Księgarnia internetowa Ravelo – tanie książki i wiele więcej
Twój koszyk »
jest pusty
+1

Dodano:
sprawdź zawartość koszyka »

sprawdź
koszyk »
kontynuuj
zakupy »
promocja
Mała wielka Wyspa Wielkanocna - Książki
wstaw obrazek na swoją stronę
X <a href="https://www.ravelo.pl/mala-wielka-wyspa-wielkanocna-marek-fiedler,p100562597.html" title="Mała wielka Wyspa Wielkanocna"> <img src="https://www.ravelo.pl/pub/mm/img/220/100562597.jpg" alt="Mała wielka Wyspa Wielkanocna - Książki"> </a>

Mała wielka Wyspa Wielkanocna

W poszukiwaniu rozwiązania jednej z najbardziej intrygujących zagadek świata

Marek Fiedler
  Edipresse Książki , data wydania 29 marca 2017 , OPRAWA TWARDA

ocena: 5 [liczba ocen: 7]

Bestseller

Towar dostępny, wysyłka 24h.

?

Koszty, terminy i ograniczenia dostawy

?

Czas oczekiwania na zamówienie

?

Akceptowane formy płatności

?
Cena detaliczna: 49.90 zł

37.92 zł

oszczędzasz 24%

lub przenieś do przechowalni
Zobacz pełny opis

Pełny opis książki – Marek Fiedler "Mała wielka Wyspa Wielkanocna"

Wyspa Wielkanocna zdobyła światową sławę dzięki niesamowitym posągom moai. Stworzenie figury przeciętnej wielkości zajmowało około roku i wymagało gigantycznego nakładu pracy. Dlaczego Rapanujczycy porywali się na coś takiego? A potem wszystkie posągi obalili. Co ich skłoniło do uczynienia tego desperackiego kroku? Wyspa Wielkanocna to zakątek o dramatycznej i fascynującej historii, a także miejsce kryjące wiele niezwykłych tajemnic.

Wyspa Wielkanocna jest fenomenem, który stawia więcej pytań niż oferuje odpowiedzi.

Marzyło nam się, by przeniknąć otaczające ją tajemnice. W tym celu

wcielaliśmy się momentami a to w psychologa, a to w detektywa.

- Marek Fiedler

Dodatkowe informacje

Marek Fiedler, Mała wielka Wyspa Wielkanocna - fragment książki

Wróćmy na Wyspę Wielkanocną. W 1952 roku przybył tu doktor Dario Verdugo, przysłany przez Chile, by leczyć tubylców. Powierzono mu tę misję, bo urzędników rządowych w Santiago de Chile ruszyło sumienie: wreszcie dotarło do nich, że Rapanujczycy, będący od kilkudziesięciu lat ich poddanymi, żyją w skrajnej nędzy i cierpią na liczne przypadłości, takie jak gruźlica, choroby weneryczne, a nawet trąd. Zacny doktor miał wiele zapału i dobrych chęci, w trudnych warunkach na rapanujskiej placówce spędził dwa lata, starając się nieść pomoc wyspiarzom. W tych wysiłkach wspierała go dzielnie towarzysząca mu przez cały czas żona. Miał przy sobie także dwóch synów. Wydawać by się mogło, że otoczony najbliższymi, kto jak kto, ale on nie powinien się lękać samotności. A jednak…

Na wyspie nie było prądu, wodociągów, telefonu, dróg i wielu innych cywilizacyjnych udogodnień. Lecz nie to mu doskwierało; przyjeżdżając tu, wiedział przecież, w jakich warunkach przyjdzie mu żyć. Doktor lubił robić w wolnych chwilach piesze wycieczki. Któregoś dnia wspiął się na najwyższe wzniesienie Maunga Terevaka, będące stożkiem wygasłego wulkanu. Jest to miejsce szczególne, z którego dobrze widać całą wyspę jak długa i szeroka. Doktor rozejrzał się… i nagle poczuł się nieswojo – wszędzie dokoła maleńkiego lądu rozciągał się bezmiar pacyficznych wód. Raptem odniósł wrażenie, że jest odcięty od całego świata, zawieszony w środku zionącej przygnębieniem pustki, w sercu jakiejś zawrotnej kosmicznej otchłani, jakiejś druzgocącej samotności. To szarpało nerwy, wytrącało z równowagi. Odtąd poczciwiec zaczął skrzętnie liczyć dni, które dzieliły go od powrotu do rodzinnego domu w Chile.

W roku 1955 przybył na Rapa Nui Thor Heyerdahl z zespołem naukowców. Słynny podróżnik szukał odpowiedzi na wiele nurtujących go pytań. Skąd przypłynęli twórcy olbrzymich posągów moai? Kim byli? Kiedy wykonali te rzeźby? W jakim celu? W jaki sposób? Jak je transportowali? Ciekawość świata Heyerdahla, jego żądza przygód i niezwykłe dokonania były inspiracją dla wielu. Charyzmatyczny globtroter wzbudzał entuzjazm, rozpalał wyobraźnię, swymi pomysłami porywał ludzi. Swój siedmiomiesięczny pobyt na Rapa Nui opisał w fascynującym reportażu Aku-Aku. Ta książka będzie dla nas jednym z przewodników po wyspie. A sam Heyerdahl jeszcze nie raz się pojawi w kolejnych rozdziałach naszej opowieści. Obecnie dodam tylko, że rozsławił Rapa Nui jak nikt przed nim. ­Równocześnie w swej książce – jakżeby inaczej! – zdecydowanie potwierdził powszechną opinię, że jest to „najbardziej samotne ze wszystkich miejsc zamieszkania człowieka”.

A dzisiaj, czy coś się w tym względzie zmieniło? Otóż opinia ta tak mocno przylgnęła do wyspy, że nadal często pojawia się w podróżniczych reportażach wielu obieżyświatów. Odnoszę wrażenie, że ciągle jeszcze wypada pisać o Rapa Nui jako o zakątku, który otacza aura osamotnienia. A przecież wszystko się zmieniło, odkąd w latach 60. XX wieku zbudowano tu lotnisko i zaczęli pojawiać się turyści. Podczas naszego pobytu na wyspie z pewnym niepokojem obserwowaliśmy lądujące samoloty. Każdego dnia przybywał co najmniej jeden boeing, raz z Santiago de Chile, raz z Limy. Rozpoczął się festiwal Tapati, więc częstotliwość lotów zwiększono. Każdy samolot przywoził około ćwierć tysiąca pasażerów.

– Tego się nie spodziewałem! Jeśli tak dalej pójdzie, to ludziska zadepczą Rapa Nui – martwił się mój syn, a ja mu wtórowałem.

Co ciekawe jednak, w maleńkiej mieścinie Hanga Roa nie było widać szczególnego przypływu turystów. Gdzież, do diaska, się podziewali? Odpowiedź okazała się prosta: każdy boeing zabierał z wyspy (nawet podczas trwania festiwalu!) tyle samo pasażerów, ile przywoził. Większość ludzi przyjeżdża tu na bardzo krótko. Zaliczają dwie, trzy wycieczki do najciekawszych miejsc, sycą oczy widokiem pięknych tancerek, będących ozdobą Tapati – i odlatują.

Cecylia, sympatyczna gospodyni, szóstego dnia naszego pobytu w jej cabaña zaczęła zdradzać dziwny niepokój. Siódmego dnia nie mogła się powstrzymać przed zadaniem nam nieoczekiwanego pytania, kiedy wreszcie zamierzamy wyjechać! Zaskoczony przypomniałem jej, że przecież wynajęliśmy pokój na dłużej. Spojrzała na nas z niedowierzaniem. Dopiero kiedy pokazałem jej kwit za opłacenie noclegów z góry, jaki sama nam wystawiła, zaczęła się gęsto tłumaczyć:

– Och, przepraszam, palnęłam głupstwo… Wielu moich gości wpada tylko na kilka dni, rzadko siedzą dłużej. Zupełnie zapomniałam, że wy macie inne plany.

Dzisiaj Rapa Nui odwiedza coraz więcej turystów, są tu telefony, telewizja, kafejki internetowe… Zapomnijmy o oceanicznej samotni. Tutaj już jej nie znajdziemy!

 

….

 

– Staraliśmy się pojąć, dlaczego Rapanujczycy odwrócili się od kamiennych olbrzymów. Wyszczególniliśmy trzy etapy upadku moai. Czy udało nam się w pełni rozwiązać tajemnicę obalonych gigantów? Nie wiem. Jednak obrazoburczy czyn wyspiarzy nie jest już dla nas tak niezrozumiały, jak się początkowo wydawał. Próbowaliśmy też dojść, dlaczego upstrzyli zbocza Rano Raraku niedokończonymi rzeźbami, a u stóp wulkanu pozostawili wiele posągów, które jakby nadal czekały na wędrówkę do różnych ahu rozsianych wzdłuż wybrzeża.

– Dziś już wiemy, że nikt tych kolosów nie zamierzał ruszać z miejsca – dokończył myśl Marek Oliwier. – À propos transportu posągów. Dla nas, jak sądzę, ta sprawa nadal pozostaje zagadką, wbrew temu, co piszą niektórzy…

– Przypuszczam, już to mówiłem, że Rapanujczycy w różny sposób przemieszczali moai, w zależności od ciężaru figury oraz uciążliwości i długości drogi, którą posąg musi pokonać.

– A wyniszczenie lasów? Kto bardziej się do tego przyczynił: polinezyjski szczur czy może jednak człowiek? Niektórzy badacze główną winę zrzucają na maleńkiego gryzonia, ale czy słusznie?

– To trudno rozstrzygnąć. Rapanujczycy sami zapewne nie doprowadziliby do wyginięcia drzew. A też i szczury bez ich udziału prawdopodobnie nie ogołociłyby wyspy.

– A rongo-rongo? Jak to możliwe, że Rapanujczycy wymyślili pismo, skoro tylko w kilku miejscach na świecie ludzie samodzielnie stworzyli systemy notacji – i w przeciwieństwie do Wyspy Wielkanocnej nie były to izolowane na kuli ziemskiej zakątki?

– To akurat jest fenomen, którego nie potrafię pojąć. To się nie mieści w głowie. Ale czy każda zagadka musi zostać rozszyfrowana? Może niektóre warto zostawić w spokoju. Przytoczmy słowa Alberta Einsteina: „Najpiękniejszą rzeczą, jakiej możemy doświadczyć, jest tajemniczość. Jest to fundamentalne wrażenie stojące nad kołyską sztuki i nauki”. Zacytujmy również mojego ulubionego pisarza, Ericha Marię Remarque’a: „Nie wszystko można wytłumaczyć. Nie wszystko też można zrozumieć. Niech będzie błogosławiony ten kącik dżungli w każdym z nas”.

– Niech będzie błogosławiona ta wyspa! – zawtórował Marek Oliwier. W jego oczach iskrzyło się podniecenie. – Ze wszystkimi jej tajemnicami, które sprawiają, że jest jedyna, fantastyczna, nieporównywalna z innymi!

Cechy produktu

Cechy produktu

Dostawca: Azymut

Wydawca: Edipresse Książki

data wydania : 29 marca 2017

liczba stron: 280

format: 16.5x21.5cm

język wydania: polski

numer produktu: 100562597

EAN: 9788379457748

Średnia ocena Klientów: 5 (Oceniło 7 osób)
Kategorie

Polecamy także:

Dodaj recenzję

Dodaj recenzję produktu "Mała wielka Wyspa Wielkanocna"

Twoja ocena
Jednym zdaniem
Treść recenzji
Oświadczam, że jestem wyłącznym autorem publikowanej recenzji i nie narusza ona praw osób trzecich. Wyrażam zgodę na wykorzystanie recenzji przez Ravelo sp. z o.o. do celów promocyjnych.
promocja
To top