Księgarnia internetowa Ravelo – tanie książki i wiele więcej
Twój koszyk »
jest pusty
+1

Dodano:
sprawdź zawartość koszyka »

sprawdź
koszyk »
kontynuuj
zakupy »
promocja
Jeszcze jeden oddech - Książki
wstaw obrazek na swoją stronę
X <a href="https://www.ravelo.pl/jeszcze-jeden-oddech-paul-kalanithi,p100492748.html" title="Jeszcze jeden oddech"> <img src="https://www.ravelo.pl/pub/mm/img/220/100492748.jpg" alt="Jeszcze jeden oddech - Książki"> </a>

Jeszcze jeden oddech

Paul Kalanithi

  Literackie , data wydania 29 września 2016 , OPRAWA MIĘKKA

ocena: 4 [liczba ocen: 25] Przeczytaj recenzje

Bestseller

Towar dostępny, wysyłka 24h.

?

Koszty, terminy i ograniczenia dostawy

?

Czas oczekiwania na zamówienie

?

Akceptowane formy płatności

?
Cena detaliczna: 34.90 zł

27.92 zł

oszczędzasz 19%

lub przenieś do przechowalni

Inne wersje

Ebook epub,mobi 26.90 zł 24.21 zł sprawdz
Zobacz pełny opis

Pełny opis książki – Paul Kalanithi "Jeszcze jeden oddech"

Poruszająca historia genialnego neurochirurga, który pewnego dnia stał się pacjentem Opowieść o odchodzeniu w zgodzie z sobą i ze światem Międzynarodowy fenomen wydawniczy Numer 1 na liście bestsellerów „New York Timesa” Paul Kalanithi był jednym z najzdolniejszych amerykańskich neurochirurgów i ogromnym miłośnikiem poezji. W wieku 36 lat, po blisko 10-letniej pracy w charakterze neurochirurga i pod koniec wyczerpującej rezydentury, w momencie gdy Paulem zaczęły interesować się najważniejsze instytuty badawcze i najbardziej prestiżowe kliniki, młody lekarz usłyszał diagnozę IV stadium raka płuc. W jednej chwili Paul zmienia się z lekarza ratującego życie w pacjenta, który sam podejmuje walkę z chorobą. I zaczyna pisać. Wytrwale, strona po stronie, niezależnie od trudności, jakie przynosiła postępująca choroba. Jeszcze jeden oddech to szczera, wzruszająca historia wybitnego lekarza, który stanął twarzą w twarz ze śmiercią. Zapis determinacji i świadectwo walki. Paul Kalanithi zmarł w marcu 2015 roku, niemal do ostatniej chwili pracując nad tekstem. Ta niedokończona książka doskonale oddaje ulotność naszego życia. Jeszcze jeden oddech bije rekordy popularności na całym świecie. Książka niemal natychmiast po wydaniu znalazła się na 1 miejscu listy bestsellerów „New York Timesa” i, mimo upływu kolejnych tygodni, już dwudziestu czterech od premiery, nadal je zajmuje. Książka podbiła też rynek brytyjski (w Wielkiej Brytanii Jeszcze jeden oddech miał już 16 dodruków!), kanadyjski, włoski i niemiecki. W sumie prawa sprzedano do niemal 40 krajów, między innymi: Danii, Norwegii, Tajwanu, Izraela, Chin, Indonezji, Portugalii, Rosji.
Dodatkowe informacje

Jeszcze jeden oddech, Paul Kalanithi – rekomendacje

Jest w tej niezwykłej książce takie piękne zdanie: Bohater podjął decyzję, by nie odwracać wzroku od śmierci. To zdanie i ta książka są drogowskazem dla wszystkich, którzy znaleźli się w ekstremalnej życiowej sytuacji, a przy tym piękną opowieścią o miłości małżeńskiej w czasie największej próby – śmiertelnej choroby 
Jerzy Stuhr
 

Poruszająca i mądra prawdziwa opowieść o rodzinie, medycynie i literaturze. Wyciska łzy i ogromnie inspiruje 
„The Washington Post”

 

Ta książka w piękny i mądry sposób przekonuje nas, że każdego dnia konfrontujemy się ze śmiercią... Ale prawdziwe pytanie brzmi nie JAK DŁUGO, lecz JAK będziemy żyć – odpowiedzi na to pytanie nie znajdziemy w żadnym podręczniku... 
 „Guardian”

Jeszcze jeden oddech – fragment

Przeglądałem skany z tomografii komputerowej. Płuca naznaczone licznymi guzkami, kręgosłup zdeformowany, a jeden z płatów wątroby w opłakanym stanie. Diagnoza mogła być tylko jedna: rozsiany proces nowotworowy. Pracowałem jako rezydent na oddziale neurochirurgii i właśnie rozpoczynał się ostatni rok mojego szkolenia. Przez sześć lat miałem okazję analizować wiele takich zdjęć, za każdym razem kierując się nadzieją, że znajdzie się metoda leczenia zdolna pomóc pacjentowi. Jednakże ten skan był zupełnie inny – był to bowiem skan m o j e g o ciała.
Nie znajdowałem się w pracowni radiologicznej, ubrany w strój chirurgiczny i biały fartuch, ale miałem na sobie koszulę szpitalną, byłem podłączony do kroplówki i korzystałem z komputera, który zostawiła w pokoju pielęgniarka. Wspierała mnie żona Lucy, internistka. Jeszcze raz powtórzyłem całą procedurę: okno płucne, okno kostne i w końcu okno wątrobowe. Przesuwałem obraz z góry na dół, z lewej do prawej i od przodu do tyłu, tak jak mnie szkolono, jakbym wciąż liczył, że znajdę coś, co pozwoli zmienić diagnozę.
Leżeliśmy razem w szpitalnym łóżku.
Lucy zapytała cicho, jakby czytała wyrywek ze scenariusza:
– Jest jakaś szansa, że to coś innego?
– Nie – odpowiedziałem.
Przywarliśmy do siebie z całych sił niczym młodzi kochankowie. Przez ostatni rok oboje podejrzewaliśmy – choć nie chcieliśmy w to wierzyć ani nawet o tym rozmawiać – że w moim ciele rozwija się rak.
Mniej więcej sześć miesięcy wcześniej zacząłem gwałtownie tracić na wadze i odczuwać potworne bóle pleców. Kiedy ubierałem się o poranku, musiałem zapinać pasek o dziurkę dalej, a jakiś czas później o dwie. Umówiłem się na wizytę do lekarki pierwszego kontaktu, starej koleżanki z czasów studiów na Uniwersytecie Stanforda. Jej brat – także rezydent neurochirurgii – zmarł niespodziewanie, ponieważ zignorował objawy zjadliwego zakażenia, dlatego od początku naszej znajomości otaczała mnie niemal matczyną opieką. Gdy jednak dotarłem na miejsce, w gabinecie zastałem inną lekarkę. Znajoma wzięła urlop macierzyński.
Ubrany w błękitną koszulę szpitalną, leżałem na zimnej kozetce, opisując symptomy.
– Gdyby to było zagadnienie na teście kwalifikacyjnym: trzydziestopięciolatek z nagłą utratą wagi ciała i napadami bólu pleców, zaznaczyłbym najbardziej oczywistą odpowiedź, czyli raka. Ale może się tylko przepracowuję? Sam nie wiem... Wolę zrobić rezonans, żeby to sprawdzić.
– Myślę, że na początek wystarczy prześwietlenie – odparła lekarka.
Rezonans z powodu bólu pleców to kosztowna zabawa, a nieuzasadnione obrazowanie stało się w owym czasie jednym z głównych argumentów w narodowej dyskusji o cięciu kosztów. Z drugiej strony, wartość badania zależy od tego, czego się szuka, a w przypadku raka rentgen jest często niemal bezużyteczny. Mimo to wielu lekarzy uważa, że rezonans magnetyczny na wczesnym etapie leczenia ociera się niemal o apostazję.
– Rentgen nie jest najczulszy, ale wydaje się rozsądnym rozwiązaniem, żeby zacząć właśnie od niego.
– W takim razie może pokusimy się o zdjęcia w zgięciu i wyproście? Kręgozmyk to chyba bardziej realistyczna diagnoza.
W odbiciu lustra wiszącego na ścianie zauważyłem, że lekarka wyszukuje zagadnienie w Internecie.
– To ubytek w tylnym fragmencie łuku kręgowego, dotykający około pięciu procent populacji, który jest częstą przyczyną bólu pleców u młodych ludzi – wytłumaczyłem.
– W porządku, w takim razie zlecę i to.
– Dzięki.
Dlaczego w fartuchu chirurga potrafiłem być tak zdecydowany, a po założeniu koszuli pacjenta stawałem się potulny jak baranek? Szczerze powiedziawszy, wiedziałem o bólach pleców więcej niż ta lekarka – w końcu połowa mojej edukacji neurochirurgicznej dotyczyła schorzeń kręgosłupa. Ale może kręgozmyk naprawdę był bardziej prawdopodobną diagnozą? W końcu borykał się z nim całkiem spory odsetek młodych ludzi – a ilu trzydziestolatków chorowało na nowotwór kręgosłupa? Jeden na dziesięć tysięcy? Na pewno nie więcej. Gdyby pomnożyć tę liczbę przez sto, wciąż byłoby to schorzenie rzadsze od kręgozmyku. Może niepotrzebnie najadłem się strachu?
Zdjęcia rentgenowskie wyglądały w porządku. Przypisawszy moje objawy przepracowaniu i starzeniu się ciała, zaplanowaliśmy kolejną wizytę, a ja zająłem się moim ostatnim przypadkiem tego dnia. Tempo utraty wagi spadło, bóle pleców stały się znośniejsze. Dzień pomagała mi zwykle przetrwać spora dawka ibuprofenu, a poza tym coraz rzadziej zdarzały mi się te wykańczające, czternastogodzinne maratony w szpitalu. Moja podróż od studenta medycyny do adiunkta neurochirurgii powoli dobiegała końca. Po dziesięciu latach trudnego szkolenia czułem determinację, by przetrwać ostatnie piętnaście miesięcy do zakończenia rezydentury. Zaskarbiłem sobie szacunek przełożonych, miałem na koncie kilka prestiżowych krajowych nagród i dostawałem propozycje pracy od poważanych uczelni. Mój opiekun stażu na Uniwersytecie Stanforda usiadł ze mną niedawno i powiedział:
– Paul, uważam, że dostaniesz każde stanowisko, na jakie się zgłosisz. Dla twojej wiadomości, będziemy szukać do kadry kogoś takiego jak ty. Rzecz jasna niczego nie mogę obiecać, ale myślę, że powinieneś to rozważyć.
W wieku trzydziestu sześciu lat dotarłem na szczyt, skąd było już widać ziemię obiecaną, od Gilead po Jerycho i Morze Śródziemne. Wyobrażałem sobie, jak na jego wodach kołysze się śliczny katamaran, którym pływałbym w weekendy z Lucy i naszymi hipotetycznymi dziećmi. Czułem, że ból w plecach ustąpi, gdy tylko uporam się z natłokiem zajęć zawodowych i zapanuję nad swoim życiem. W końcu będę mógł stać się takim mężem, jakim przysięgałem być.
Niestety, po paru tygodniach zaczęły się napady ostrego bólu w piersi. Może uderzyłem o coś podczas pracy i stłukłem sobie żebro? Nocą budziłem się w wilgotnej pościeli, mokry od potu. Znów zacząłem chudnąć, tym razem szybciej – moja waga z osiemdziesięciu kilogramów spadła do sześćdziesięciu pięciu. Nie przestawałem kaszleć. Konkluzja wydawała się oczywista. Któregoś sobotniego popołudnia wygrzewaliśmy się z Lucy w słońcu w Dolores Park w San Francisco, czekając na jej siostrę. Lucy zerknęła na wyświetlacz mojej komórki – widniały na nim rezultaty wyszukiwania frazy „częstotliwość występowania raka u osób między trzydziestym a czterdziestym rokiem życia” w medycznej bazie danych.
– Co to? – zapytała. – Myślałam, że już się tym nie martwisz.
Milczałem, bo nie potrafiłem znaleźć właściwych słów.
– Chcesz mi o czymś powiedzieć? – drążyła.
Denerwowała się, ponieważ ona także się martwiła. I dlatego, że nic jej nie mówiłem. Denerwowała się, bo obiecałem jej inne życie.
– Czy mogę wiedzieć, dlaczego nie chcesz mi zaufać? – zapytała.
Wyłączyłem telefon.
– Może skoczymy na lody? – zaproponowałem.

*

Fragment udostępniony dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego. 

Jeszcze jeden oddech, Paul Kalanithi - filmy promocyjne


Paul Kalanithi – o autorze

Paul Kalanithi – był neurochirurgiem i pisarzem. Dorastał w Kingman, w Arizonie, zanim nie przeprowadził się na studia na Stanford University, które ukończył w 2000 roku ze stopniem z dziedziny angielskiej literatury oraz anatomii. Przed studiami medycznymi uczęszczał na historię i filozofię nauki i medycyny na University of Cambridge. W 2007 skończył Yale School of Medicine, wygrywając jednocześnie nagrodę Lewis H. Nahum. Wrócił do Stanford, by kontynuować karierę neurochirurga.

Ravelo poleca książki:

Błękitne sny
-30%

Błękitne sny

Katarzyna Michalak

36.90 zł 25.83 zł

zamów
Początek
-30%

Początek

Dan Brown

49.90 zł 34.90 zł

zamów
We wspólnym rytmie
-30%

We wspólnym rytmie

Jojo Moyes

39.90 zł 27.93 zł

zamów
Niezwykły dar
-32%

Niezwykły dar

Diana Palmer

37.99 zł 25.83 zł

zamów
Przesyłka
-34%

Przesyłka

Sebastian Fitzek

39.80 zł 25.87 zł

zamów
Trzecia
-30%

Trzecia

Magda Stachula

36.90 zł 25.83 zł

zamów
Cechy produktu

Cechy produktu

Dostawca: Azymut

Wydawca: Literackie

data wydania : 29 września 2016

liczba stron: 232

format: 12.3x19.7cm

język wydania: polski

numer wydania: 1

numer produktu: 100492748

EAN: 9788308061909

Średnia ocena Klientów: 4 (Oceniło 25 osób)
Kategorie

Polecamy także:

Przeczytaj recenzje

Przeczytaj recenzje książki – Paul Kalanithi "Jeszcze jeden oddech"

Zostań naszym recenzentem i dodaj swoją opinię o produkcie

Recenzja dodana 2016-12-20

Jeszcze jeden oddech, Paul Kalanithi

„Jeszcze jeden oddech” Paula Kalanithi to pięknie napisana rozprawa naukowa o życiu – o tym, co sprawia, że jesteśmy żywi – z dwóch sprzecznych perspektyw.
Pierwsza to perspektywa człowieka, który studiował literaturę, który pragnął zrozumieć duszę. Jednocześnie człowiek ten praktykuje medycynę i jako neurochirurg pragnie zrozumieć ludzkie ciało.

Druga perspektywa jest perspektywą człowieka, który walczy z rakiem płuc.

W książce „Jeszcze jeden oddech” autor stawia tyle pytań, jednocześnie zachowując niesamowity dystans wobec swojego stanu zdrowia. Jest lekarzem i pacjentem w tym samym czasie. I synem, bratem, mężem i ojcem też. Oczywiście – dodatkowo filozofem.

Nie udało mi się powstrzymać łez… ale jestem szczęśliwa, że przeczytałam tę książkę. Takie świadectwa są potrzebne.

Oceń, czy recenzja jest pomocna TAK NIE 1 z 1 klientów uznało recenzję za pomocną

Dodaj recenzję

Dodaj recenzję produktu "Jeszcze jeden oddech"

Twoja ocena
Jednym zdaniem
Treść recenzji
Oświadczam, że jestem wyłącznym autorem publikowanej recenzji i nie narusza ona praw osób trzecich. Wyrażam zgodę na wykorzystanie recenzji przez Ravelo sp. z o.o. do celów promocyjnych.
promocja
To top