Księgarnia internetowa Ravelo – tanie książki i wiele więcej
Twój koszyk »
jest pusty
+1

Dodano:
sprawdź zawartość koszyka »

sprawdź
koszyk »
kontynuuj
zakupy »
promocja
Pina, zrób coś! - Książki
wstaw obrazek na swoją stronę
X <a href="https://www.ravelo.pl/pina-zrob-cos-mazan-maciejka,p100403947.html" title="Pina, zrób coś!"> <img src="https://www.ravelo.pl/pub/mm/img/220/100403947.jpg" alt="Pina, zrób coś! - Książki"> </a>

Pina, zrób coś!

Mazan Maciejka
  Nasza Księgarnia , data wydania 16 marca 2016 , OPRAWA MIĘKKA

ocena: 5 [liczba ocen: 3] Przeczytaj recenzje

Towar dostępny, wysyłka 24h.

?

Koszty, terminy i ograniczenia dostawy

?

Czas oczekiwania na zamówienie

?

Akceptowane formy płatności

?
Cena detaliczna: 29.90 zł

23.92 zł

oszczędzasz 19%

lub przenieś do przechowalni

Inne wersje

Ebook epub,mobi 26.90 zł 24.21 zł sprawdz
Zobacz pełny opis

Pełny opis książki – Mazan Maciejka "Pina, zrób coś!"

„Jacuś objawił się małoletnim odbiorcom w czerwonym świetle reflektora i kłębach sinego dymu, przy wtórze grzmotów. Na widowni po raz pierwszy zrobiło się autentycznie cicho. Wtedy rozległ się upiorny śmiech, wzmocniony pożyczoną kamerą pogłosową. Wynalazek ten, ukryty pod płaszczem Złej Królowej, sprawił, że cyfrowo wygenerowany głos Jacusia stracił ludzkie brzmienie i bardzo kojarzył się z horrorami o opętaniu. Parę co słabszych psychicznie dzieci zaczęło płakać. Reszta siedziała z wniebowziętymi minami i nie odrywała spojrzenia od Jacusia, który przeszedł przez scenę, przewracając oczami o doklejonych rzęsach. Wyglądał jak nawiedzony przez Szatana transwestyta”.

Pełna absurdalnego humoru powieść o przygodach pewnego amatorskiego teatru.

Pina, Waltrauta, Weronika, Adrian, Helena, Monia i Jacuś są wręcz stworzeni do występowania przed publicznością, choć zrządzeniem losu na ogół bywa to kapryśna i wymagająca publiczność przedszkolna. Siódemkę przyjaciół różni niemal wszystko, łączy zaś płomienna miłość do sceny… a od pewnego czasu także panika. Przymuszeni bardzo poważnymi okolicznościami bohaterowie próbują bowiem zebrać zawrotną sumę, którą dotąd znali tylko ze słyszenia. Postawieni przed wyborem – czy narazić się na ośmieszenie, czy żyć ze świadomością, że zawiedli – radośnie wybierają ośmieszenie. W końcu śmiech to coś, w czym się specjalizują. Niewiele myśląc, wbrew zdrowemu rozsądkowi (w którym się NIE specjalizują) postanawiają zostać gwiazdami telewizyjnego konkursu talentów...

Maciejka Mazan – tłumaczka książek, musicali i piosenek, reżyserka. Autorka dwóch książek dla dzieci oraz musicalu „CASTING”.

Dodatkowe informacje

Mazan Maciejka, Pina, zrób coś! - fragment książki


Monia powiedziała tak:
– Kiedy grałam w szkolnym teatrze, mama mówiła: „Baw się, bo potem przyjdzie prawdziwe życie”. I wiesz co, Pina? To by było bardzo niedobrze, gdyby to prawdziwe życie już przyszło, bo ja najbardziej żyję, jak jestem na scenie. Pina, zrób coś!
Więc zrobiłam. Od tego wszystko się zaczęło.

ROZDZIAŁ PIERWSZY,
w którym żegnamy łabędzie i witamy przygodę

Choć właściwie naprawdę zaczęło się od łabędzi.
– Żegnajcie, łabędzie – powiedziała Monia.
Co może było dziwne, ale w naszym zespole dziwność Moni nikogo już nie dziwi. W naszym zespole Monia jest ambasadorką dziwności. Zdziwilibyśmy się, gdyby Monia przestała nas dziwić.
Monia przez jakiś czas była przekonana, że radio wysyła jej zaszyfrowane ostrzeżenia przed niebezpieczeństwami. Na przykład Umbrella Rihanny leciała akurat wtedy, kiedy Monia wychodziła bez parasolki z domu, a potem była burza. Przypadek?
Monia nie tknie naleśników z serem, jeśli są zrolowane. Według niej ich smak jest nie do zniesienia – w odróżnieniu od tych samych naleśników z serem złożonych w trójkąty.
Monia boi się, że ją napadną. Ale ponieważ jako osoba łagodna jak gołębica nie potrafiłaby nikogo skrzywdzić, zamiast gazu nosi w kieszeni minidezodorant. Na pytanie, dlaczego chce poperfumować mordercę, zanim zginie z jego ręki, nie odpowiada albo odpowiada niemerytorycznie i bez sympatii.Dlatego nikogo nie zbulwersowało, że Monia wyjeżdża na próbie z jakimiś łabędziami.
Maciejka MazanNie od razu zrozumiałam, że coś się stało. Monia pomimo całej swojej dziwności jest zdyscyplinowana, więc nie rozwala nam próby swoimi problemami. Sama ją nauczyłam, że na próbę aktor nie przychodzi: a) kiedy umarł, b) kiedy miał wypadek i nie żyje. Aktor, który miał wypadek i żyje, jest zobowiązany wczołgać się na próbę, wlokąc za sobą kroplówkę.Wyglądało na to, że Monia miała jakiś wypadek i umarła, a potem przyszła na próbę. Od godziny snuła się między nami jak Ofelia w scenie obłędu. A dokładniej: jako Ofelia w scenie obłędu, bo robiliśmy musical z montażu sztuk Szekspira z rockowymi piosenkami. Później się z tego wytłumaczę.
– Gdzie jest piękna władczyni Danii? – zaczęła Monia z takim wyrazem twarzy, jakby przed chwilą zderzyła się czołowo z murem. To bardzo pasowało do postaci, więc na razie nic mnie nie tykało. Siedziałam na krzesełku dla dzieci, gdyż tylko takie miałam do dyspozycji w wynajmowanej sali, która za dnia służyła jako przedszkole Wesoły Krasnoludek, i bardzo zadowolona patrzyłam sobie na pełną niuansów grę Moni. Do głowy mi nie przyszło, że ten osłupiały wzrok, za którym czai się coś w rodzaju szaleństwa, to nie gra aktorska.
– Ofelio, co z tobą? – zareagowała na to Helena zgodnie z tekstem i spojrzała na mnie jakoś dziwnie, jakby spodziewała się reżyserskiej interwencji.
Niestety, nie wszyscy jesteśmy inteligentni. Wydało mi się, że Helena czemuś się czepia Moni, która bardzo porządnie gra, więc wzruszyłam ramionami i puknęłam się w głowę.
Pina, zrób coś!Helena patrzyła na mnie jeszcze przez chwilę, a potem też wzruszyła ramionami. Miała taką minę, jakby chciała powiedzieć: „A to masz”.
Monia stała na środku prowizorycznej sceny. Przechyliła głowę w bok i patrzyła w dal z zadumą. Jako biedna obłąkana Ofelia miała zacząć śpiewać dziwną piosenkę, ale nie zaczęła.
– Co znaczy ta piosenka, biedactwo? – przeczytała niechętnie Helena ze scenariusza, kiedy milczenie przedłużyło się za bardzo.Pacnęła Monię w ramię.
– Hę? – Monia trochę się ocknęła, ale nie całkiem.Spojrzała na Helenę nieprzytomnym wzrokiem, jakby coś jej mówiło, że powinna się obrazić, ale nie pamiętała dlaczego.
– Co-znaczy-ta-piosenka-do-cholery-biedactwo? – wycedziła Helena.
Monia przez chwilę jakby zastanawiała się nad pytaniem, ale potem oczy znowu jej się zamgliły. Jej nastrój, dotąd smętny, wyraźnie zgęstniał w kierunku mrocznym.
– Oto rozmaryn na pamiątkę – oznajmiła, robiąc gigantyczny skok w tekście i zgrabnie kasując jedną scenę.
– A tu stokrotka.I znowu zastygła.Na tym etapie już do mnie dotarło, że coś się dzieje. I ja, i reszta zespołu przyglądaliśmy się jej w napięciu, czekając, jaki jeszcze numer wykręci.
– A tu stokrotka – powtórzyła Monia grobowo.
– Dałabym wam… – podpowiedział Jacuś koleżeńsko.
Monia przeniosła na niego szkliste spojrzenie.
– Dałabym wam… – powtórzył Jacuś z zachęcającym uśmiechem.
– Chleba z masłem – dopowiedziała automatycznie Monia.
– Fiołków! Fiołków! – zdenerwowała się Helena.
– Fiołków – zgodziła się apatycznie Monia.
– Ale wszystkie zwiędły, kiedy ojciec umarł. No i ten… – Westchnęła i machnęła ręką.
– Żegnajcie, łabędzie.
Tak jak mówiłam, to, że Monia wyjeżdża na próbie z łabędziami, nie zdziwiło nikogo. Natomiast otoczka łabędzi nie tylko nas zdziwiła, lecz także przeraziła.
– Monia, słonko – powiedział Jacuś łagodnie.
– Co ci?
Monia była w trybie teatralnym i tak łatwo nie zamierzała dać się z niego wyrwać. W trybie teatralnym ciało wypowiada słowa i przemieszcza się w pożądanym kierunku: czasem tańczy, czasem nawet kogoś całuje, a umysł zajmuje się czymś innym. Mimo to spróbowałam ją zwabić w rzeczywistość.
– Monia – powiedziałam energicznie moim najlepszym reżyserskim tonem.
– Zeznawaj, co się dzieje. Bo widzę, że coś się dzieje.
Na co Monia prześlizgnęła się po mnie mętnym wzrokiem martwego ptaszka i zaczęła śpiewać:
– Może jeszcze wróci? Może jeszcze wróci? Nie, nie, on śpi w grobie…
Piosenka była całkowicie zgodna ze scenariuszem, ale wszystkim nam włosy stanęły dęba. Jacuś chyba nawet zaczął dzwonić zębami.
– O Jezuniu, Monia… – zakwilił.
– O Jezuniu, ludzie…
– Zamknij się! – wrzasnęła Helena, która jest góralką i nie daje się tak łatwo.
– I ty też się zamknij! – dodała trochę łagodniej do Moni.
– Mów w tej chwili, co się stało, bo jak Boga kocham, że cię strzelę…!
Monia po raz pierwszy spojrzała na nas trochę przytomniej.
– To mam się zamknąć czy mówić? – spytała zaskakująco logicznie.
– Mówić – warknęła Helena.
– Nie mogę z wami dalej grać – powiedziała Monia.
–Wiem, że ten konkurs i wszystko. Wiem, że robię wam świństwo. Gdybym mogła, tobym nie odchodziła, ale nie mogę. Cały czas się zastanawiam, co robić, ale myślę i myślę, i wychodzi mi, że inaczej się nie da.
– Tu jej oczy znowu się zmieniły, jakby zaczęła patrzeć gdzieś do środka.
– Po prostu pieniądze i co zrobisz. Chyba żeby milioner. Ale skąd. No i żegnajcie, łabędzie. Tak wychodzi.
I wyszła.Tak po prostu.
A myśmy zostali z otwartymi gębami i poczuciem, że ktoś nas zdzielił w zespołowy łeb.
Bo gdyby nie Monia, zespół by nie powstał. Fakt powstania zaistniał, można powiedzieć, na jednej z imprez. Wszystko toczyło się jak zwykle na imprezie, dopóki los w postaci tłumu nie rzucił mnie w pobliże Moni, siedzącej nieruchomo z kieliszkiem w ręku.
– Moniszon, mordo moja! – wrzasnęłam. Nie da się ukryć, że mojej trzeźwości sporo brakowało do zupełnego ideału.
– Co tam?
– Jezus Maria – odpowiedziała mi na to Monia.
Przyznaję, że nie byłam wtedy zdolna do jakichś wyjątkowych wyczynów umysłowych, jednak przez opary wiśnióweczki dotarło do mnie, że Monia chyba nie bawi się dobrze.
– A konkretnie? – spytałam, przepełniona pijackim rozczuleniem i chęcią natychmiastowego niesienia pomocy kochanej koleżance.
Monia spojrzała na mnie kątem oka, jakby odwrócenie głowy stanowiło zbyt wielki wysiłek.– Konkretnie dokonałam trzech odkryć – oznajmiła ponuro.
– Po pierwsze, jestem na drugim roku.
– Mów, Moniszonie, zwierz mi się! – zakrzyknęłam z nieco opóźnionym zapłonem. Alkohol zawsze przenosi mnie w inną rzeczywistość, w której czas płynie zwolnionym strumieniem.
Monia nawet tego nie skomentowała. Nadal siedziała w tłumie imprezujących i wpatrywała się w przestrzeń, do złudzenia przypominając Kasandrę, której ukazała się wizja dymiącej Troi.
– Moim drugim odkryciem jest to, że studiuję ekonomię. Jezus Maria. Ja studiuję ekonomię.
– To nie wiedziałaś? – spytałam.
Monia łypnęła na mnie z ukosa.
– I niedługo przestanę studiować ekonomię. I zacznę pracować. I tak już będzie zawsze. I Jezus Maria.
– Ale że co? – spytałam, kiedy milczenie zaczęło się przeciągać.
– Chyba o to ci chodziło?
– Nie. Nie o to mi chodziło – oznajmiła Monia grobowo.
– I to jest trzecie odkrycie.
Hm. W sumie ją rozumiałam. Znałam sporo osób, które poszły na niezbyt kręcące je studia, żeby mieć dobry zawód albo żeby ucieszyć rodziców. Nie robi się głupich numerów, kiedy wokół kryzys i trudno znaleźć robotę, za którą płacą pieniędzmi w terminie.
– Co tak siedzicie, dziewczyny? – zagaił radośnie Jacuś, padając na krzesło obok nas.
– Kim będziesz w przyszłości? – spytała Monia surowo.
– Jak dorosnę? Szczurem korporacyjnym – odparł Jacuś i powoli przestał się uśmiechać.
– O, to było zbędne. Przywołałyście trzeźwość – oświadczył z wyrzutem i opuścił nasze towarzystwo.
– Widzisz? – powiedziała Monia i zaczęła płakać.
Wystraszyłam się, bo dotąd ani razu nie widziałam, żeby Monia płakała. Spróbowałam ją uspokoić.
– Monia, weź… – wymamrotałam.
No cóż. Wspominałam już, że pod wpływem mogę nie być zdolna do intelektualnej woltyżerki. Mimo to dotarło do mnie, że strategia nie działa i trzeba się wysilić bardziej.
– Monia, no weź nie płacz – wysiliłam się bardziej.
– Muszę płakać – wyszlochała Monia.
– Dlaczego?
Monia przez jakiś czas chlipała z rozdzierającą bezradnością. W końcu przez chlipanie dotarła do mnie odpowiedź:– Bo jestem wierzbą płaczącą.
Dla mojego zmąconego alkoholem mózgu był to jakiś argument, ale przemyślałam go i nie dałam się zwieść.– Nie wyglądasz jak wierzba płacząca! – oznajmiłam tryumfalnie.
Nie było to mądre, ale podziałało. Monia spojrzała na mnie z dziwną miną, pociągając czerwonym nosem. Potem bez słowa zsunęła z włosów gumkę. Długie, lejące się pasma zasłoniły jej twarz. Przez opary wiśniówki wydały mi się całkiem podobne do wierzbowych witek. Musiałam przyznać, że teraz jej wersja ma o wiele więcej sensu.
– Co robicie, głupie baby? – spytał serdecznie Jacuś, który znów się odnalazł. Po raz kolejny okrążając salę, chyba zapomniał, że z nami rozmawiał, bo patrzył na mnie i Monię z radosnym zaskoczeniem.
– I czy ta debilka musi tak ryczeć?
– Musi – powiedziałam.
– Bo?
– Bo jest wierzbą płaczącą – wyjaśniłam równocześnie z Monią.
Jacuś pokiwał głową. W jego oku pojawił się błysk natchnienia, które później wielokrotnie ratowało nas na scenie.
– A ja jestem wiatrem – oznajmił i złapawszy Monię za włosy, wywlókł ją na środek pokoju, gdzie wspólnie wykonali coś w rodzaju etiudy tanecznej O czym szumią wierzby. Wokół nich bardzo szybko zrobiło się luźno. Możliwe, że z szacunku, a możliwe, że nikt nie chciał drażnić wariatów.
– Świetni są – odezwała się Helena, stając obok mnie.
– Powinni występować. Też zawsze chciałam. Szkoda, że to niemożliwe.
Pokiwałam głową, ale w moim pijanym umyśle obudziła się pierwsza trzeźwa myśl: właściwie dlaczego?
– Właściwie dlaczego? – spytałam na głos.
Helena spojrzała na mnie. Otworzyła usta. Potem je zamknęła.I tak trzy dni później nastąpiło zebranie organizacyjne naszego spłodzonego w pijackim widzie zespołu.
A tydzień później pierwsza próba.
Dwa miesiące później pierwszy wykon, który – choć nie był jakimś szczególnym sukcesem – zapisał nam się w pamięci na zawsze i uświadomił, że nie chcemy robić niczego innego. Już w garderobie postanowiliśmy jechać na konkurs teatrów amatorskich i powygrywać wszystko, co się da. Zmiksujemy teksty Szekspira z rockowymi piosenkami i rzucimy jurorów na kolana. Ustaliliśmy to w pięć minut, po czym z radości zaczęliśmy się ściskać.
– Kocham was – powiedziała wtedy Monia, wieszając się wszystkim kolejno na szyjach.
– Ciebie kocham. I ciebie kocham. I ciebie.
– Jego nie kochaj – ostrzegła Weronika, odczepiając Monię od swojego prawie narzeczonego.
– I ciebie kocham – odparła na to nieprzytomnie szczęśliwa Monia, wieszając się na szyi Weronice. Wątpię, żeby w ogóle rozpoznawała twarze.
– Uratowaliście mi życie. Gdyby nie wy… żegnajcie, łabędzie.
A teraz łabędzie powróciły. W jakże ponurej postaci.
Cechy produktu

Cechy produktu

Dostawca: Azymut

Wydawca: Nasza Księgarnia

data wydania : 16 marca 2016

liczba stron: 272

format: 13.5x20.4cm

język wydania: polski

numer wydania: 1

Seria: Babie lato

numer produktu: 100403947

EAN: 9788310129505

Średnia ocena Klientów: 5 (Oceniło 3 osób)
Kategorie

Polecamy także:

Przeczytaj recenzje

Przeczytaj recenzje książki – Mazan Maciejka "Pina, zrób coś!"

Zostań naszym recenzentem i dodaj swoją opinię o produkcie

Recenzja dodana 2016-04-13

Teatr, przyjaźń i wyzwanie

Pina kocha teatr. Swoją pasją zaraża grupę znajomych i wspólnie przygotowują się do udziału w konkursie zespołów amatorskich.
Przygotowanie spektaklu na motywach sztuk Szekspira idzie pełną parą, kiedy jedna z dziewcząt postanawia odejść z zespołu. Monia ma ciężko chorą siostrzyczkę, której grozi amputacja nogi. Istnieje co prawda możliwość leczenia za granicą, ale rodzina nie jest w stanie zebrać potrzebnej kwoty. Monia nie jest w stanie normalnie funkcjonować i dlatego podejmuje decyzję o rezygnacji w przygotowaniach do konkursu.
Na szczęście Monia ma przyjaciół, którzy co prawda nawet w marzeniach nie widzieli takiej góry pieniędzy jaka jest potrzebna na operacje, ale bez namysłu postanawiają pomóc.

Maciejka Mazan znana jest głównie jako tłumaczka fantastyki - przekładała na język polski m.in. książki U. Le Guin, O. Scotta Carda, P.K. Dicka. Tłumaczy również teksty piosenek, jest autorką dwóch książek dla dzieci a w wolnym czasie reżyseruje spektakle muzyczne. Kilka tygodni temu miała premierę jej najnowsza książka pt. "Pina, zrób coś!".

Bohaterowie książki to grupa zwariowanych młodych ludzi, którzy stają przed pierwszym wielkim życiowym problemem. Spontanicznie podejmują decyzję o zbiórce pieniędzy dla chorego dziecka i chyba nie do końca zdają sobie sprawę na co się porywają. Bo niestety od tej chwili będą musieli godzić studia z rozmaitymi innymi zajęciami: chociażby występami w przedszkolach czy udziałem w konkursie talentów. Niektóre zlecenia kłócą się z ich zainteresowaniami czy poczuciem estetyki (jak chociażby wykonywanie muzyki disco polo), ale najważniejszy jest cel i to jemu podporządkowują się bezwarunkowo.

"Pina, zrób coś!" to książka przepełniona humorem słownym i sytuacyjnym, Pina i jej znajomi mają do siebie niesamowity dystans i są niepoprawnymi wręcz optymistami - zadanie którego się podjęli należy do tych z rodzaju niewykonalnych, jednak z uśmiechem na ustach i młodzieńczym zapałem pokonują wszelkie przeszkody. Pokazują, ze jeśli ma się przyjaciół to żadne wyzwanie nie jest straszne.

Serdecznie polecam tę książkę - już po kilku pierwszych kartkach poprawa humoru gwarantowana.

Oceń, czy recenzja jest pomocna TAK NIE

Recenzja dodana 2016-03-30

Lekka opowieść o przyjaźni i pomaganiu

Pina, Jacuś, Walka, Weronika, Monia i Adrian – grupa ludzi tak bardzo różniących się od siebie, a jednocześnie tworzących zgraną paczkę. Postanawiają założyć grupę teatralną. Jednak najczęściej występują na przedstawieniach w przedszkolu. Po pewnym czasie okazuje się, że siostra Moni potrzebuje pomocy - kosztownej operacji. Przyjaciele bez dłuższego zastanowienia postanawiają pomóc dziewczynie.

Pina co rusz wymyśla nowe fuchy dla siebie i swoich znajomych. Nie wszystkim się one podobają i powstaje przy okazji nowa zabawa "Co zrobię Pinie, gdy to wszystko się skończy". Czy uda się im wygrać wszystkie nagrody i zebrać potrzebną kwotę? Zakończenie może być naprawdę zaskakujące.

Maciejka Mazan przygotowała dla nas doskonałe antidotum na chandrę i smutek. ...

Oceń, czy recenzja jest pomocna TAK NIE

Recenzja dodana 2016-03-23

PINA COLADA

Choć to dopiero jej debiut literacki, ciężko jest powiedzieć, że Maciejka Mazan to nazwisko zupełnie nieznane. Większość czytających powieści prędzej czy później musiała się z nią zetknąć, Maciejka bowiem to znana tłumaczka, która na koncie ma blisko 100 przełożonych książek, a wśród nich znajdują się dzieła tak popularnych twórców, jak Stephen King, James Patterson, Peter Straub, Dean Koontz, Joe Hill, Orson Scott Card czy Ursula Le Guinn. Praca w tym zawodzie dała jej całkiem spore obeznanie ze słowem pisanym i literackim rzemiosłem i wszelkie wyniesione przez nią doświadczenie przelała z bardzo dobrym skutkiem na karty własnej powieści.

Ten teatr amatorski powstał po trosze z potrzeby tak serca, jak i działania, po trosze pod wpływem alkoholu, ale powstał i miał się całkiem dobrze. Pina, Monia, Adrian i reszta ekipy do występów się urodziła, choć woleliby raczej nieco lepszą widownię niż ta przedszkolna, która stanowi najczęstszą grupę wiekową, przed jaką występują. W tym co robią są nieźli, ale czy nadają się do odnoszenia prawdziwych sukcesów? Życie wymusza na nich przekonanie się, jak mogą poradzić sobie na dużej scenie i przed wielką widownią. Kiedy siostrze Moni zaczyna grozić amputacja nogi, a jedyną szansa jest kosztowna operacja, której ZUS nie zamierza refundować, Adrian znajduje sposób by zebrać pieniądze. Talent show. Mnóstwo ludzi, olbrzymia szansa nagłośnienia ich akcji, nadzieja na zdrowie i normalne życie dla nastoletniej dziewczyny. Ale ten medal ma też i drugą stronę – ryzyko śmieszności. Są jednak ważniejsze rzeczy, niż opinia ludzi z Internetu. Jaki będzie jednak wynik ich działań? I jak odebrane zostanie to, co robią?

Tłumaczka jako pisarka? Dlaczego nie! Maciejce Mazan zmiana stanowiska wyszła całkiem nieźle, a jej debiutancką powieść czyta się z prawdziwa przyjemnością. Przygody Piny i jej towarzyszy są książką dość prostą, jednak napisaną z takim humorem (czasem satyrycznym, czasem czarnym – zawsze uroczym), że trudno jest nie dać się jej uwieść. Lekka i optymistyczna, choć bardziej przeznaczona dla kobiet, nadaje się właściwie dla każdego. Styl Mazanki jest prosty, przyjemny i szybki w odbiorze, pasujący do treści. I do tych szalonych, zabawnych bohaterów, którzy stają do walki z niesprawiedliwością. Ciężki się z nimi nie zgodzić, trudno im także nie ulec. I równie trudno byłoby nie polecić.

Dlatego też zachęcam Was do spotkania z Piną i jej ekipą i spędzenia w ich towarzystwie kilku przyjemnych dni.

Oceń, czy recenzja jest pomocna TAK NIE

Dodaj recenzję

Dodaj recenzję produktu "Pina, zrób coś!"

Twoja ocena
Jednym zdaniem
Treść recenzji
Oświadczam, że jestem wyłącznym autorem publikowanej recenzji i nie narusza ona praw osób trzecich. Wyrażam zgodę na wykorzystanie recenzji przez Ravelo sp. z o.o. do celów promocyjnych.
To top