamów

Bestsellery w kategorii

 

Bestseller

Kasacja. Chyłka tom 1

Remigiusz Mróz

wydawca: Czwarta Strona

seria:Joanna Chyłka

OPRAWA MIĘKKA

11110ocena: 4 [liczba ocen: 11]

Manipulacje, intrygi i bezwzględny prawniczy świat…
Syn biznesmena zostaje oskarżony o zabicie dwóch osób. Wina wydaje się oczywista, a morderca przez 10 dni nie pozbywa się ciał swych ofiar.
W kancelarii Żelazny&McVay sprawę prowadzi Joanna Chyłka, nieprzebierająca w środkach...zobacz więcej »

Kasacja. Chyłka tom 1

Remigiusz Mróz

34.90 zł 27.34 zł

zamów

Bestseller

Rewizja. Chyłka tom 3

Remigiusz Mróz

wydawca: Czwarta Strona

seria:Joanna Chyłka

11111ocena: 5 [liczba ocen: 2]

Szary człowiek kontra wielka korporacja.
Dyskryminacja kontra tolerancja.
Chyłka kontra Oryński.

Żona i córka robotnika z Ursynowa giną tragicznie w niewyjaśnionych okolicznościach. Ich polisa na życie jest tak duża, że towarzystwo ubezpieczeniowe nie spieszy się...

zobacz więcej »

Rewizja. Chyłka tom 3

Remigiusz Mróz

36.90 zł 28.91 zł

zamów

Bestseller

Ogień i krew cz.1

R.R Martin George

wydawca: Zysk i S-ka

OPRAWA TWARDA

11110ocena: 4 [liczba ocen: 7]

300 lat przed wydarzeniami opisanymi w Grze o tron

Kiedy Westeros rządziły smoki...

Opowieść o ekscytujących dziejach dynastii Targaryenów...

Wiele stuleci przed wydarzeniami opisywanymi w pierwszym...

zobacz więcej »

Ogień i krew cz.1

R.R Martin George

59 zł 44.25 zł

zamów

Bestseller

Tylko jeden wieczór

Krystyna Mirek

wydawca: Edipresse Książki

OPRAWA MIĘKKA

11110ocena: 5 [liczba ocen: 9]

Czasem kusząca bajka okazuje się pułapką, a zwyczajne życie może stać się bajką.

Zanurz się w świecie świątecznych emocji.

Znana aktorka Amelia Diamond, a w prywatnie Sylwia Nowak, zbudowała życie doskonałe. Podziwiają ją tysiące kobiet. Ma wszystko....

zobacz więcej »

Tylko jeden wieczór

Krystyna Mirek

39.90 zł 25.90 zł

zamów

Bestseller

Karuzela

Paulina Świst

wydawca: Akurat

OPRAWA MIĘKKA

11110ocena: 5 [liczba ocen: 15]

Wielka kasa budzi wielkie namiętności. I wielkie pożądanie. Czasem otumania i ogłupia. Zupełnie jak seks, albo jeszcze bardziej.

Dwoje młodych adwokatów, Piotr i Olka, przyjaźni się od studiów. Są uwikłani w kompletnie nieudane małżeństwa: mąż Oli jest hazardzistą...

zobacz więcej »

Karuzela

Paulina Świst

37 zł 24.10 zł

zamów

Bestseller

Trzy życzenia

Katarzyna Michalak

wydawca: ZNAK literanova

11110ocena: 4 [liczba ocen: 29]

NIE ZMIENISZ PRZESZŁOŚCI, NIE NAPISZESZ NOWEGO POCZĄTKU, ALE ZAWSZE MOŻESZ WYCZAROWAĆ NOWE ZAKOŃCZENIE. Kiedy Natalia trafia do starego dworu, zagubionego gdzieś na Mazurach, po raz pierwszy od długiego czasu czuje, że znalazła swoje miejsce. Samotna, pełna kompleksów dziewczyna nie może...zobacz więcej »

Trzy życzenia

Katarzyna Michalak

39.90 zł 25.90 zł

zamów

Bestseller

Pejzaż z aniołem

Magdalena Kordel

wydawca: Znak

OPRAWA MIĘKKA

11111ocena: 5 [liczba ocen: 4]

Wzruszająca opowieść o tym, że nigdy nie jest za późno. Adrianna od śmierci taty nie cierpi świąt. Od czasu kiedy zamieszkała z matką, grudniowa aura zamiast z ciepłem i magią kojarzy się jej z odrzuceniem i samotnością. Ale w tym roku wszystko ma się zmienić! Pod wpływem jednego spotkania Ada...zobacz więcej »

Pejzaż z aniołem

Magdalena Kordel

37.90 zł 28.43 zł

zamów
Przeczytaj recenzje

Przeczytaj recenzje książki – John Irving "Hotel New Hampshire"

Zostań naszym recenzentem i dodaj swoją opinię o produkcie

Recenzja dodana 2016-03-24

PIĘCIOGWIAZDKOWY HOTEL

Są na tym świecie książki, które potrafią zmienić ludzkie życie. Przejmujące dzieła, po których nic już nigdy nie jest takie samo. Wchodzą do umysłu, trafiają w sam środek serca, a gdy już po lekturze znajdą się na półce, to jest to półka honorowa. Takich dzieł jest niewiele, do takich dzieł chce się wracać. I jednym z nich jest bezsprzecznie „Hotel New Hampshire” – najlepsza powieść, jaką moim zdaniem stworzył jeden z najwybitniejszych żyjących pisarzy, John Irving.

Właściwie trudno jest powiedzieć coś o fabule "Hotelu…” bez zdradzania jakichś ważnych dla rozwoju akcji treści. Gdyby szukać wątku przewodniego, byłby to temat hotelarski. Rodzina Berrych chce stworzyć dochodowy biznes. Poszukiwanie idealnego miejsca tak pod interes, jak i do życia sprawia, że angażują się w najróżniejsze, czasem zabawne, czasem tragicznie sytuacje, które odbijają na nich swoje piętno. Tak naprawdę jednak jest to opowieść o życiu. Saga rodzinna snuta z perspektywy jednego z synów, Johna, który kazirodczą miłością kocha swoją siostrę. Nad wszystkim jak fatum wisi martwy, wypchany pies Smutek, który zawsze wypływa na wierzch…

Ta książka to tragikomiczna farsa, którą można uznać za siostrę bliźniaczkę poprzedniej powieści Johna Irvinga, a zarazem dzieła jego życia – „Świata według Garpa”. Ale siostrę bliźniaczkę o wiele bardziej nawet urodziwą. O ile Irving słynie z powtarzania stałych dla siebie motywów w każdej powieści, o tyle w tym przypadku przerósł samego siebie. Autoplagiat? Jeżeli nawet to nie ma w nim, wbrew wszelkim pozorom, wtórności. Wszystko, co w twórczości pisarza już było, nabiera tu zupełnie nowej jakości. Jakby Irving wybrał wszystko, co najlepsze i dopracował w najdrobniejszych szczegółach. Czuć to szczególnie w momentach, w których ociera się o absurd. Nagle bowiem Irving uderza w nas scenami pozornie niepasującymi, scenami, które wydają się nieproporcjonalne do reszty, a wtedy rzuca nagle kilka zdań wyjaśnienia, następuje wolta, wszystko nabiera sensu i w jednej chwili to, co rodziło obawy o śmieszność czy infantylność, staje się genialnym motywem. Czymś wspaniałym porywającym i zachwycającym. A że na dodatek autor operuje stylem tak lekkim, tak wspaniałym i urzekającym, lirycznym, o przepięknej frazie i klasycznym, choć nowoczesnym podejściu, trudno nie zachwycić się tą powieścią. I trudno jest oderwać się od niej choćby na chwilę, choć zarazem chciałoby się wydzielać ją fragmentarycznie, by móc delektować się nią jak najdłużej.

Trzeba jednak zauważyć, że nie jest to książka dla wszystkich. Lekkość stylu i prosty temat to tylko pozory. Owszem „Hotel New Hampshire” odczytywać można na wielu płaszczyznach – od lektury tylko dla mocnej rozrywki, po analizę jego głębi i przemyślenia nad ważkimi, aktualnymi zawsze kwestiami – jednak tematy poruszane przez Irvinga do łatwych nie należą. Homoseksualizm, aborcja, terroryzm, kazirodztwo, prostytucja, gwałt, pedofilia nawet – każdy czytelnik prozy autora zna je już dobrze, jak zna wiecznie pojawiające się u niego niedźwiedzie, bohaterów-pisarzy czy Wiedeń. Ktoś nowy jednak, kto sięgnąłby po powieść, mógłby zderzyć się z murem szoku. Szczególnie, gdy Irving często kwestie te podaje w sposób kontrowersyjny i przepełniony czarnym humorem, przewrotnie i bez zbędnej łagodności, za to z prawdziwą mocą i emocjami. I jaką prawdą.

Zresztą cała ta powieść to emocjonalny rollercoaster. Czasem źródłem poruszenia są genialnie przecież skonstruowane postacie (Jajo, Franie), czasem wydarzenia (za wiedeński lot nie wiem czy bardziej chciałem uściskać Irvinga za jego pisarską potęgę czy – kolokwialnie mówiąc – dać w mordę za to, co mi zgotował, popychając na krawędź łez) a czasem przerażająca prawda, wśród której króluje analiza umysłu i zachowań zgwałconej dziewczyny. Trudno jednak ograniczyć się do tych kilku zdań, by zawrzeć wszystko, co chce się powiedzieć. Ale czy z drugiej strony rozpisywanie się ma sens? Pisać i mówić o „Hotelu…” można (i trzeba) wiele, najważniejsze jednak co można w tej kwestii rzec, to po prostu polecić książkę każdemu czytelnikowi spragnionemu mocnym wrażeń z najwyższej literackiej półki. Wszystko bowiem sprowadza się do niej samej i nieważne, co powiem ja, ten hotel – zdecydowanie hotel pięciogwiazdkowy, gdzie łóżka są idealnie miękkie, wystrój wspaniały, a obsługa jak rodzina – powie Wam to o wiele lepiej.

Sięgnijcie, poznajcie, dajcie się zachwycić.

Oceń, czy recenzja jest pomocna TAK NIE1 z 1 klientów uznało recenzję za pomocną

Recenzja dodana 2016-01-21

Hotel New Hempshire - kolejna powieść Johna Irvinga

Ostatnio mamy wiele okazji do tego, by czytać Johna Irvinga. Dopiero co pojawiła się "Aleja tajemnic", a już niedługo, bo w drugiej połowie marca będzie okazja przeczytać "Hotel New Hampshire".

Oceń, czy recenzja jest pomocna TAK NIE1 z 1 klientów uznało recenzję za pomocną

Dodaj recenzję

Dodaj recenzję produktu "Hotel New Hampshire"

Twoja ocena
Jednym zdaniem
Treść recenzji
Oświadczam, że jestem wyłącznym autorem publikowanej recenzji i nie narusza ona praw osób trzecich. Wyrażam zgodę na wykorzystanie recenzji przez Ravelo sp. z o.o. do celów promocyjnych.

Inni klienci oglądali również

Tajemnica hotelu

Tajemnica hotelu

11111

zamów
22.90 zł
17.63 zł

W Wigilię do hotelu w Valleby przyjeżdża wyjątkowo zamożna rodzina. Państwo Jonatanowie mają ze sobą chińskiego jamnika jabłkowego, który kosztuje fortunę i jest ich oczkiem w głowie. Tego samego wieczora pies znika! Na szczęście w pobliżu są Lasse i Maja, którzy od razu rozpoczynają śledztwo....

„Co się zdarzyło w hotelu Gold” to współczesny kryminał z historią miłosną w tle albo – jeśli ktoś woli – opowieść o miłości z wątkiem kryminalnym. A wszystko podszyte lekką ironią. Bohater powieści, historyk Antoni Topola, wydaje się tak samo niepozorny jak jego imię i nazwisko. Przekroczył...

"Burza uczuć", czyli codzienność pięciogwiazdkowego hotelu, w którym splatają się ludzkie losy i spotykają najrozmaitsze historie. To wciągająca opowieść o wielkiej miłości i prawdziwym życiu, które przynosi zarówno radości, jak i rozczarowania, ale przede wszystkim nieustannie zaskakuje i na...

Rosie McDonald niegdyś porzucona przez narzeczonego przed ołtarzem, jest cenioną organizatorką ślubów. W obu sferach jej życia - służbowej i prywatnej nie dzieje się najlepiej - kariera utknęła w martwym punkcie, a chłopak zdecydowanie nie jest „tym jedynym”. Ma jednak przed sobą wyzwanie....

Hotel nad oceanem

Hotel nad oceanem

11111

zamów
34.90 zł
26.87 zł

Claire Dellamare przyjeżdża do hotelu Tourmaline na wyspie Folly Shoals w stanie Maine na spotkanie biznesowe z ojcem, dyrektorem generalnym ich firmy. Kiedy zaczynają nawiedzać ją dziwne wspomnienia, dowiaduje się, że w 1989 roku zaginęła podczas swoich czwartych urodzin organizowanych właśnie w...

Mocna lektura w męskim stylu! Co się zdarzyło w hotelu Gold to współczesny kryminał z historią miłosną w tle albo – jeśli ktoś woli – opowieść o miłości z wątkiem kryminalnym. A wszystko podszyte lekką ironią. Biały Kafka to gorzka i ironiczna opowieść o alkoholowym uzależnieniu zdegradowanego...

Hotel Angleterre

Hotel Angleterre

11111

zamów
49.90 zł
38.42 zł

Szwecja, rok 1940. Georg krótko po ślubie zostaje powołany do wojska, żeby bronić granicy z Finlandią. Trafia do jednostki, gdzie musi zmierzyć się z sięgającą minus czterdziestu stopni temperaturą i sadystycznym dowódcą. Wydarzenia w obozie doprowadzają do buntu i rozlewu krwi, a Georg zostaje...

Hotel Varsovie 2. Bunt chimery

Hotel Varsovie 2. Bunt chimery

11111

produkt niedostępny

Miasto, jakiego nie znamy. To drugi tom obszernej, wielopokoleniowej sagi rodziny warszawskich hotelarzy. Barwne opisy i porywająca intryga przenoszą czytelnika w niezwykłą podróż przez historię wyjątkowej rodziny i wyjątkowego miasta. Warszawa, XVII wiek, karzeł Franciszek po potopie...

Para dziennikarzy z Polski wyjeżdża na wygraną w konkursie wycieczkę do Lizbony. Już pierwszego dnia pobytu dochodzi do tragicznego wypadku, a dziwne zachowanie pilotki zapowiada, że nie będzie to sielski wypoczynek. Sceptycznie nastawiony do wyjazdu Michał zostaje mimo woli włączony w ciąg...

Tajemnica hotelu

Martin Widmark

wydawca: Zakamarki

seria:BIURO DETEKTYWISTYCZNE LASSEGO I MAI

OPRAWA TWARDA

11111ocena: 5 [liczba ocen: 1]

W Wigilię do hotelu w Valleby przyjeżdża wyjątkowo zamożna rodzina. Państwo Jonatanowie mają ze sobą chińskiego jamnika jabłkowego, który kosztuje fortunę i jest ich oczkiem w głowie. Tego samego wieczora pies znika! Na szczęście w pobliżu są Lasse i Maja, którzy od razu rozpoczynają...zobacz więcej »
Tajemnica hotelu
-23%

Tajemnica hotelu

Martin Widmark

44 zł33.88 zł

zamów

Co się zdarzyło w hotelu Gold

Grzegorz Kozera

wydawca:  Dobra Literatura

OPRAWA MIĘKKA

00000

„Co się zdarzyło w hotelu Gold” to współczesny kryminał z historią miłosną w tle albo – jeśli ktoś woli – opowieść o miłości z wątkiem kryminalnym. A wszystko podszyte lekką ironią. Bohater powieści, historyk Antoni Topola, wydaje się tak samo niepozorny jak jego imię i nazwisko. Przekroczył...zobacz więcej »
Co się zdarzyło w hotelu Gold
-23%

Co się zdarzyło w hotelu Gold

Grzegorz Kozera

44 zł33.88 zł

zamów

Co dalej z hotelem

Johanna Theden

wydawca:  Edipresse Książki

seria:BURZA UCZUĆ

OPRAWA MIĘKKA

00000

"Burza uczuć", czyli codzienność pięciogwiazdkowego hotelu, w którym splatają się ludzkie losy i spotykają najrozmaitsze historie. To wciągająca opowieść o wielkiej miłości i prawdziwym życiu, które przynosi zarówno radości, jak i rozczarowania, ale przede wszystkim nieustannie zaskakuje i na...zobacz więcej »
Co dalej z hotelem

Co dalej z hotelem

Johanna Theden

44 zł33.88 zł

zamów

Hotel szczęśliwych ślubów

Hester Browne

wydawca:  Zwierciadło

OPRAWA MIĘKKA

00000

Rosie McDonald niegdyś porzucona przez narzeczonego przed ołtarzem, jest cenioną organizatorką ślubów. W obu sferach jej życia - służbowej i prywatnej nie dzieje się najlepiej - kariera utknęła w martwym punkcie, a chłopak zdecydowanie nie jest „tym jedynym”.

Ma jednak przed sobą...

zobacz więcej »
Hotel szczęśliwych ślubów
-23%

Hotel szczęśliwych ślubów

Hester Browne

44 zł33.88 zł

zamów

Bestseller

Hotel nad oceanem

Colleen Coble

wydawca: Dreams

seria:Nad zatoką

OPRAWA MIĘKKA

11111ocena: 5 [liczba ocen: 1]

Claire Dellamare przyjeżdża do hotelu Tourmaline na wyspie Folly Shoals w stanie Maine na spotkanie biznesowe z ojcem, dyrektorem generalnym ich firmy. Kiedy zaczynają nawiedzać ją dziwne wspomnienia, dowiaduje się, że w 1989 roku zaginęła podczas swoich czwartych urodzin organizowanych właśnie w...zobacz więcej »
Hotel nad oceanem
-23%

Hotel nad oceanem

Colleen Coble

44 zł33.88 zł

zamów

Co się zdarzyło w hotelu Gold / Biały Kafka

Grzegorz Kozera

wydawca:  Dobra Literatura

OPRAWA MIĘKKA

00000

Mocna lektura w męskim stylu! Co się zdarzyło w hotelu Gold to współczesny kryminał z historią miłosną w tle albo – jeśli ktoś woli – opowieść o miłości z wątkiem kryminalnym. A wszystko podszyte lekką ironią. Biały Kafka to gorzka i ironiczna opowieść o alkoholowym uzależnieniu zdegradowanego...zobacz więcej »
Co się zdarzyło w hotelu Gold / Biały Kafka
-23%

Co się zdarzyło w hotelu Gold / Biały Kafka

Grzegorz Kozera

44 zł33.88 zł

zamów

Hotel Angleterre

Marie Bennett

wydawca:  Marginesy

OPRAWA TWARDA

11111ocena: 5 [liczba ocen: 3]

Szwecja, rok 1940. Georg krótko po ślubie zostaje powołany do wojska, żeby bronić granicy z Finlandią. Trafia do jednostki, gdzie musi zmierzyć się z sięgającą minus czterdziestu stopni temperaturą i sadystycznym dowódcą. Wydarzenia w obozie doprowadzają do buntu i rozlewu krwi, a Georg zostaje...zobacz więcej »
Hotel Angleterre
-23%

Hotel Angleterre

Marie Bennett

44 zł33.88 zł

zamów

Hotel Varsovie 2. Bunt chimery

Sylwia Zientek

wydawca: W.A.B.

seria:Hotel Varsovie

OPRAWA MIĘKKA

11111ocena: 5 [liczba ocen: 5]

Miasto, jakiego nie znamy.

To drugi tom obszernej, wielopokoleniowej sagi rodziny warszawskich hotelarzy. Barwne opisy i porywająca intryga przenoszą czytelnika w niezwykłą podróż przez historię wyjątkowej rodziny i wyjątkowego miasta. Warszawa, XVII wiek, karzeł...

zobacz więcej »
Hotel Varsovie 2. Bunt chimery

Hotel Varsovie 2. Bunt chimery

Sylwia Zientek

44 zł33.88 zł

zamów

Hotel w Lizbonie (Audiobook na CD)

Bilski Max

wydawca: Heraclon

CD-MP3

00000

Para dziennikarzy z Polski wyjeżdża na wygraną w konkursie wycieczkę do Lizbony. Już pierwszego dnia pobytu dochodzi do tragicznego wypadku, a dziwne zachowanie pilotki zapowiada, że nie będzie to sielski wypoczynek. Sceptycznie nastawiony do wyjazdu Michał zostaje mimo woli włączony w ciąg...zobacz więcej »
Hotel w Lizbonie (Audiobook na CD)
-23%

Hotel w Lizbonie (Audiobook na CD)

Bilski Max

44 zł33.88 zł

zamów
Sposoby i terminy dostawy

Sposoby i terminy dostawy

Dostawa kurierem - dostawa 1 dzień roboczy
Paczka w RUCHu - dostawa 2 dni robocze
Odbiór paczki w urzędzie Poczty Polskiej - dostawa 2 dni robocze
Dostawa Pocztą Polską - dostawa 2 dni robocze
Odbiór paczki w Paczkomacie InPost - dostawa 2 dni robocze
Odbiór paczki w księgarni PWN - dostawa ok. 3 dni roboczych

Ważne informacje o wysyłce

Ważne informacje o wysyłce

Każdy produkt ma na swojej stronie oszacowany czas wysyłki, potrzebny na obsługę zamówienia w magazynie, zapakowanie oraz przekazanie paczki kurierowi.
Większość oferowanych produktów posiadamy w magazynie, dlatego zamówienia wysyłamy zazwyczaj w ciągu 1-2 dni. Zamówienia opłacane z góry realizujemy od razu po uzyskaniu wpłaty od klienta. Zamówienia za pobraniem – od złożenia zamówienia.
Produkty oznaczone jako Zapowiedź lub Dodruk wysyłane są po dacie premiery wydawniczej bądź wznowienia nakładu.
Na czas realizacji zamówienia składają się czas wysyłki (podany na stronie produktu) oraz czas doręczenia przesyłki przez przewoźnika.
Wszystkie terminy dotyczą tylko i wyłącznie dni roboczych (od poniedziałku do piątku, z wyłączeniem świąt).

To top