Księgarnia internetowa Ravelo – tanie książki i wiele więcej
Twój koszyk »
jest pusty
+1

Dodano:
sprawdź zawartość koszyka »

sprawdź
koszyk »
kontynuuj
zakupy »
promocjapromocjapromocja
Sekretne życie arabskich kobiet - Książki
wstaw obrazek na swoją stronę
X <a href="https://www.ravelo.pl/sekretne-zycie-arabskich-kobiet-katherine-zoepf,p100553157.html" title="Sekretne życie arabskich kobiet"> <img src="https://www.ravelo.pl/pub/mm/img/220/100553157.jpg" alt="Sekretne życie arabskich kobiet - Książki"> </a>

Sekretne życie arabskich kobiet

Katherine Zoepf
Poznańskie , data wydania 15 lutego 2017

ocena: 5 [liczba ocen: 1]

Nowość Bestseller

Towar dostępny, wysyłka 24h.

?

Koszty, terminy i ograniczenia dostawy

?

Czas oczekiwania na zamówienie

?

Akceptowane formy płatności

?
Cena detaliczna: 36.90 zł

27.31 zł

oszczędzasz 25%

lub przenieś do przechowalni
Zobacz pełny opis

Pełny opis książki – Katherine Zoepf "Sekretne życie arabskich kobiet"

Katherine Zoepf, amerykańska dziennikarka, przedstawia muzułmanki z zupełnie innej strony. Pokazuje, że pod burkami i hidżabami kryją się silne i odważne kobiety, którym niestraszny skostniały patriarchat. Autorka wiele lat mieszkała w Syrii i Libanie, gdzie była świadkiem licznych walk o prawa kobiet. Strona po stronie opisuje postępującą emancypację muzułmanek, które dzięki swojemu uporowi i woli walki osiągają upragnioną wolność w życiu i pracy.

„Niezwykłe córki” to opowieść o krajach arabskich widzianych oczami kobiet. Ta szczera i ważna książka pozwala lepiej poznać zmieniające się kraje arabskie.

Dodatkowe informacje

Sekretne życie arabskich kobiet, Katherine Zoepf – fragment

Czekałam aż w czajniku zagotuje się woda, gdy usłyszałampukanie do drzwi mojego nowego mieszkania.
– Poproszę o filiżankę herbaty – powiedział nieznany mi mężczyzna. Miał czerwono-białą kraciastą kefiję obwiązaną wokół głowy i pokrywała go warstwa pyłu. Zidentyfikowałam go jako jednego z robotników kładących płytki w mieszkaniu na górze; przez kilka tygodni po przeprowadzce całe popołudnia wypełniały mi dźwięki szurania i stukania. Za nieznajomym zauważyłam stos matowych, szarych, marmurowych płytek leżących na korytarzu mojego drugiego piętra. (Dotychczas sądziłam, że marmur jest luksusem, lecz tutaj, w Syrii, przed wojną domową marmur był tani). Być może mężczyzna niósł je na górę, kiedy dla odpoczynku zatrzymał się pod moimi drzwiami.
– Och – powiedziałam głupio, zaskoczona jego pojawieniem się, choć jednocześnie zadowolona, że zwrócił się do mnie po arabsku, a ja go zrozumiałam – herbata.
Nieznajomy bardzo starał się na mnie nie patrzeć; stał bokiem, wzrok wbił w futrynę. Wiedziałam, że w ten sposóbokazuje mi szacunek oraz dobre maniery – Koran każe wiernym spuszczać wzrok w przypadku potencjalnych źródeł pokusy, co wielu pobożnych muzułmanów interpretuje w taki sposób, że nie patrzą na kobiety spoza najbliższej rodziny. Lecz wtedy uważałam jeszcze, że brak kontaktu wzrokowego jest denerwujący.
– Herbata – powtórzyłam po arabsku. – Dobrze. – Zamknęłam drzwi, po czym chwilę później znów je otworzyłam, przypominając sobie o czymś. – Dodać cukru? – Biddak sukkar? – spytałam.
– Odrobinę cukru – powiedział.
Woda w czajniku zagotowała się, zanim wróciłam do kuchni. Wzięłam największy kubek, jaki mogłam znaleźć wśród zdekompletowanych naczyń, które zostały po poprzednich najemcach, włożyłam torebkę czarnej herbaty i dodałam łyżeczkę cukru. Zostawiając łyżeczkę i herbatę w kubku, żeby sam zdecydował, jak silny ma być napar, otworzyłam ponownie drzwi i podałam mężczyźnie herbatę.
Wciąż znajdowałam się w stanie zawieszenia, jaki pojawia się, gdy znajduję się w nowym miejscu, którego reguł jeszcze nie znam: nie wszystko dobrze rozumiałam, ale instynktownie zachowywałam się uprzejmie. Zauważyłam, że syryjskie rodziny znacznie częściej przyjmowały gości niż większość amerykańskich rodzin, które znałam. (Mężczyźni często zajmowali się zaproszeniami, a kobiety wykonywały większość pracy związanej z obsługą gości). Krewni i przyjaciele nieustannie przychodzili z wizytą, dlatego gospodarze musieli się dostosowywać z porami posiłków. Być może to, że robotnik oczekiwał ugoszczenia go herbatą, było oczywistą częścią arabskiej tradycji gościnności, o której od wieków pisali w pamiętnikach zachodni podróżnicy odwiedzający ten region. Nigdy nie słyszałam o czymś takim, ale ostatnio byłam w dość uległym nastroju.
Mężczyzna zostawił pusty kubek i łyżeczkę przy drzwiach. Kiedy mijałam go na schodach kilka dni później, nadal unikał mnie wzrokiem, a na moje pozdrowienie odpowiedział cichym pomrukiem. Gdy zapytałam syryjską przyjaciółkę o przypadek z herbatą, ona wzruszyła tylko ramionami i pokiwała głową.
– Tak, oczywiście – powiedziała – robotnicy budowlani mogą poprosić kobiety z pobliskich domów o podanie herbaty lub wody. To tylko taki sąsiedzki gest, obecnie ten zwyczaj jest mniej powszechny, szczególnie w miastach.
Moja ciekawość zaskoczyła przyjaciółkę, ale dobrze zapamiętałam tę sytuację. Robotnik był pewien, że spełnię jego prośbę, chociaż potraktował mnie tak, jakbym była niewidzialna. Dużo myślałam o tym zdarzeniu w kolejnych tygodniach, choć nie wiedziałam dlaczego.
Na ścianie w kuchni przylepiłam mapę Damaszku i gdy rano piłam kawę, patrzyłam na nią, zapamiętując nazwy głównych ulic: Abou Roumaneh, Sha’alan, Shari’a Baghdad. Każdego dnia przez kilka godzin uczyłam się arabskiego w specjalnym centrum dla zagranicznych studentów na uniwersytecie w Damaszku. Jeszcze wcześniej, w pierwszych tygodniach pobytu w tym kraju, chodziłam do szkoły językowej, która – jak się okazało – miała nielegalny profil islamistyczny; dowiedziałam się o tym, gdy odwiedzili mnie agenci mukhabaratu, syryjskiej tajnej policji. Syryjscy przyjaciele śmiali się później ze mnie, że nie odkryłam orientacji szkoły po jej nazwie, od pierwszego słowa Koranu – Iqra.
Dobrzy przyjaciele z Londynu dali mi dwa nazwiska i numery telefonu do osób mieszkających w Damaszku – do Alberta Aji, nałogowego palacza, syryjskiego chrześcijanina, który prowadził lokalne biuro Associated Press w przerobionym apartamencie na piątym piętrze hotelu Meridien, i do Matthewa, młodego amerykańskiego dyplomaty, żonatego z Belgijką. Zadzwoniłam więc do nich, spotkałam się z nimi, a następnie skontaktowałam się z ludźmi, których mi polecili; w ten sposób mój krąg znajomych w Syrii się powiększał. Napisałam też kilka artykułów do „The New York Timesa” o tysiącach uchodźców uciekających przed wojną w Iraku, którzy osiedlali się w Dżaramanie, As-Sajjida Zajnab i innych miastach w prowincji Damaszku.
Kiedy myślę o tym pierwszym tu spędzonym lecie, pamiętam głównie samotne spacery w pustynnym upale oraz poczucie wyobcowania. W szkole średniej i na studiach dobrze radziłam sobie na lekcjach języków obcych, ale teraz mój umysł zdawał się buntować przeciwko trudnemu pismu arabskiemu; zanim udało mi się przeczytać proste słowa, nie literując ich przy tym na głos, upłynęło niewiarygodnie dużo czasu. Mimo długich wieczorów, które poświęcałam narobienie fiszek i zapisywanie odmiany czasowników, nadal z trudnością przychodziło mi zrozumienie czegokolwiek, co mówiono do mnie po arabsku, więc wspomnienia, które pochodzą z tamtego okresu, sprowadzają się głównie do obrazów, zapisków w notesie oraz maili wysyłanych do przyjaciół.
Z zażenowaniem teraz myślę o tym, że w pierwszych dniach spędzonych w Syrii trochę bałam się nowego otoczenia. Moje mieszkanie znajdowało się w dzielnicy Rawdah, oddalonej o kilka przecznic od oficjalnej rezydencji ambasador Stanów Zjednoczonych w Syrii. (Wkrótce budynek stał pusty, pani ambasador została odwołana do Waszyngtonu po zamachu w Bejrucie na Rafi ka al-Haririego, premiera Libanu. Krąży plotka, że to, iż pani ambasador zabrała ze sobą psa, zostało zinterpretowane jako znak, że Stany Zjednoczone mogą przez jakiś czas nie mieć ambasadora w Syrii). Leżąc nocą w łóżku, słyszałam szepty dochodzące zza zasłon. Nie mogłam rozróżnić słów, ale słyszałam kobiety i mężczyzn, którzy zdawali się rozmawiać tuż obok mnie. Okna sypialni wychodziły na wąską ulicę, a szepty okazały się cichymi rozmowami przechodniów, które odbijały się echem od betonowych ścian. Nawet wtedy, gdy już o tym wiedziałam, denerwowało mnie to i mimo upału, zaczęłam sypiać przyzamkniętych oknach.
Żaden Syryjczyk, którego spotkałam, nigdy nie był dla mnie opryskliwy, a tym bardziej nie czułam ze strony Syryjczyków żadnego zagrożenia. (Martha Gellhorn powiedziała kiedyś, że gdy przyjechała do Hiszpanii jako młoda dziennikarka, żeby pisać o wojnie domowej, była „przerzucana jak paczka, z sympatią i życzliwością”, są to słowa, którymi mogęo pisać to, jak mnie przyjęto w Damaszku). Mój niepokój miał jednak swoje uzasadnienie: tuż za wschodnią granicą Syri iwybuchło powstanie Irakijczyków przeciwko amerykańskim siłom w prowincjach Anbaru. Nieustannie mówiono, że Syria była krajem tranzytowym dla dżihadystów pragnących dołączyć do walki. Jak tylko nauczyłam się rozpoznawać charakterystyczny strój i zachowanie agentów mukhabaratu, budzącej respekt syryjskiej tajnej policji, zaczęłam ich wszędzie zauważać, a syryjscy przyjaciele powiedzieli mi, że mój telefon jest zapewne na podsłuchu. Wiedziałam, że to nie była paranoja, ponieważ czułam się obserwowana. Gdzieniegdzie w witrynach sklepów, wzdłuż handlowej ulicy Sha’alan, którą mieszkańcy Damaszku nazywają „sukiem leniwych gospodyń”, widziałam nalepki antyamerykańskie i anty-Bushowe, a także czytałam apel Departamentu Stanu odradzający podróże do Syrii. (W skrócie: nie jedź, jeśli nie musisz, a jeśli musisz, bądź ostrożny, unikaj dużych zgromadzeń, zmieniaj trasę swoich przejazdów i godziny rutynowych czynności, by uniemożliwić śledzenie i próbę porwania obywatela amerykańskiego). Z tego powodu odczuwałam ciągły lęk, który odbierał mi apetyt i zaburzał moją zdolność koncentracji. Pewnego dnia, jakiś miesiąc po przyjeździe, zauważyłam przysadzistą postać w dżinsach biegnącą po ulicy przed restauracją Lotus, kilka przecznic od mojego mieszkania. Pamiętam, iż zauważyłam, że Autoalarm, tak jeden znajomy nazwał mieszkającego w restauracji kanarka, szykuje się doswojego popisowego numeru – trelu rozrywającego bębenki uszu, a potem, ułamek sekundy później, że biegnący człowiek ma karabin maszynowy. Byłam przerażona, chciałam ukryć się za zaparkowanym samochodem, gdy nagle napastnik się odwrócił; był to nastolatek z zespołem Downa, a jego broń była zabawką z szarego plastiku. Na mój widok chłopiec uśmiechnął się, mrużąc oczy i udając, że strzela, zawołał: tra-ta-ta-ta! Krew wciąż szumiała mi w uszach, blado się do niego uśmiechnęłam, ale z jakiegoś powodu później już się aż tak nie bałam. Pisząc to teraz, kilka lat po powszechnych protestach przeciw rządom syryjskiego prezydenta Baszszaraal-Asada, które doprowadziły kraj do wojny domowej, Syria, którą opisuję, zupełnie nie przypomina kraju, jakim się teraz stała. Wielu moich przyjaciół i sąsiadów z tamtego okresu mieszka obecnie w innych krajach i ma status uchodźcy. Ale Syria w 2004 roku naprawdę była niegroźna.
Cechy produktu

Cechy produktu

Wydawca: Poznańskie

data wydania : 15 lutego 2017

liczba stron: 280

język wydania: polski

numer produktu: 100553157

EAN: 9788379766185

Średnia ocena Klientów: 5 (Oceniło 1 osób)
Kategorie

Polecamy także:

Dodaj recenzję

Dodaj recenzję produktu "Sekretne życie arabskich kobiet"

Twoja ocena
Jednym zdaniem
Treść recenzji
Oświadczam, że jestem wyłącznym autorem publikowanej recenzji i nie narusza ona praw osób trzecich. Wyrażam zgodę na wykorzystanie recenzji przez Ravelo sp. z o.o. do celów promocyjnych.
To top