Księgarnia internetowa Ravelo – tanie książki i wiele więcej
Twój koszyk »
jest pusty
+1

Dodano:
sprawdź zawartość koszyka »

sprawdź
koszyk »
kontynuuj
zakupy »
promocja
Kiedy będziemy deszczem - Książki
wstaw obrazek na swoją stronę
X <a href="https://www.ravelo.pl/kiedy-bedziemy-deszczem-dominika-eijkelenborg,p100534225.html" title="Kiedy będziemy deszczem"> <img src="https://www.ravelo.pl/pub/mm/img/220/100534225.jpg" alt="Kiedy będziemy deszczem - Książki"> </a>

Kiedy będziemy deszczem

Dominika Eijkelenborg
  Wydawnictwo Kobiece , data wydania 20 stycznia 2017 , OPRAWA MIĘKKA

ocena: 5 [liczba ocen: 5] Przeczytaj recenzje

Nowość Bestseller

Towar dostępny, wysyłka 24h.

?

Koszty, terminy i ograniczenia dostawy

?

Czas oczekiwania na zamówienie

?

Akceptowane formy płatności

?
Cena detaliczna: 39.90 zł

29.53 zł

oszczędzasz 25%

lub przenieś do przechowalni

Inne wersje

Ebook epub,mobi 29.90 zł 26.91 zł sprawdz
Zobacz pełny opis

Pełny opis książki – Dominika Eijkelenborg "Kiedy będziemy deszczem"

PRZEPIS NA DOBRY THRILLER TO KŁAMSTWA I NIEDOPOWIEDZENIA, POCZUCIE WINY I WSTYD, GORYCZ I SŁODYCZ

Cokolwiek robi, gdziekolwiek jest, czuje, że jego oczy go śledzą...

Inga de Graaf, z pochodzenia Polka, wychodzi na spacer z psem i już nie wraca. Zaniepokojony mąż zgłasza zaginięcie, nie wierząc, że kobieta mogłaby porzucić wszystko i odejść w ten sposób. Policja zaczyna akcję poszukiwawczą. Pierwsza doba nie przynosi żadnych rezultatów. Dopiero mailowa korespondencja zaginionej, którą odkryto w koszu jej laptopa, naprowadza na nikły ślad. Okazuje się, że Inga kryła mroczną tajemnicę. Sama siebie nazywa kobietą nie o dwóch, ale o stu twarzach. Jej zaginięcie to tylko początek lawiny przerażających zdarzeń i odkryć.

KTOŚ ZGINIE. CZYJEŚ CIAŁO ZOSTANIE ZNALEZIONE. KTOŚ ZOSTANIE URATOWANY. I KTOŚ ODEJDZIE.

Cóż, każdy z nas wypracowuje własne sposoby na radzenie sobie z rozczarowaniami, które przynosi los. Niektórzy uciekają, walczą, popadają w odrętwienie. Inni? Mordują.

NIGDY NIE JESTEŚ DO KOŃCA ANONIMOWY

Dodatkowe informacje

Kiedy będziemy deszczem, Dominika Eijkelenborg – fragment

Więc to już oficjalne. Tak, prowadzę podwójne życie. Sekretne drugie życie, równoległe do tego pierwszego, społecznie akceptowanego, wystawionego na pokaz jak muzealny eksponat. Labirynt tajemnych tuneli wykopanych tuż pod podłogą pałacowych korytarzy, które sama wybudowałam. Za dnia spaceruję po zamkowych komnatach, słyszę odgłos własnych kroków na błyszczących marmurowych posadzkach. Nocą schodzę do podziemia, nocą czołgam się pachnącymi wilgocią i glebą tunelami. Wdycham ten zapach z rozkoszą. Woń zdrady i namiętności, zapach złudnej wolności. Moje życie ma dwie strony, jedną – pieszczoną przez światło dnia – i drugą – ciemną i ukrytą. I ja mam dwie twarze, a może sto.
Najpierw pojawiają się niedowierzanie i zaprzeczenie. To nie jest moje życie. To się nie dzieje, to nie może być prawda. Potem nadchodzą czynny opór i walka. Wszystkie chwyty dozwolone na wojennym froncie. Aż w końcu przychodzi moment kapitulacji. I nagła ulga okraszona smutkiem i bó- lem. Kłamstwa i niedopowiedzenia, poczucie winy i wstyd, gorycz i słodycz. Tak się zaczyna podwójne życie.
Pozwól mi to wytłumaczyć, zanim zaczniesz mnie osądzać. Jeśli mam być całkowicie szczera z tobą i ze sobą, tak było zawsze, odkąd pamiętam, od dzieciństwa żyłam między światami. Trwa to już tak długo, że stało się moją drugą naturą. Niekończące się ucieczki do własnej głowy przed tym wszystkim, co przerasta. Kosmos możliwości zamknięty w jednym umyśle, pełen nieodgadnionych światów, przygód i szans. Miejsce, gdzie wszystko jest możliwe. W twojej własnej głowie.
Zawsze zazdrościłam mojemu bratu, on też uciekał – do ludzi, zdarzeń, mocnych przeżyć. Uciekał na zewnątrz, podczas gdy ja uciekałam do wewnątrz, w siebie, coraz głębiej. Aż granica między tym, co rzeczywiste, a tym, co wymyślone, zacierała się na chwilę w przyjemnym odurzającym stanie. Uzależniona od własnych fantazji. Ale jeśli wszystko to, co do tej pory żyło tylko w twojej głowie, zaczyna z niej wypełzać i przybierać realną formę?
Jak dziś pamiętam piętnastoletniego Grześka wymykającego się przez okno, przerzucającego chude nogi przez parapet, jego przydługie spodnie i trampki ze zbyt luźno zawiązanymi sznurówkami, przetarte i brudne mankiety bluzy i nieudolnie nażelowane włosy. I ten uśmiech na twarzy – uśmiech bohatera roku. Okno naszego pokoju było jego drzwiami do innego świata, tajemną bramą, którą przekraczał, by wejść w inny wymiar.
Tymczasem ja kuliłam się w rogu łóżka i drżałam, słysząc za ścianą podniesiony głos, nagłe krzyki, dźwięk tłuczonego szkła. Grzesiek korzystał z tego, że uwaga ojca skupiona była na czymś innym, i z konspiracyjnym uśmiechem zeskakiwał z parapetu.
– Tylko zostaw mi uchylone okno, Ingo – mówił ściszonym głosem i zaraz potem słyszałam oddalające się kroki.
Zwykle nadal nie spałam, gdy wracał i wnosił ze sobą do pokoju zapach nikotyny i potu. Zrzucał buty, jak zawsze wsuwając je nogą pod biurko. Pociągał nosem parę razy i w ciemności szamotał się z rozporkiem, a potem kładł się na łóżku i naciągał kołdrę aż po czubek głowy. Zawsze tak sypiał. Odkąd pamiętam. Zwinięty jak embrion i ukryty całkowicie pod kołdrą, jakby chciał w ten sposób odtworzyć ciepłe łono matki. Kiedy byłam mała, bałam się, że się w końcu udusi. Pamiętam, że nie mogłam zasnąć, jeśli nie odsunęłam nakrycia z jego twarzy, by mógł oddychać. Boso przemykałam po zimnej podłodze do łóżeczka i odsłaniałam jego nosek i usta. Kosmyki włosów przyklejały się mu do spoconego czoła. Gałki oczne poruszały się szybko. Czasem zastanawiałam się, o czym śnił. Może o tętniącej życiem pępowinie, dryfowaniu w ciepłych wodach płodowych, tłumiących nieproszone dźwięki. Może przychodzimy na świat tylko dlatego, iż chronieni przed tym, co głoś- ne i złe, ciągle wierzymy, że zostajemy przemocą wypluci z kanału rodnego do lepszego świata, gdzie nikt nie krzyczy, nie bije, nie śmierdzi alkoholem? Gdzie wszystko jest ciepłe i pachnie mlekiem matki? Może pierwszy płacz wcale nie jest wywołany odruchowym skurczem płuc, z których wydobywa się fala powietrza, lecz dramatycznym krzykiem zawodu i szoku, gdy rażące światło uderza w oczy, niczym nietłumione dźwięki ranią uszy i nagły strach ściska serce. Więc to jest życie…
Grzesiek długo protestował przeciw życiu. Mama mówi- ła, że to kolki, gdy wrzeszczał godzinami. Podobno powiedziałam jej, żeby go zabrała tam, skąd go przyniosła. Wielu rzeczy nie pamiętam. Czasem wydaje mi się, iż pamiętam coś tylko dlatego, że powtarzano mi to tyle razy, aż obraz zmaterializował się niemal na powierzchni umysłu. Sfabrykowane wspomnienia. Najpierw robią to dla nas rodzice i dziadkowie, potem uczymy się sami. Koloryzacja, selekcja, lekkie poprawki. Dzięki nim przeszłość boli mniej. Taki mechanizm obronny.
Dorastaliśmy w tym samym miejscu i czasie, obok siebie, ramię przy ramieniu, tak blisko, a tak inaczej. Każde z nas wypracowało własny sposób na unikanie rzeczywistości. I czy nie na tym polega życie? Na przyswojeniu umiejętności radzenia sobie z tym, nad czym nie mamy kontroli? Na podję- ciu wysiłku przeżycia wszelkich przeciwności, by móc przez chwilę rozkoszować się ulotnymi przyjemnościami? Choć tak naprawdę nigdy nie potrafiliśmy rozwiązywać problemów. Nauczyliśmy się za to uciekać przed nimi. I do tej pory to moja główna strategia. Ucieczka.
Instynkt przetrwania wydaje się szczególnie silny u dzieci alkoholików. Byłam bohaterem rodzinnym. Dowiedziałam się o tym całkiem przypadkiem. Na pierwszym roku studiów mieszkałam w akademiku z dziewczyną z pedagogiki. Miała ona zasobną biblioteczkę, którą zwykłam przeglądać, kiedy moja współlokatorka uciekała w weekendy na Giewont. Pozycja o dorosłych dzieciach alkoholików przyciągnęła moją uwagę. Przeczytałam ją w dwadzieścia godzin. Kolejne dwadzieścia spędziłam, płacząc i wystukując numer telefonu do domu tylko po to, by potem odłożyć słuchawkę. Komu niby miałam powiedzieć o swoich bolesnych odkryciach? I kogo by to zainteresowało? I co miałoby zmienić? Zdobyłam się jedynie na skserowanie jednego rozdziału. Złożone na pół kartki, na których podkreśliłam niektóre zdania jarząco zielonym flamastrem, wysłałam Grześkowi. Choć wtedy nie był już ani słodkim trzylatkiem ze spoconym czołem i dziwnie zadartym nosem, ani dojrzewającym nastolatkiem z pryszczami na policzkach, dużymi stopami i niezręcznymi ruchami. Grzesiek wyrósł na młodego gniewnego. Jako typowy kozioł ofiarny, wpadał w kłopoty, przysparzał trosk, ale, co najważniejsze, zdawał się nieustannie cieszyć życiem i nie przejmować się tym, czego nie mógł zmienić. Nie zareagował na mój list i nie spodziewałam się, że kiedykolwiek zareaguje. Nie mieliśmy w zwyczaju rozmawiać o chorobie alkoholowej ojca, choć była tłem, na którym żyliśmy tyle lat.
Musiałam mu jednak powiedzieć. Wiedziona jakimiś resztkami siostrzanej opiekuńczości, pragnęłam dać mu znać, że to, kim jesteśmy, kim się staliśmy, jest wynikiem przeszłości, której nie wybraliśmy sami. Nie podejrzewałam, że Grzesiek potrzebował tej wiedzy. Ja jednak odczuwałam przemożną potrzebę, by podzielić się z kimś moim odkryciem.
Studia zmieniły moje życie. Nic w tym szczególnego. Dla większości młodych ludzi moment odłączenia się od rodziców i przejścia do totalnej samodzielności jest ostrym zakrętem na życiowej drodze. Definiującym zakrętem. Ja także wyrwałam się z domu, z ciasnych czterech ścian, gdzie byłam bohaterką przynoszącą rodzinie chwałę swoimi wynikami w nauce, posłuszeństwem, zaradnością, życzliwością. Nie, żebym dzięki temu zasłużyła na miano dobrej córki. W jakiś niezwykły sposób posiadłam talent ściągania na siebie niezadowolenia rodziców. Kiedy czytałam, wyrzucali mi, że nic nie robię, tylko czytam, zamiast wyjść. Gdy wychodziłam, wypominali mi, że nie poświęcam dostatecznie dużo uwagi nauce i obowiązkom domowym. I choć to Grzesiek sprawiał kłopoty wychowawcze, ich złość zwykle skupiała się na mnie. Może dlatego, że jedyną odpowiedzią mojego brata na ich wyrzuty były wzniesione lekceważąco ramiona. Ja natomiast brałam wszystko do siebie i kuliłam się pod naporem ich oczekiwań, których w żaden sposób nie potrafiłam zaspokoić. Ich wieczne niezadowolenie i brak satysfakcji były źródłem nieustannej frustracji, dla której nie mogłam znaleźć ujścia. Wypracowałam jednak sposoby jej zapominania, które udoskonalałam od dziecka. Zwykłam wymykać się do ogrodu, gdzie na prowizorycznej huśtawce z deski i grubego sznura dawałam się unosić do góry. Nie tylko rytmicznym ruchom, lecz też fantazjom, które kwitły jak kwiaty po obfitym deszczu, porastając moją głowę łąką pełną kolorów. Im trudniej było w rzeczywistości, z tym większym rozmachem wybuchały nowe światy w mojej głowie. Nauczyłam się tak żyć – kompensować sobie braki rzeczywistości w moim drugim świecie, gdzie byłam wszystkim, czym nie mogłam być w prawdziwym życiu, robić wszystko, czego nie mogłam robić naprawdę. Nie potrzebowałam przyjaciół, towarzystwa, rozrywek. Rodzice twierdzili, że byłam nieśmiała, a ja im wierzyłam i żyłam w tym przekonaniu. Aż do chwili, gdy rozpoczęłam studia i odkryłam, kim jestem, gdy nie ograniczają mnie mury rodzinnego domu, gdy nie obciążają mnie czujne spojrzenia ojca i matki. Polubiłam dziewczynę, którą byłam.
Pamiętasz ten dzień, gdy się spotkałyśmy na drugim roku studiów? Tę odurzającą radość, którą się odczuwa, gdy znajduje się kolejny brakujący element własnej układanki? Pamiętasz? Ile nocy przegadałyśmy w tych pierwszych miesią- cach znajomości? Ile spacerów, imprez, zjedzonych wspólnie kanapek z najtańszym pasztetem i cienko krojonym ogórkiem, ile kubków herbat parzonych z jednej torebki, ile butelek zbyt cierpkiego wina? I nawet gdy w końcu życie rzuciło nas daleko od siebie, zawsze znajdowałyśmy sposób, by pozostać blisko. Nigdy nie osądzałaś, nigdy nie krytykowałaś, nigdy niczego nie oczekiwałaś, nie narzucałaś mi swoich wyobrażeń o mnie samej. W twoim cieple i świetle kwitłam i odkrywałam siebie. W ciemnościach błędnych decyzji i życiowych potknięć wciąż mi tego brakuje, wciąż za tym podążam, tego szukam. Twojego nieoceniającego, uważnie słuchającego ucha, do którego szepczę nawet w myślach tylko po to, by usłyszeć samą siebie. Usłyszeć siebie.
Zadziwiające, jak łatwo uczymy się spychać siebie w czeluść tylko po to, by przyjmować formy akceptowalne przez innych. Czy brak nam odwagi, aby być sobą? Czy to wrodzony konformizm? Czy potrzeba przynależności do stada? Czy jedynie mechanizm obronny? I co się dzieje, gdy po latach nieświadomego udawania okazuje się, że jesteśmy kimś innym? Że jesteśmy zdolni do czynów, o które się nigdy nie podejrzewaliśmy? Że stać nas na niewiarygodne? A może po prostu zmieniamy się, dojrzewamy?
Kiedy stoję w promieniach zachodzącego słońca wśród morza kołyszących się traw, czuję jego spojrzenie na sobie. Wiem, że na mnie patrzy, wiem, że mnie widzi. Poprzez warstwy nałożone przez życie i czas, poprzez wszystko, czym staram się być, wiem, że on widzi prawdziwą mnie. Cokolwiek robię, gdziekolwiek jestem, czuję, że jego oczy mnie śledzą

Dominika van Eijkelenborg – o autorce

Dominika van Eijkelenborg – urodziła się na Suwalszczyźnie, studiowała i pracowała w Krakowie. Zawodowo jest pedagogiem, natomiast pisanie było jej marzeniem, których zawsze ma sporo.  Ponadto z zamiłowania jest łuczniczką i fanką jogi. Prywatnie zaś mamą dwóch córek. Za miłością swojego życia podążyła aż do Holandii, gdzie obecnie mieszka.

Cechy produktu

Cechy produktu

Dostawca: Azymut

Wydawca: Wydawnictwo Kobiece

data wydania : 20 stycznia 2017

liczba stron: 440

format: 13.5x20.5cm

język wydania: polski

numer wydania: 1

numer produktu: 100534225

EAN: 9788365506849

Średnia ocena Klientów: 5 (Oceniło 5 osób)
Kategorie

Polecamy także:

Przeczytaj recenzje

Przeczytaj recenzje książki – Dominika Eijkelenborg "Kiedy będziemy deszczem"

Zostań naszym recenzentem i dodaj swoją opinię o produkcie

Recenzja dodana 2017-02-18

Dominikę miałam okazję poznać już jakiś czas temu dzięki jej pierwszej powieści "Czuły punkt", który zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Był to też powód dla którego nie zastanawiałam się długo czy sięgnąć po jej kolejną pozycję jak tylko ją ujrzałam. I choć ta okazałą się być zupełnie inna to ma w sobie to coś.

Inga de Graaf jest z pozoru szczęśliwą matką i żoną. Mają psa, z którym jest trochę problemów, ale wszystko wydaje się układać. Niestety pewnego dnia kobieta wychodzi z Piratem na spacer i już nie wraca...

"Więc to już oficjalne. Tal, prowadzę podwójne życie. Sekretne drugie życie, równoległe do tego pierwszego, społecznie akceptowanego, wystawionego na pokaz jak muzealny eksponat. [...] Moje życie ma dwie strony, jedną - pieszczoną przez światło dnia - i drugą - ciemną i ukrytą. I ja mam dwie twarze, a może sto." *

Jej mąż Marc zgłasza zaginięcie żony na policji. W trakcie śledztwa odkryta zostaje korespondencja Ingi i na jaw wychodzą tajemnice kobiety, a ślady prowadzą do jej przyjaciółki oraz młodego mężczyzny...

Książka jest o tyle inna od większości, że mamy zarys zaginięcia kobiety, a potem przenosimy się w przeszłość. Powieść to wspomnienia kobiety oraz e-maile, które pisze do swojej przyjaciółki. W nich zwierza się z życia codziennego. Z trosk, smutków, problemów czy rozterek. Inga tylko w pojedynczych momentach czuje się szczęśliwa - nie kiedy jest z rodziną, ale gdy towarzyszy jej pewien młody mężczyzna. Widzimy jak bardzo człowiek może być samotny mimo, że ma bliskich, ma rodzinę.

Jedno jest pewne. Nie jest to typowy thriller na jaki się w pewnym sensie na stawiłam. To książka psychologiczna. Świetnie ukazane studium ludzkich marzeń i rozterek, potrzeb i pragnień. Dominika stworzyła niesamowity charakter głównej bohaterki. Inga dzięki temu wydaje się być wielowymiarowa i wyrazista. Ale przede wszystkim podobna do wielu z nas. Po prostu ludzka, a nie papierowa.

Muszę przyznać, że książka mimo, że ma trochę minusów to jednak zaskakuje. Nie wszystkiego bym się spodziewała, nie wszystko odczytałam jak należy. Momentami źle poprowadzonej pozycji brak emocji i akcji, która najbardziej nabiera tempa za połową może zniechęcić niecierpliwego czytelnika, który albo odłoży pozycję albo nisko ją oceni. Ja ostatnio nauczyłam się dawać książkom drugą szansę i w większości przypadków się to opłaca. Tu było jak dla mnie warto.

* - Cytat z "Kiedy będziemy deszczem" Dominika Van Eijkelenborg, str. 7

Oceń, czy recenzja jest pomocna TAK NIE

Recenzja dodana 2017-02-13

Mistrzostwo!

"Kiedy będziemy deszczem" to fantastyczny thriller psychologiczny z doskonale wymyśloną i dopracowaną postacią głównej bohaterki Ingi. Cała książka sprawia, że czytelnik zapomina o swoim życiu, a staje się częścią wspaniałej i tajemniczej fabuły stworzonej przez Dominikę van Eijkelenborg.
Jestem na prawdę szczęśliwa, że mogłam przeczytać tę książkę.
Portret psychologiczny bohaterki przesyty realizmem sprawia, że każdy z nas odnajduje w niej siebie, a to z kolei wpływa na to jak czytelnik odbiera całą akcję. Oczywiście w pozytywnym sensie. Autorka przedstawia (trochę kontrastowo) rolę kobiety we współczesnym świecie bo życie Ingi de Graaf nie jest kolorowe. Żyje w cieniu męża i codziennej rutynie, która męczy ją. To wszystko sprawia, że u kobiety pojawiają się myśli depresyjne, brak w niej chęci do dalszej egzystencji. Jej małżeństwo wygasa, natłok obowiązków domowych i wychowanie dzieci w "złotej klatce" powoduje, że kobieta jest na granicy rozpaczy. Ale kiedy Inga zdaje sobie sprawę, że jej życie nie jest takie o jakim zawsze marzyła, stara się to zmienić. Wszystko idzie dobrze, do czasu. Kobieta wychodzi na spacer z psem, z którego już nie wraca do domu. Dużą dawką informacji o nagłym zniknięciu kobiety są maile, które Inga wymieniała z przyjaciółką. To jej mąż je odnajduje po tym jak próbuje rozwikłać zagadkę nagłego zaginięcia żony. Wszystkie służby zostają zaangażowane w poszukiwania kobiety, czy im się uda odnaleźć Ingę? Czy odkryją tajemnicę jej zniknięcia? Poznają na pewno emocje i uczucia Ingi. Książka chwyta za serce, powala na kolana i sprawia, że chce się więcej. Dawno już nie czytałam książki tak naładowanej emocjami. Z pewnością tutaj każdy, kto czytał tę książkę się ze mną zgodzi. Książka w dobry sposób przedstawia osobowość wielu ludzi, zwraca uwagę na to, że często ten kto jest uśmiechnięty na zewnątrz w środku przeżywa największy koszmar.
Pomimo, że to thriller cała akcja i budowa książki przypominała bardziej emocjonalno-refleksyjną powieść, która objawia przykrą prawdę. Nie każdemu się to spodoba, na mnie jednak, książka ta zrobiła ogromne wrażenie. Ja mogę bez żadnego "ale" polecić ją każdemu z Was.

Oceń, czy recenzja jest pomocna TAK NIE

Recenzja dodana 2017-02-06

Kiedy będziemy deszczem

Bardzo rzadko czytam kryminały, ale ten wyjątkowo mnie zainteresował.
Małe miasteczko w Holandii i para młodych ludzi, bardzo w sobie zakochanych.
Ona Polka z pochodzenia, przyjechała po studiach do Holandii, aby zarobić trochę grosza przy tulipanach.
On – Holender zauroczony dziewczyną, a szczególnie jej płynnym angielskim, ale Polska wydawała mu się krajem odległym, o którym nic nie wiedział i kojarzył go jedynie z Rosją i komunizmem.
Po jakimś czasie młodzi wzięli ślub i zamieszkali w pięknym domu. Pierwsza urodziła się Isa, a później Nick.
Pewnego razu Inga de Graaf wyszła z domu na spacer z psem i ślad po niej zaginął. Mąż zgłosił zaginięcie na policję i rozważano różne opcje: może Inga miała kochanka? Wszak była uwikłana w jakąś relację na boku.
Inga dużo e- maili wysyłała do swojej przyjaciółki Magdy, w których dogłębnie się zwierzała ze swoich problemów małżeńskich.
Ale przecież Magda od kilku lat nie żyła, bo zmarła na raka piersi, a Inga nie potrafiła przyjąć tego do wiadomości.
Czy więc Inga była nieszczęśliwa w tym małżeństwie, i mógł być zamieszany w to zniknięcie mąż jej - Marc?
A może wiedział o jej romansie z innym mężczyzną?
A może wreszcie Inga uciekła z kochankiem? Zostawiając dzieci?
I wreszcie ostatnia opcja - morderstwo!

Drogi czytelniku zachęcam Cię do rozwikłania tej trudnej zagadki, a jednocześnie do odkrywania nowych pasji Ingi i jej zamiłowania do zwierząt.
Piękna historia - akcja z każdą chwilą staje się coraz bardziej ciekawa.
Książka zmusza czytelnika do refleksji: kiedy śmierć podchodzi tak blisko, co wtedy robimy?
Mówi się, że największą siłą jest miłość, ale nawet miłość opiera się świadomości, że to co kochamy, może zostać nam odebrane. Śmierć zaś jest silniejsza od miłości, bo przychodzi zawsze i jest niezmienna, nieubłagana i konsekwentna.
Zachęcam do lektury. Przeczytajcie - naprawdę warto!

Oceń, czy recenzja jest pomocna TAK NIE

Dodaj recenzję

Dodaj recenzję produktu "Kiedy będziemy deszczem"

Twoja ocena
Jednym zdaniem
Treść recenzji
Oświadczam, że jestem wyłącznym autorem publikowanej recenzji i nie narusza ona praw osób trzecich. Wyrażam zgodę na wykorzystanie recenzji przez Ravelo sp. z o.o. do celów promocyjnych.
To top