Księgarnia internetowa Ravelo – tanie książki i wiele więcej
Księgarnia Ravelo – książki, ebooki, zabawki
Twój koszyk »
jest pusty
+1

Dodano:
sprawdź zawartość koszyka »

sprawdź
koszyk »
kontynuuj
zakupy »
promocja
Zielarnia nad Sekwaną - Książki
wstaw obrazek na swoją stronę
X <a href="https://www.ravelo.pl/zielarnia-nad-sekwana-liliana-fabisinska,p100559891.html" title="Zielarnia nad Sekwaną"> <img src="https://www.ravelo.pl/pub/mm/img/220/100559891.jpg" alt="Zielarnia nad Sekwaną - Książki"> </a>

Zielarnia nad Sekwaną

Liliana Fabisińska

  Filia , data wydania 11 kwietnia 2017 , OPRAWA MIĘKKA

ocena: 5 [liczba ocen: 5] Przeczytaj recenzje

Bestseller

Towar dostępny, wysyłka 24h.

?

Koszty, terminy i ograniczenia dostawy

?

Czas oczekiwania na zamówienie

?

Akceptowane formy płatności

?
Cena detaliczna: 36.90 zł

29.52 zł

oszczędzasz 20%

lub przenieś do przechowalni

Inne wersje

Ebook epub,mobi 26.90 zł 20.17 zł sprawdz
Zobacz pełny opis

Pełny opis książki – Liliana Fabisińska "Zielarnia nad Sekwaną"

Finał trylogii „Jak pies z kotem”

A gdyby tak na twoim biurku pojawił się nagle bilet do Paryża w klasie biznes i opłacona rezerwacja pokoju z widokiem na Sekwanę?

Nina i Natalia nie zamierzają nigdzie lecieć.

Nina ma na głowie firmę, rozrastającą się znacznie szybciej niż planowała, i rodzinną awanturę, która może na zawsze rozdzielić nierozłączne dotąd siostrzyczki Drop.

Natalia, zamiast cieszyć się emeryturą, musi zmierzyć się z niespodziewaną sławą i wybrać między dwoma mężczyznami, energicznie starającymi się o jej rękę.

Bilet do Paryża, dostarczony nieoczekiwanie w różowej kopercie bez nazwiska nadawcy, uruchamia lawinę zdarzeń. Nina trafia do paryskiego więzienia, a nagranie wideo wskazuje ją bez cienia wątpliwości jako bezwzględną morderczynię. Natalia rusza jej na pomoc... i trafia w sam środek historii, o której od pięćdziesięciu lat bardzo stara się zapomnieć.

Rozpoczyna się szalona podróż przez Hel, Warszawę, oba brzegi Sekwany, małą wyspę z wielką historią i pewne ciche (do czasu!) uzdrowisko. A wszystko to w towarzystwie najbardziej niedobranych przyjaciółek na świecie, wśród smaków i aromatów francuskich dań, o których istnieniu nie ma pojęcia większość Francuzów…

Dodatkowe informacje

Liliana Fabisińska, Zielarnia nad Sekwaną - fragment książki

Na biurku leży podłużna, seledynowa koperta z moim imieniem, starannie wykaligrafowanym, dokładnie w połowie wysokości.Niepewnie zaglądam do środka. Bilet lotniczy? Na moje nazwisko?Czy to możliwe, że nie pamiętam o jakimś zagranicznym zaproszeniu? Paryż? Z całą pewnością nie mam tej wiosny żadnego spotkania w Paryżu…Podnoszę bilet do oczu, żeby sprawdzić datę wypisaną maczkiem w jednej z rubryk.Wtedy z koperty wysuwa się arkusik kredowego papieru, na którym skreślono zielonym atramentem kilka zdań.Od razu rozpoznaję ten charakter pisma i lekko uśmiecham się do siebie.A więc… Paryż?

POJEDYNEK W DESZCZU

Bywają dziwacy,którzy z pokrzyw i mleczów składają bukiety,lecz gdzież są tacy,którzy by całowali włosy starej kobiety?
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Starość

NATALIA

Kiedy stara panna, w wieku bardzo emerytalnym, przywozi sobie nagle z sanatorium niewidzialnego psa, zwariowanego żeglarza i gadającą papugę, świat unosi brwi ze zdziwienia.Potem, wraz z upływem kolejnych miesięcy, brwi stopniowo wracają na zwykłe miejsce, a ludzie znowu zajmują się spokojnie swoimi sprawami, zapominając o tym, co jeszcze niedawno tak ich bulwersowało. 

Bardzo mi odpowiadała taka sytuacja. Wiktor rozgościł się w Helu na dobre, został zaakceptowany – choć nie bez trudności – w roli mojego kochanka albo konkubenta… Jego papuga Adela – z wielkimi oporami i niechęcią manifestowaną przy każdej okazji – zaczynała się adaptować do nowych warunków, czyli do życia ze mną pod jednym dachem. A mój pies, cudowny przybłęda Maks, sprawiał wrażenie najszczęśliwszego kundelka na świecie, który marzy jedynie o tym, by być przy mnie (na co, oczywiście, z radością się godziłam).
Kilka miesięcy po przeprowadzce Wiktora na Półwysep osiągnęliśmy coś na kształt małej, pogodnej stabilizacji. Ludzie znowu mówili mi „dzień dobry” na ulicy, niektórzy nawet uśmiechali się przy tym przyjaźnie. Wiktor zawierał pierwsze znajomości, przecierał w Helu swoje ścieżki, a kilka razy wyszedł nawet pograć w Tawernie Portowej w kanastę z braćmi Borek, którzy natychmiast przyjęli go jak swego, gdy usłyszeli, że jest w tym prawdziwym mistrzem. Zawsze brakowało im czwartego do kart…Ja, ma się rozumieć, wciąż prowadziłam zakład fotograficzny „Mewa” przy ulicy Wiejskiej. Wiktor także miał swoją firmę, czarterującą jachty – w razie potrzeby razem z załogą. Wymagało to od niego krótszych i dłuższych wyjazdów do Gdańska, do Poznania, do Chorwacji albo do Grecji. 
– Nie tęsknisz, kiedy tak znika? – pytała Nina, moja przyjaciółka.
Kręciłam głową, za każdym razem z pełnym przekonaniem.Nie tęskniłam. Cieszyłam się tymi chwilami, kiedy miałam dom tylko dla siebie. To była idealna sytuacja. Mieć kogoś, kto kocha, troszczy się, piecze rogaliki z konfiturą różaną i zawsze punktualnie o jedenastej przynosi je do „Mewy” razem z gorącą kawą… A jednocześnie zyskać przerwę od tych rogalików i tego kogoś. Wiedząc w dodatku, że nie potrwa ona zbyt długo. Że Wiktor wróci, zanim zdążę naprawdę zatęsknić.
Wracał. Zawsze wracał. Wtedy, w listopadowy szary, deszczowy poranek, pojawił się trochę wcześniej, niż się spodziewałam. Krzątałam się po kuchni w szlafroku, gdy nagle stanął w drzwiach, uśmiechnięty od ucha do ucha, opalony – wręcz nieprzyzwoicie opalony, jak na tę porę roku.
Zatonęłam w jego ramionach, nie zwracając uwagi na wodę płynącą z niedokręconego kranu i talerzyk chwiejący się niebezpiecznie na brzegu blatu.
– Dobrze, że już jesteś – szepnęłam, kiedy zatopił usta w moich włosach.
– Nie mogłem się doczekać – odparł, otaczając mnie ramionami tak mocno, że niemal nie byłam w stanie oddychać. 
– Wiktorrrr, skarrrbie! Wiktorrrr, Wiktorrr!
Najwyraźniej nie szeptaliśmy dostatecznie cicho. A może Adela usłyszała jego kroki?
Wiedziałam, że nie przestanie się drzeć, dopóki go nie zobaczy.– Idź, przywitaj się z nią – westchnęłam, wysuwając się z jego objęć.
– No idź… Ona też bardzo za tobą tęskniła.Posłał mi przepraszające spojrzenie, po czym ruszył do pokoju Adeli.Zanim jednak wszedł do środka, ktoś energicznie zastukał do naszych drzwi.– Kto to? – Wiktor spojrzał na mnie, zaskoczony.
Wzruszyłam ramionami. Nikogo się dzisiaj nie spodziewałam. A na klientów „Mewy” było stanowczo za wcześnie.– Sprawdzę – powiedziałam, zbiegając po schodach do atelier.
Wiktor zatrzymał mnie w połowie drogi, wyraźnie rozbawiony.
– Może ja powinienem to zrobić? – mruknął, całując mnie szybko w policzek, kiedy się mijaliśmy. – Mój strój jest chyba odpowiedniejszy do przyjmowania gości.Faktycznie, on wciąż miał na sobie dżinsy i sweter, w których przyjechał z berlińskiego lotniska. Ja byłam jeszcze w ciepłym, kraciastym szlafroku… W sięgającym do ziemi szlafroku Wiktora, który tak lubiłam nosić pod jego nieobecność.
– Dzięki – zawołałam i szybko wróciłam na górę, żeby się przebrać. Jeśli to jakiś niecierpliwy klient, który potrzebuje „na wczoraj” zdjęcia do dokumentów, zdecydowanie nie powinnam pozwolić mu czekać. Może spieszy się na autobus?
– Kto przyszedł? – krzyknęłam po chwili, wyciągając z szafy mój szary sweter z mięciutkim golfem z angory. Idealny na taki deszczowy, ponury dzień, jak ten dzisiejszy.Odpowiedziała mi cisza.
– Wiktor? – Serce skoczyło mi do gardła. Niejasne poczucie katastrofy przysłoniło radość tego uroczego poranka.
– Wiktor?!
– Wiktorrr, skarrrbie… – Adela zaczęła głośno trzepać skrzydłami z niecierpliwości.
Pewnie znowu rozchlapie wodę ze swojej miseczki po całym pokoju – pomyślałam, jakby to miało teraz jakiekolwiek znaczenie.A potem rzuciłam mój ukochany golf na podłogę i popędziłam na łeb na szyję po schodach na dół, do drzwi wejściowych. W ciągu kilku sekund próbowałam przygotować się na najgorsze. Na widok złodziei w czarnych pończochach na twarzach plądrujących mój dom albo zakład fotograficzny. Na widok Wiktora leżącego na progu bez życia. Zawał, udar,strzał z broni palnej prosto w czoło… Istniało tyle możliwości!Żadna z nich jednak nie okazała się prawdziwa.Drzwi były niedomknięte. Wiktor gdzieś wyszedł. Po co? Z kim?
Otuliłam się ciaśniej szlafrokiem, postawiłam jego szalowy kołnierz jak najwyżej i wyjrzałam na ulicę.W oknach sąsiednich domów zafalowały firanki, a na piętrze nad sklepem spożywczym mignęła mi łysa jak kolano głowa pana Kazika. Najwyraźniej w powietrzu wisiała jakaś sensacja. Ale jaka?
Zobaczyłam ich dopiero po chwili. Wiktora, w swetrze nasiąkającym deszczem w błyskawicznym tempie, i… drugiego mężczyznę, wyższego od niego o głowę, w eleganckim szarym płaszczu, trzymającego nad sobą czarny parasol i chroniącego pod nim wielki bukiet polnych kwiatów.Powinien wystawić je na deszcz, na pewno by im nie zaszkodził. – Tak brzmiała moja pierwsza myśl. Drugiej nie było, bo po prostu zamurowało mnie w progu.Zastygłam w bezruchu, nie mogąc wydusić słowa, a mój mózg nie produkował ani jednej sensownej myśli.
– Przyjechał się oświadczyć – szepnął nagle ktoś po mojej lewej stronie.
– Zjawił się, żeby zabić jego… albo ją – sprostował inny głos, nieco bardziej piskliwy. – Widziałaś? Ma w kieszeni pistolet!
Cofnęłam się lekko, tak żeby nie było mnie widać, ukrytej w cieniu uchylonych drzwi.A potem zaniosłam się śmiechem.Czy ktokolwiek o zdrowych zmysłach naprawdę mógł uwierzyć, że Stefan, mój ukochany, cudowny Stefan, za którego miałam wyjść pięćdziesiąt jeden lat temu, byłby zdolny strzelić do kogokolwiek?
Oczywiście, że nie był.Na pewno nie. Co za głupi, niedorzeczny, absurdalny pomysł…Ale w takim razie po co się tu pojawił, tak nagle, w listopadowy poranek? Dlaczego zapukał do moich drzwi właśnie teraz, pięć minut po powrocie Wiktora z podróży? To chyba nie mógł być przypadek? W jakim celu wyciągnął Wiktora na dwór, zamiast wejść do domu i normalnie się z nami przywitać? A teraz stał naprzeciwko niego… Wyprężony, skupiony… Zupełnie, jakby mieli się pojedynkować. Jakby lada chwila miały paść pierwsze strzały.Gdzieś po prawej stronie gwałtownie otworzyło się okno. Firanki we wszystkich domach falowały jak szalone.Mieszkańcy Helu znowu mieli dzięki mnie naprawdę nielichą rozrywkę.
– Stefan! Wiktor! Na litość boską, co wy wyprawiacie? – zawołałam, pędząc w kapciach przez błoto w ich kierunku.Koło mojej nogi, oczywiście, truchtał Maks. Najmądrzejszy pies świata. Skoczył na Stefana z daleka, uderzając swoimi chudymi łapkami prosto w jego kolana. Ten zachwiał się na nogach, po czym upadł, upuszczając kwiaty w głęboką kałużę.
– Co ty wyprawiasz? – jęknął, nie wiadomo czy do mnie, czy do psa.
– Maks chciał mnie obronić – wyjaśniłam.
– Mnie i… Wiktora. Nie zamierzał przyglądać się spokojnie, jak do niego strzelasz.
– Jak co robię? – Oczy Stefana stały się nagle wielkie jak spodki.
– Natalia, co ty pleciesz? – Wiktor podszedł do mnie, przemoczony do suchej nitki, delikatnie wziął mnie za łokieć i odprowadził pod daszek, a dokładnie pod wąski występ nad wejściem do zakładu fotograficznego „Mewa”.
– Ten pan…– Stefan Wielowiejski – dokonałam prezentacji, może w nieco niekonwencjonalny sposób, ale przecież lepsza prezentacja taka niż żadna, prawda?– Pan Wielowiejski – zgodził się Wiktor natychmiast, nieco rozbawiony całą sytuacją.
– Dlaczego uważasz, że on chciał mnie zastrzelić? 
– Ktoś krzyknął, że będziecie się pojedynkować – wytłumaczyłam zgodnie z prawdą. – I że Stefan ma w kieszeni broń.Profesor Wielowiejski, teraz już roześmiany od ucha do ucha, wywrócił obie kieszenie eleganckiego płaszcza. W jednej miał kluczyki od samochodu, w drugiej skórzane rękawiczki w kolorze koniaku. Zapewne to one, zwinięte, przypominały z daleka rękojeść pistoletu.Wiktor z niedowierzaniem kręcił głową, prawie płacząc ze śmiechu. Wymienili ze Stefanem porozumiewawcze spojrzenia, zupełnie jakby znali się od lat.
– To naprawdę trochę tak wyglądało – przerwałam im, sama nie wiedząc, czy mam się śmiać, czy denerwować. – Dwaj rewolwerowcy w strugach deszczu… Z kwiatami i parasolem dla niepoznaki.
– Oraz z próbkami płótna na nowe żagle, pewnie również dla niepoznaki… – Wiktor wydobył z kieszeni dżinsów kilka niedużych, kwadratowych kawałków sztywnego materiału.
– Zrobiłam z siebie idiotkę, prawda? – westchnęłam cicho.A oni obaj, jak na komendę, wykonali krok do przodu, by objąć mnie albo pogłaskać po włosach.I obaj zastygli w pół gestu.Wolałam nie podnosić głowy, żeby nie wiedzieć, w ilu mieszkaniach odsunięto już firanki i uchylono szyby, nie bacząc na pogodę. Byle tylko nie uronić ani jednego słowa…

Ravelo poleca książki:

Błękitne sny
-33%

Błękitne sny

Katarzyna Michalak

36.90 zł 24.72 zł

zamów
Początek
-32%

Początek

Dan Brown

49.90 zł 33.93 zł

zamów
Czarownica
-30%

Czarownica

Camilla Lackberg

39.99 zł 27.90 zł

zamów
We dwoje
-30%

We dwoje

Nicholas Sparks

36.90 zł 25.83 zł

zamów
Przesyłka
-33%

Przesyłka

Sebastian Fitzek

39.80 zł 26.65 zł

zamów
Trzecia
-30%

Trzecia

Magda Stachula

36.90 zł 25.83 zł

zamów
We wspólnym rytmie
-30%

We wspólnym rytmie

Jojo Moyes

39.90 zł 27.93 zł

zamów
Cechy produktu

Cechy produktu

Dostawca: Azymut

Wydawca: Filia

data wydania : 11 kwietnia 2017

liczba stron: 544

format: 13x19.7cm

język wydania: polski

numer produktu: 100559891

EAN: 9788380752283

Średnia ocena Klientów: 5 (Oceniło 5 osób)
Kategorie

Polecamy także:

Przeczytaj recenzje

Przeczytaj recenzje książki – Liliana Fabisińska "Zielarnia nad Sekwaną"

Zostań naszym recenzentem i dodaj swoją opinię o produkcie

Recenzja dodana 2017-06-14

Niespodziewany wyjazd do Paryża

Skąd tytuł powieści: "Zielarnia nad Sekwaną"? Czytałam poprzednie odsłony i mimo, że ogólnie mi się podobały to jednak jakoś specjalnie mnie nie porwały. Jak zatem było w przypadku ostatniej książki serii "Jak pies z kotem"?
Nina Drop to młoda bizneswoman, która świata nie widzi poza swoją firmą. Natalia z kolei jest energiczną panią w starszym wieku, której zdecydowanie nie można zaszufladkować jako typową emerytkę dziergającą swetry na drutach. Nina złamane serce leczy nieustającą pracą. Natalia będąc po 70-tce kończy pisać doktorat zaczęty pół wieku temu, prowadzi swój zakład fotograficzny i spędza czas ze swoim ukochanym Wiktorem. Obie panie, skrajnie od siebie różne, tak bardzo się ze sobą zaprzyjaźniły, że nie ma rzeczy, która jedna dla drugiej by nie zrobiła.

"Zielarnia nad Sekwaną" jest tak napisana, że nie ma absolutnej konieczności, by przeczytać dwie poprzednie części. Jednak osobiście zaczynać od końca nie polecam! ;)
Tym razem Nina trafia do więzienia. Na ratunek znów przybywa przystojny policjant Baltazar Szprot i oczywiście Natalia. Dlaczego Nina ląduje za kratkami? Co wspólnego ze sobą mają na pozór niewinne wydarzenia? Kim jest kobieta ze zdjęć pokazywanych oskarżonej o morderstwo?
Kim jest tajemnicza osoba, którą Natalia ma poznać w Paryżu? Pytań w tej powieści jest całe mnóstwo. Jeszcze więcej tajemnic do odkrycia. Natalia zamiast cieszyć się emeryturą musi stawić czoła nieoczekiwanej sławie. Do tego serce ma rozdarte między dwoma mężczyznami. Nina przestaje nadążać za szybko rozwijającą się firmą. ...

Oceń, czy recenzja jest pomocna TAK NIE

Dodaj recenzję

Dodaj recenzję produktu "Zielarnia nad Sekwaną"

Twoja ocena
Jednym zdaniem
Treść recenzji
Oświadczam, że jestem wyłącznym autorem publikowanej recenzji i nie narusza ona praw osób trzecich. Wyrażam zgodę na wykorzystanie recenzji przez Ravelo sp. z o.o. do celów promocyjnych.
To top