Księgarnia internetowa Ravelo – tanie książki, zabawki, prezenty
Księgarnia Ravelo – książki, ebooki, zabawki
Twój koszyk »
jest pusty
+1

Dodano:
sprawdź zawartość koszyka »

sprawdź
koszyk »
kontynuuj
zakupy »
Zjazd rodzinny - Książki
FacebookPinterest
Wstaw obrazek na swoją stronę »
X<a href="https://www.ravelo.pl/zjazd-rodzinny-irena-matuszkiewicz,p100368994.html" title="Zjazd rodzinny"><img src="https://www.ravelo.pl/pub/mm/img/220/100368994.jpg" alt="Zjazd rodzinny - Książki"></a>

Zjazd rodzinny

autor: Irena Matuszkiewicz

wydawca: Prószyński Mediadata wydania:20 października 2015 oprawa: miękka liczba stron 384
śr. ocena: 5 z 2 Napisz recenzję

Inne wersje

Ebook epub, mobi 27.20 zł 24.48 zł
Produkt aktualnie niedostępny.
Wydawca: Prószyński MediaData wydania:20 października 2015 Oprawa: miękka, 384 stron

Inne wersje

Ebook epub, mobi 27.20 zł 24.48 zł
Pełny opis

Pełny opis książki – Irena Matuszkiewicz "Zjazd rodzinny"

Rok 2014. Ewa Parelska, archiwistka i entuzjastka historii, postanawia urządzić zjazd swoich krewnych, tych z bliska i tych z daleka. A zbierze się ich trochę, bo protoplaści rodu Korzeńskich, Leontyna i Jan, mieli siedmioro dzieci.

W 1920 roku legionista Jan Korzeński ożenił się z panną Tokarzówną, córką zamożnego kupca z Włocławka. Założył luksusowy sklep kolonialny, by utrzymać szybko powiększa-jącą się rodzinę. Była ona duża, patriarchalna, złożona z rodziców, dzieci, babci Elwiry i ukochanego wuja Józefa. Jan zawsze powtarzał: „Pochodzimy z jednego pnia, musimy się kochać, szanować i wspierać”.

Niestety, w nowej, peerelowskiej rzeczywistości jego potomkowie poszli różnymi dro-gami, nie zawsze respektując zasady wyniesione z domu. Zabrakło czasu, a może nawet chęci, żeby poznać przeszłość, kiedy zaś ta ochota się pojawiła, było za późno. Ewa pró-buje zgłębić rodzinne archiwum, kryjące niejedną tajemnicę. I wtedy okazuje się, że bia-łe chyba nie zawsze bywa białe, a czarne może mieć różne odcienie. A jaka jest praw-da? Czy tylko jedna i oczywista?

Powoli wszystko się zmienia, zaczynają ożywać dawne animozje i strachy.

Zjazd rodzinny miał przypomnieć starą prawdę głoszoną przez przodków. I tu zrodziło się zasadnicze pytanie: czy coraz bardziej oddalająca się od siebie rodzina będzie miała ochotę jeśli nie na szacunek i miłość, to przynajmniej na zwykłe popatrzenie sobie w oczy.

Irena Matuszkiewicz – z wykształcenia filolog, przez wiele lat dziennikarka, obecnie popularna autorka powieści obyczajowych. Debiutowała „Agencją Złamanych Serc”, następnie wydała: „Gry nie tylko miłosne”, „Dziewczyny do wynajęcia”, „Salonowe ży-cie”, „Przeklęte, zaklęte”, „Przebudzenie”, „Szepty”, „Modliszkę” i „Przerwaną podróż”. W swoich książkach trafnie ukazuje polską współczesność, kreując wyraziste postacie i niebanalne sytuacje.

Dodatkowe informacje

Irena Matuszkiewicz, Zjazd rodzinny - fragment książki


2014. Styczeń

Ewa powiesiła kożuszek i z ulgą zrzuciła buty z nóg.
– Na starość ludzie powinni chodzić w rozdeptanych filcakach – powiedziała, delikatnie masując stopę.
Helena wzięła do ręki jeden z matczynych kozaczków. Z podziwem spojrzała na sześciocentymetrową szpilkę.
– Jestem od ciebie trochę młodsza, ale nie umiałabym w czymś takim chodzić – mruknęła.
– Trochę? – wykrzyknęła Ewa. – Trzydzieści lat to szmat czasu, kochana. Tobie niedługo stuknie czterdziestka, więc ile ja muszę mieć tych wiosenek? Na szczęście już dawno przestałam je liczyć i od razu poczułam się młodsza i piękniejsza.
– To po co mówisz o starości i filcakach? – spytała Helena, odstawiając but.
– Żeby dać ci okazję do zaprotestowania – odparła wesoło matka.
Weszły do pokoju. Ewa zajęła swój ulubiony fotel, o którym się mówiło, że jest pojemnym meblem rodzinnym. Śmiało mógł pomieścić trzy chude osoby, a jakby je trochę upchnąć, to i pięć by się zmieściło, bo podłokietniki były szerokie niczym parapety w oknach. Helena przyniosła z kuchni herbatę i kruche ciastka nazywane suchotnikami. Napełniła filiżanki i zajęła drugi fotel, sporo mniejszy i dużo młodszy od pierwszego. Spojrzała na matkę.
– Opowiadaj! – poprosiła.
– Mogę opowiadać, tylko nie wiem, czy sama będę wiedziała, o czym mówię. Jest tak, jak napisałam ci w esemesie: to zagmatwana rodzinna historia i nie wiadomo, jak ją ugryźć. Wczoraj zadzwonił do mnie z Poznania mój stryjeczny brat Kuba. Kojarzysz Kubę?
Helena rozwichrzyła potargane z natury włosy.
– To ten profesor, który o mały włos nie przyprawił babci Dzidzi o zawał? – spytała.
– Ten sam.
– Nie znam go, ale chętnie bym poznała, żeby mu zadać dwa pytania. To bratanek babci Dzidzi, syn Juliana, którego też nie znałam i już w tym życiu nie poznam.
– Kuba, podobnie jak ja, urodził się tuż po wojnie – ciągnęła Ewa – i tak się złożyło, że oboje studiowaliśmy historię. Widziałam go ostatnio jakieś dwadzieścia lat temu. Jest w tej chwili jedynym potomkiem dziadków w męskiej linii i tylko on zachował ich nazwisko. Nie liczę tu trzech synów wuja Leona w Australii, bo nie dość, że kontynent wielki, to i oni ruchliwi niczym owsiki, a za takimi trudno trafić. I właśnie do Kuby Korzeńskiego zadzwonili z Polskiego Czerwonego Krzyża, żeby go popytać o przodków. Gorzej trafić nie mogli, bo ten facet nie tylko fałszował historię, ale nie ma też bladego pojęcia o powiązaniach rodzinnych. Zna imiona ojca i matki, co do reszty nie jest pewien. Nawet z dziadkami miał kłopot, bo jego ojciec nazywał się Julian i ojciec ojca też Julian, jak na złość obydwaj Korzeńscy. Odesłał więc tych z Krzyża do mnie. Coś mu tam świtało, że zostałam archiwistką, czyli powinnam mieć koligacje rodzinne w małym palcu. Zresztą nieważne, co myślał Kuba. Chodzi o to, że dwa miesiące temu w Wenecji zmarła w wieku dziewięćdziesięciu ośmiu lat kobieta, która się podawała za rodzoną siostrę Leontyny Korzeńskiej, z domu Tokarz. Ci, którzy za pośrednictwem Czerwonego Krzyża próbują odszukać krewnych w Polsce, twierdzą, że ta kobieta, Elżbieta jakaś tam, córka Czesława i Barbary, z całą pewnością pochodzi z naszej rodziny.
– Może ci potomkowie chcą się z nami podzielić spadkiem? – zauważyła z rozbawieniem Helena.
– Równie dobrze mogą liczyć, że to my podzielimy się z nimi naszym majątkiem. Przed wojną twoi pradziadkowie byli zamożnymi ludźmi. Czego nie zabrała wojna, to odebrało im państwo ludowe. Mało tego, moja matka musiała się tłumaczyć ze zdobytej matury. Władza ludowa faworyzowała analfabetów, na wykształciuchów patrzyła podejrzliwym okiem.
– To wiem. Nie mąć już, tylko wróć do Elżbiety jakiejś tam, tej, co zatęskniła nagle za rodziną.
– Ona już raczej za nikim nie tęskni – sprostowała Ewa. – Mówiłam ci przecież, że umarła.
– Była młodsza od prababki?
– Urodziła się w tysiąc dziewięćset szesnastym, więc młodsza. To jednak nie ma znaczenia, bo twoja prababka nie miała siostry. Wiem to z całą pewnością od mojej mamy, najstarszej córki Jana i Leontyny Korzeńskiej z domu Tokarz. Kto jak kto, ale córka wiedziałaby coś o ewentualnych ciotkach. Leontyna była jedynaczką, wychowywaną przez ojca. Jej matka zmarła w tysiąc dziewięćset piątym roku, rodząc drugą córkę, która, notabene, urodziła się martwa, więc nie ma mowy o pomieszaniu metryk czy dat. Jan Korzeński też nie miał rodzeństwa, bo jego jedyny brat zginął w pierwszej wojnie światowej. Bujny rozwój rodziny zaczyna się dopiero od tej pary, od Leontyny i Jana. Stworzyli wielodzietną i bardzo patriarchalną rodzinę, niestety, ich dzieci w swoim dorosłym życiu nie utrzymywały zbyt ożywionych kontaktów. Jestem w stanie policzyć tylko Włosowskich, czyli potomków moich rodziców. Mieli dwie córki, czyli mnie i Dorotę dziwaczkę, my zaś miałyśmy po dwoje dzieci. Ja ciebie i Oliwkę, Dorota Wojtka i Grażynę. Teraz zaczęły się pojawiać wnuki. U nas bliźniaki, czyli Jasiek i Małgosia, u dziwaczki Feluś, syn Grażyny. Wojtek, brat Grażyny, podobnie jak ty nie chce się ustatkować.
– Oj tam, oj tam! – zawołała wesoło Helena. – To, że nie mamy z Rafałem ślubu, nie znaczy, że jesteśmy nieustatkowani. Wojtek w Oslo też na pewno nie robi za pustelnika. Jakby tak zebrać do kupy całą żyjącą rodzinę ze strony pradziadków Korzeńskich, to potrzebny byłby spory lokal, żeby ich usadzić razem.
– Bo ja wiem? Chyba nie taki duży. Z pokolenia mamy żyją tylko dwie najmłodsze siostry bliźniaczki: Krystyna i Zofia, obie dobrze po osiemdziesiątce. Były na pogrzebie mamy, zatem ostatni raz widziałam je w roku dwutysięcznym. Wtedy wydawały się jeszcze całkiem żwawe i nie takie stare. Wciąż się sprzeczały, która z nich uchodziła w młodości za ładniejszą. Jałowy spór w całości oparty na szwankującej pamięci. Ciotka Janeczka, ta, która zmarła kilka lat po mamie, bardzo się na nie złościła. Ona z kolei wyglądała jak zażywny facet. Typowo męska uroda, tyle że bez zarostu. A dlaczego Zofia i Krystyna nie były na pogrzebie Janki? Patrz, tego nie pamiętam. Możliwe, że się pochorowały.
– Kojarzę je jak przez mgłę. Dwie drobne i chudziutkie, trzecia duża i postawna.
– Ta postawna to ciotka Janka.– Nigdy nie myślałaś o zjeździe rodzinnym? – spytała Helena.
Ewa wydawała się zaskoczona.
– Nigdy – przyznała. – Nie umiem się dogadać z rodzoną siostrą, więc o czym miałabym rozmawiać z krewnymi, których widziałam raz w życiu, a może wcale.
– Ciotka Dorota jest dziwaczką i rzeczywiście trudno się z nią dogadać, ale ja na przykład bardzo się cieszę, że mam siostrę. Kocham Oliwię, rozumiemy się w lot, podarowałam jej nawet swojego chłopaka… No, powiedzmy, że kolegę ze studiów.
– Co to ma do rzeczy – roześmiała się Ewa. – Żeby pogadać z Oliwią, nie musisz czekać na zjazd rodzinny. Tak jak ja nie muszę organizować zjazdu, żeby się pożreć z Dorotą.
– Ja tam jestem za zjazdem – upierała się Helena. – Wywodzimy się z jednego pnia, więc dobrze byłoby poznać inne gałęzie i liście. Mogę ci pomóc, jeśli chcesz.
– Chyba nie chcę – przyznała z lekkim wahaniem Ewa.1918
Pod koniec października, tuż przed Wszystkimi Świętymi, Elwira Korzeńska dostała list od brata, który donosił jej o przewidywanym końcu wojny i snuł plany na najbliższą przyszłość. Pisał:
Trzeba nam teraz myśleć, jak najlepiej przysłużyć się Ojczyźnie, żeby ją podnieść z ruiny. Po mojemu każdy powinien robić dobrze to, co potrafi. Na ten przykład Twój Jasiek zdobył wykształcenie handlowe i przed wojną z powodzeniem kierował dużym sklepem w Kielcach, więc teraz w wolnej Polsce powinien dalej prowadzić sklep, jeno własny, nie cudzy. Oto nadarza się ku temu sposobność. Mamy tu po sąsiedzku bardzo porządną, delikatną w obejściu pannę wyznania katolickiego, którą ojciec odumarł pół roku temu. Została po nim kamienica, duży sklep i ta sierota nieszczęsna, powinowata mojej Kazi. Czujemy się w obowiązku sprawować opiekę nad nią, bo to nie tylko bliska rodzina, ale też córka szczerego przyjaciela, kupca jak i my, Czesława Tokarza. Leontynka na handlu się nie zna. Konkurenci do ręki, a jeszcze bardziej do sklepu i kamienicy, kręcą się wokół i tylko czekają, żeby żałoba wygasła. Typy nieciekawe, bo przecie wiadomo, że prawdziwi patrioci walczą teraz o wolność kraju, a pod pierzynami wylegują się starcy i niedojdy, całkiem nie tacy jak Twoi synowie. Los Cię nie oszczędzał, oddałaś Ojczyźnie jednego z synów, ale, dzięki Bogu, ostał się Jasiek, mój chrześniak, i właśnie o nim pomyśleliśmy z Kazią. Niechby przyjechał, pannę poznał, to może co dobrego z tej znajomości wyniknie. Powiem jedno: gdybym był z dziesięć lat młodszy i nie miał na głowie małżonki zacnej a gderliwej, nie zastanawiałbym się ani minuty. Uczciwie radzę, jak tylko chłopaka wypuszczą z obozu, namów go i oboje przyjeżdżajcie do Włocławka. Teraz nic i nikt już Cię nie trzyma na wsi, bierz tego, który ocalał, i zaczynajcie nowe życie. Znowu będziemy blisko, jak za młodzieńczych czasów. Pamiętasz, co tatulo zawsze powtarzał: rodzina powinna trzymać się razem…
Elwira tyle razy czytała ten fragment, że umiała go na pamięć. Podnosiło ją na duchu zwłaszcza to, że jej brat, Józef Kopecki, wierzył w szczęśliwy powrót Janka. Ona też wierzyła, chwytała się tej myśli ze wszystkich sił, czasem jednak nachodziło ją zwątpienie. Od lipca nie miała żadnej wiadomości z Łomży. Czekała, modląc się i płacząc na przemian, przeskakując z nadziei prosto w rozpacz, by znowu uchwycić się nadziei. Starszego syna opłakała już na początku wojny. Nie zdążył się, biedak, nawojować, padł pod Łowczówkiem jeszcze w grudniu tysiąc dziewięćset czternastego roku. Teraz wyglądała już tylko powrotu młodszego chłopca. Wstyd się przyznać, ale czasem dziękowała Bogu, że Jan trafił do obozu, zamiast siedzieć w okopach, gdzie przecież kule nie wybierały. Wierzyła, że za drutami nic strasznego mu nie grozi, chyba że Niemcy na koniec chcieliby pozabijać jeńców, jak przepowiadał sąsiad Pakuła. Po pijanemu tak gadał, skąd jednak mogła mieć pewność, że podobne praktyki się nie zdarzają.Jan dotarł do domu w sobotę, czternastego listopada. Był chudy, wymizerowany i zawszony. Zapuścił wąsy, które dodawały mu powagi, i wyglądał zupełnie inaczej niż w sierpniu czternastego roku, kiedy widziała go po raz ostatni. Wpadł wtedy niczym po ogień, rozradowany i podniecony, krzycząc od progu, że właśnie wstąpił do batalionów strzeleckich i idzie na wojenkę. Nucił pod nosem piosenkę, której słowa na długo pozostały jej w uszach i pamięci: „Raduje się serce, raduje się dusza, gdy pierwsza kadrowa na wojenkę rusza”.
Razem z nim szedł brat Stefan, a spośród kolegów Dzidek Rychta, Stach Polkowski, Józio Dołęcki, Bolek Michalak, Zbynio Makowski i jeszcze kilku, których nazwiska nic jej nie mówiły. W myślach nazywała ich kwiatem kieleckiej młodzieży, bo tak przywykło się mówić o rosłych, pięknych i mądrych chłopcach, gotowych oddać życie za ojczyznę. A ten jej kwiatek, wychuchany i wypieszczony – choć bez przesady – mimo dwudziestu dwu lat był niemal dziecinny w swoim zachwycie nad czekającą go przygodą, zwaną wojenką. Zapamiętała dzieciaka, powitała mężczyznę.
Razem z Jagnichą nagrzały wielki kocioł wody i napełniły balię.
– Nie martw się – mówiła, mydląc synowi plecy – mamy parę kurek, są jajka i ani się obejrzysz, jak cię odkarmię. Z wszami też sobie poradzę, jest wrotycz, mam ocet, zaraz przygotuję nalewkę do smarowania, a włosy przytniemy krótko.
Co mówiła, to mówiła, lecz serce jej się krajało na widok kości sterczących spod skóry.
– Nie rozpieszczali cię na tej wojnie – westchnęła.
– Wojna nie jest od pieszczot – mruknął. – Schudłem w obozie. Trafiłem do Szczypiorna w siedemnastym roku, dokładnie trzynastego lipca, z pierwszym transportem legionistów. Pisałem mamie o tym. W grudniu przenieśli nas do Łomży.
– Jak ci tam było?
– Obóz nie kurort, przez rok i cztery miesiące trudno było nie schudnąć. Niech mi mama, z łaski swojej, powie, co będzie na kolację.
– Schowałam w kominie spory połeć boczku, zaraz sięgnę. Zrobię ci jajecznicy na wędzonce, jakiej pewnie dawno nie jadłeś. W listach nigdy nie wspominałeś, że w obozie było aż tak źle.
– Jakbym napisał, też by mi mama nie pomogła, więc po co było mamę denerwować, a jeszcze ołówek tępić. Przetrzymałem, przeżyłem…
– Pisałeś o nauce buchalterii i stenografii, o meczach piłkarskich, więc myślałam, że warunki były w miarę znośne.
– Organizowaliśmy sobie czas, jak umieliśmy, żeby z kretesem nie zwariować. Może już dość tego mycia, może lepiej do stołu byśmy zasiedli?
Roześmiała się, położyła czysty ręcznik na przygotowanym ubraniu i wyszła z kuchni.
List od wuja pokazała synowi dopiero w niedzielę przy kolacji, kiedy trochę odpoczął i nacieszył się domem. Czytał długo i uważnie, parę razy się uśmiechnął.
– Ojciec chrzestny próbuje swatem zostać? – zdziwił się, składając starannie papier. – Sam jeszcze nie wiem, czy ożenek mi w głowie.
– W marcu skończyłeś dwadzieścia sześć lat – przypomniała mu matka.
– Niby tak – przytaknął. – Jakoś nie było czasu na uganianie się za kobietami.– Pojedź przynajmniej do wuja. Pojedziesz?
– A jeśli panna nie będzie warta dyspensy kościelnej, to co zrobię? – zastanowił się głośno. – Wuj pisze, że jesteśmy z jednej rodziny, więc bez dyspensy nie będzie się można pobrać. Wiem to od Dzidka Rychty. W maju piętnastego roku stracił nogę pod Konarami i wrócił do Kielc. Pisał mi potem, że zajęła się nim stryjeczna siostra, że postanowili się pobrać, ale musieli dostać zgodę bodaj od samego papieża na ten rodzinny ślub.
– O Boże! Dzidek stracił nogę! – wyszeptała przerażona.
– Ano! Stachowi Polkowskiemu szrapnel roztrzaskał głowę, Dołęcki i Makowski polegli nad Nidą.
– A kto wrócił cały? – spytała, nie panując nad drżeniem ust.
– Tylko ja – mruknął. – No i Michalak bez ręki, a Dzidek bez nogi. I to właśnie od Dzidka wiem o dyspensie.
Elwira przez chwilę milczała, próbując pozbierać rozszalałe myśli. Przed oczami migały jej twarze kolegów syna, żywe i pełne energii. Najbliżej znała Dzidka Rychtę i Stasia Polkowskiego. Nieraz po kilka dni gościli w Słowiku, więc zdążyła ich polubić. Zmusiła się, żeby powrócić do przerwanego wątku i nie zapłakać.
– Wam dyspensa nie będzie potrzebna, wywodzicie się z dwóch różnych rodzin – sprostowała. – Ty jesteś ze strony wuja Józia, czyli z Kopeckich, panna jest spokrewniona z ciotką Kazią, z domu Tokarzówną. Mąż i żona to nie rodzina, tylko całkiem różna krew.
– Co racja, to racja – mruknął po chwili zastanowienia. – A co zrobię, jeśli mi się panna nie spodoba? Nie jest chyba zbyt ładna, skoro wuj wychwala jej łagodne obejście i majątek, a o wyglądzie nie napomyka słowem.
– Pisze, że sam by się z nią ożenił, co znaczy, że musi być urodna. Józio zawsze miał oko do kobiet, wystarczy popatrzeć na wujenkę Kazię. Widziałeś ją na swoich chrzcinach, więc nie możesz pamiętać. Istna Włoszka, ciemnowłosa, postawna… i trochę krzykliwa. Panna Leontyna jest z Tokarzów, czyli brzydka być nie może, a skoro Józio pisze, że łagodna w obejściu… to łagodna. Gdyby jednak nie przypadła ci do gustu, grzecznie się pożegnasz i wrócisz do domu. Może gdzieś tu, w Kieleckiem, jakaś zdatna panna jeszcze się dla ciebie uchowała. Za długo zwlekałeś. Wokół same mężatki, wdowy, nieletnie podfruwajki albo… Sam wiesz najlepiej, jakie panny sieją rutkę.
Na początku grudnia Jan pojechał do Włocławka, do wujostwa. Wrócił po tygodniu w doskonałym humorze. Miasto mu się podobało, kamienica i mieszkanie panny też, a najbardziej sklep, duży i przestronny, z solidnym podpiwniczeniem. Miał w głowie konkretny pomysł na remont i unowocześnienie lokalu. Mówił o drewnianych boazeriach, o ladzie przez całą długość pomieszczenia i niemal widział już subiektów w jednakowych brązowych fartuchach, którzy będą się uwijali za tą ladą między półkami pełnymi zamorskich specjałów oraz rodzimych słodyczy Wedla i likierów Batyckiego. Powtarzał, że w jego sklepie obowiązkowo będzie pachniało kawą, pomarańczami i dobrym tytoniem. Może jeszcze czekoladą i wędzonym łososiem.
– Panna Leontyna mieszka sama? – spytała Elwira, przerywając te przedwczesne fantazje.
– Ze służącą, która nastała za czasów jej matki.
– Ładna?
Spojrzał niezbyt przytomnie.– Na pewno dużo ładniejsza od naszej Jagnichy.
– Pytam o pannę Leontynę.
– O Leontynę? – Zastanowił się chwilę. – Za bardzo buja w obłokach, ale jest roztropna, no i patriotka z niej wielka. Była nieco wystraszona amorami sąsiada, który nalegał na ślub, żeby się dorwać do sklepu i kamienicy.
– Ładna?
Zamyślił się głęboko. Nie chciał powiedzieć głośno, że do tej pory oglądał się za całkiem innymi pannami. U kobiet pociągała go apetyczna krągłość bioder oraz wyraźnie zarysowane piersi, których nie trzeba było domyślać się pod bluzką. Im większe, tym bardziej pożądane. Nie mógł nazwać Leontyny brzydką, lecz w jego pojęciu daleko jej było do piękności.
– Jest łagodna, we wszystkim się ze mną zgadza, a to ważniejsze niż uroda. Ciemnowłosa, czesze się z przedziałkiem, ma niebrzydkie oczy… nos, ręce… No, to wszystko, co widać, jest na swoim miejscu. Trochę za chuda jak na mój gust.
– Jednym słowem, pasujecie do siebie, bo grubas z chudzielcem nieźle się uzupełniają. Ty wziąłeś urodę po ojcu, razem z jego skłonnością do tycia. Jeszcze miesiąc, góra dwa, i nikt nie powie, żeś półtora roku siedział w niewoli. We mnie wdał się Stefek, szczupły był i zwinny, Panie świeć nad jego duszą.
– Amen – dopowiedział. – Wuj radził, żebyśmy od razu poszli do parafii, nawet wybrał się z nami, gotów księdza namawiać do pośpiechu. Wolność ojczyzny, mówił, to wielkie szczęście, czasy jednak niespokojne i samotne kobiety nie mogą czuć się pewnie. Ksiądz dobrze o tym wiedział i nie czynił trudności. Daliśmy na zapowiedzi i pobierzemy się w lutym. To będzie cichy ślub, bez wesela, bo panna Leontyna jeszcze w żałobie.
– Myślisz, że tak od razu cię polubiła? – spytała z wahaniem matka.
– Cały tydzień spędziliśmy razem i widywaliśmy się codziennie. Jak nie my z wujostwem szliśmy do niej, to ona przychodziła do nas. Kilka razy byliśmy na spacerze, więc rozmawiało się o tym i owym, najchętniej o ojczyźnie. Polubiła mnie, czemu miałaby nie polubić?
– Może byłoby lepiej trochę poczekać i bliżej się poznać – zauważyła z wahaniem Elwira.
Jan spojrzał zaskoczony.
– Masz ci los! – wykrzyknął. – Najpierw słyszę, że nie myślę o przyszłości, a jak już pomyślałem, to jestem karcony za pośpiech. Jak niby mamy się bliżej poznać na odległość? Nie pojechałem do niej jak pierwszy lepszy hetka-pętelka. Pojechałem jako żołnierz legionista, który posłuchał wodza i nie złożył przysięgi na wierność dwu cesarzom. Wybrałem niewolę zamiast służby w polskim Wehrmachcie, co pannie Leontynie bardzo do gustu przypadło. Jest gorącą patriotką i poświęcenie dla ojczyzny ma w cenie. Niech mama wie, że wojenne losy przekonały ją do mnie bodaj jeszcze bardziej niż kupieckie przygotowanie. Oni tam we Włocławku są bliżej stolicy i dużo wiedzieli o powrocie Piłsudskiego z Magdeburga. Mówią, że Warszawa powitała wodza z niespotykanym entuzjazmem. Wszystkie stronnictwa zażądały od Rady Regencyjnej przekazania mu władzy. Zgodził się i objął urząd Naczelnika Państwa. Powiem mamie, że to wielkie szczęście służyć pod takim dowódcą, jego splendor spada też na żołnierzy. Wszyscy teraz mówią o legionach.
– Ja to rozumiem, synu, tylko w małżeństwie na wodza nie będziesz mógł liczyć. Skoro jednak panna ci się podoba, a i ona zagustowała w tobie, to się pobierajcie, bo mi do wnuków śpieszno. Kupca na dworek i grunta już mamy. Stary Pakuła, odkąd twój ojciec umarł, nachodził mnie i namawiał do sprzedaży majątku. Zamierza córkę z zięciem tu osadzić, żeby mieć ich na oku. Zostawimy im dom z wyposażeniem, weźmiemy ze sobą tylko to, co najcenniejsze: resztę sreber, obrusy, pościel i mój ukochany fotel. Mów, co chcesz, ale bez tego fotela nie ma dla mnie domu.
Jan bez przekonania spojrzał na wielki mebel. Znał go od dziecka i też bardzo lubił, nie wiedział tylko, jak sobie poradzą z transportem. 
Cechy produktu

Cechy produktu

Wydawca: Prószyński Media

data wydania: 20 października 2015

liczba stron:384

format:12.5x19.5cm

język wydania:polski

numer wydania:1

numer produktu: 100368994

EAN: 9788380691445

Średnia ocena Klientów:5(Oceniło 2 osób)
Kategorie
Przeczytaj recenzje

Przeczytaj recenzje książki – Irena Matuszkiewicz "Zjazd rodzinny"

Zostań naszym recenzentem i dodaj swoją opinię o produkcie

Recenzja dodana 2015-12-03

Polecam.

Kolejne moje spotkanie z prozą Ireny Matuszkiewicz, kolejna dobra powieść.Tym razem pisarka akcję umiejscowiła na dwóch płaszczyznach czasowych- współcześnie i w 1920 roku.Współcześnie wszystko zaczyna się od tego, iż pasjonatka historii (tej ogólnie rozumianej, jak i tej rodzinnej) Ewa Parelska za sprawą córki i pewnej zmarłej krewnej postanawia urządzić zjazd swojej rodziny. Ma to być spotkanie porządne, nie 2-3 ciotki i 1 kuzyn, ale cała, caluteńka rodzina ze wszystkimi bez mała odnogami rodowymi. A ponieważ rodzina duża, to i jej historia jest nie lada opowieścią, którą Irena Matuszkiewicz umiejętnie przed nami odsłania.
Matuszkiewicz opowiada niby historię, jakich na przestrzeni 20-lecia międzywojennego w Polsce było wiele. Ale jednocześnie jest to historia niezwykła. Śledzimy smutki i radości rodu, kolejne narodziny, śluby, naukę, pierwsze miłości, problemy. A wszystko to wplecione niezwykle umiejętnie w zawirowania historyczne i społeczne, jakich nie szczędziły polskim rodzinom lata 20. i 30. XX wieku.
Ogromnym plusem tej opowieści są na równi wspaniale nakreślone tła- historyczne i społeczno-obyczajowe, jak i w narracji zręczne przechodzenie z okresu nam współczesnego do dziesiątek lat wstecz. Dzięki temu książkę czyta się po prostu wspaniale, lekko.
Wielkim atutem są nie tylko losy bohaterów, ale także prowadzone przez nich rozmowy, niezwykle żywe rozmowy,w których przewija się wiele sławnych osób zarówno ze świata szeroko rozumianej kultury, jak i polityki.
Zjazd rodzinny mimo wielu gorzkich momentów (jak to w życiu bywa) w trakcie lektury wywołuje wielokrotnie uśmiech na twarzy czytelnika, często połączony z rozrzewnieniem, nutą zadumy.
Wielu oddającym się lekturze fragmenty opowieści przypomną własne dzieciństwo, wielu zatęskni za tym co minęło. Mimo, iż treść książki dotyczy 20-lecia międzywojennego, są sprawy, które mimo upływu lat nie zmieniają się.
Jeżeli więc macie ochotę na sentymentalną podróż, lubicie dobrze napisane sagi, cenicie niebanalnych polskich autorów, koniecznie musicie przeczytać Zjazd rodzinny.
Losy książkowej rodziny kończą się na 1939 roku. Liczę, iż jest to dopiero I tom sagi i autorka nie każe nam zbyt długo czekać na kolejny.

Oceń, czy recenzja jest pomocna TAK NIE

Recenzja dodana 2015-10-07

Zjazd rodzinny i tajemnice z przeszłości

Ostatnio sama uczestniczyłam w wielkim zjeździe rodzinnym, dlatego moją uwagę przykuła powieść Ireny Matuszkiewicz. Z chęcią przeczytam rodzinną, ciepłą opowieść, która dotyczy najważniejszej wartości - rodziny właśnie. Autorka komplikuje jednak sytuację tajemnicami z przeszłości. Czy w rodzinie znajdzie się zrozumienie i zapanuje zgoda?

Oceń, czy recenzja jest pomocna TAK NIE3 z 3 klientów uznało recenzję za pomocną

Dodaj recenzję

Dodaj recenzję produktu "Zjazd rodzinny"

Twoja ocena
Jednym zdaniem
Treść recenzji
Oświadczam, że jestem wyłącznym autorem publikowanej recenzji i nie narusza ona praw osób trzecich. Wyrażam zgodę na wykorzystanie recenzji przez Ravelo sp. z o.o. do celów promocyjnych.

Inni klienci oglądali również

Jeśli komuś tytuł tej książki skojarzy się z bajką "Piekna i Bestia", skojarzenie to będzie prawidłowe. Piękna, choć Krucha, swoja bajkę zaczęła pisać w wieku 7 lat. Początkowe, naiwne opowiastki wieku dziecięcego, w ciągu kilku lat przybrały formę, osadzonych w realiach Dalekiego Wschodu i...

Po prostu bądź

Po prostu bądź

11111

zamów
36.90 zł
23.86 zł

Możemy się umówić i zawrzeć pewien pakt... On był miłością jej życia, gdy go zabrakło jej świat runął. Została pustka i jeszcze ktoś... W pobliżu zawsze był przyjaciel. Jego przyjaciel, któremu nie wolno było czuć. Ale możemy się umówić. I zawrzeć pewien pakt Zaopiekował się nią na...

Sen sów

Sen sów

zamów
39.90 zł
26.09 zł

Jerzy Sosnowski w najlepszej formie, za którą pokochali go czytelnicy "Apokryfu Agłai" Wspomnienia nigdy nie będą tak słodkie i pełne, jak te z pierwszych wakacji. Jarko Wolski razem z rodzicami pędzi pociągiem przez Polskę do sanatorium w Kołobrzegu. W bujnej wyobraźni chłopca, który marzy...

Kroniki Żelaznego Druida tom 8. Jak człowiek żyje sobie już dobre dwa tysiące lat, to nie ma mocnych – musiał się po drodze narazić kilku wampirom. A może kilku ich legionom. Nawet były przyjaciel i prawnik Atticusa okazał się przecież krwiopijcą niegodnym zaufania. Tylko że teraz te zębate...

Anima budzi się. Dosiada swe wierne ptaszysko i leci by odkryć dziką i piękną krainę. Po drodze będzie musiała wykazać się odwagą, stawić czoło niebezpieczeństwu i przeżyć niesamowite, zmysłowe przygody. Odkryje przed nami cudowny świat fantasy opowiedziany bez słów, w którym rysunki mówią same...

Doktor Żywago

Doktor Żywago

11111

produkt niedostępny

Nagrodzona literackim Noblem jedna z najpiękniejszych historii o miłości i wojnie. Powieść o nieprzemijającej sile wyrazu, przenikająca do szpiku kości historia indywidualnego i zbiorowego losu na tle wydarzeń zmieniających bieg dziejów, a przy tym jedna z najpiękniejszych w literaturze światowej...

Dziedzictwo Karny

Dziedzictwo Karny

11111

zamów
59.90 zł
33.89 zł

„Dziedzictwo Karny” jest trzecią i ostatnią powieścią w Trylogii Diny, na którą składają się dwa wcześniejsze tomy „Księga Diny” i „Syn szczęścia”. Karna jest córką Benjamina, osieroconą przez matkę. To poważne, dziwne dziecko, które pięknie śpiewa. Cierpi na tzw. „wielką chorobę”....

Sekret księcia

Sekret księcia

11110

zamów
36.90 zł
23.99 zł

Druga część bestsellerowej trylogii ROYALS, która urzeknie każdą kobietę Alexander nigdy nie obiecywał Clarze, że będzie jej księciem na białym koniu, a ona zostanie jego księżniczką z bajki. Okazał się księciem z mrocznymi sekretami i z ciemnym sercem, które być może nigdy nie będzie...

Bohater, na co dzień skromny miłośnik przyrody, zostaje wplątany w międzynarodową akcję doskonalenia genów ludzkich. Na skutek rodzinnych koneksji, niespokojnej natury i ciekawości świata wielokrotnie penetruje tereny poradzieckich republik azjatyckich: Kirgistanu, Tadżykistanu, Kazachstanu,...

Krucha i Bestia +CD

Natalia Wietek

wydawca: kultury Świat

OPRAWA MIĘKKA

00000

Jeśli komuś tytuł tej książki skojarzy się z bajką "Piekna i Bestia", skojarzenie to będzie prawidłowe. Piękna, choć Krucha, swoja bajkę zaczęła pisać w wieku 7 lat. Początkowe, naiwne opowiastki wieku dziecięcego, w ciągu kilku lat przybrały formę, osadzonych w realiach Dalekiego Wschodu i...zobacz więcej »
Krucha i Bestia +CD
-32%

Krucha i Bestia +CD

Natalia Wietek

Po prostu bądź

Magdalena Witkiewicz

wydawca: Filia

OPRAWA MIĘKKA

11111

Możemy się umówić i zawrzeć pewien pakt...

On był miłością jej życia, gdy go zabrakło jej świat runął.

Została pustka i jeszcze ktoś...

W pobliżu zawsze był przyjaciel. Jego przyjaciel, któremu nie wolno było czuć.

Ale możemy się umówić. I zawrzeć pewien pakt

...zobacz więcej »
Po prostu bądź
-35%

Po prostu bądź

Magdalena Witkiewicz

Sen sów

Jerzy Sosnowski

wydawca: Wielka Litera

seria:CZYTELNIA POLSKA

OPRAWA TWARDA Z OBWOLUTĄ

00000

Jerzy Sosnowski w najlepszej formie, za którą pokochali go czytelnicy "Apokryfu Agłai"

Wspomnienia nigdy nie będą tak słodkie i pełne, jak te z pierwszych wakacji. Jarko Wolski razem z rodzicami pędzi pociągiem przez Polskę do sanatorium w Kołobrzegu. W bujnej wyobraźni chłopca,...zobacz więcej »
Sen sów
-34%

Sen sów

Jerzy Sosnowski

Kroniki Żelaznego Druida. Tom 8. Kołek na dachu

Kevin Hearne

wydawca: Rebis

OPRAWA MIĘKKA

00000

Kroniki Żelaznego Druida tom 8. Jak człowiek żyje sobie już dobre dwa tysiące lat, to nie ma mocnych – musiał się po drodze narazić kilku wampirom. A może kilku ich legionom. Nawet były przyjaciel i prawnik Atticusa okazał się przecież krwiopijcą niegodnym zaufania. Tylko że teraz te zębate...zobacz więcej »
Kroniki Żelaznego Druida. Tom 8. Kołek na dachu
-33%

Kroniki Żelaznego Druida. Tom 8. Kołek na dachu

Kevin Hearne

Anima Druuna tom O Początki

Paolo Eleuteri Serpieri

wydawca: KURC

OPRAWA TWARDA

00000

Anima budzi się. Dosiada swe wierne ptaszysko i leci by odkryć dziką i piękną krainę. Po drodze będzie musiała wykazać się odwagą, stawić czoło niebezpieczeństwu i przeżyć niesamowite, zmysłowe przygody. Odkryje przed nami cudowny świat fantasy opowiedziany bez słów, w którym rysunki mówią same...zobacz więcej »
Anima Druuna tom O Początki
-38%

Anima Druuna tom O Początki

Paolo Eleuteri Serpieri

Doktor Żywago

Borys Pasternak

wydawca: Rebis

seria:Mistrzowie literatury

OPRAWA TWARDA

11111ocena: 5 [liczba ocen: 1]

Nagrodzona literackim Noblem jedna z najpiękniejszych historii o miłości i wojnie. Powieść o nieprzemijającej sile wyrazu, przenikająca do szpiku kości historia indywidualnego i zbiorowego losu na tle wydarzeń zmieniających bieg dziejów, a przy tym jedna z najpiękniejszych w literaturze światowej...zobacz więcej »
Doktor Żywago

Doktor Żywago

Borys Pasternak

Dziedzictwo Karny

Herbjorg Wassmo

wydawca: Smak Słowa

seria:Arcydzieła literatury norweskiej

OPRAWA MIĘKKA

11111ocena: 5 [liczba ocen: 5]

„Dziedzictwo Karny” jest trzecią i ostatnią powieścią w Trylogii Diny, na którą składają się dwa wcześniejsze tomy „Księga Diny” i „Syn szczęścia”.

Karna jest córką Benjamina, osieroconą przez matkę. To...

zobacz więcej »
Dziedzictwo Karny
-43%

Dziedzictwo Karny

Herbjorg Wassmo

Sekret księcia

Lee Geneva

wydawca: Wydawnictwo Kobiece

OPRAWA MIĘKKA

11110ocena: 4 [liczba ocen: 3]

Druga część bestsellerowej trylogii ROYALS, która urzeknie każdą kobietę

Alexander nigdy nie obiecywał Clarze, że będzie jej księciem na białym koniu, a ona zostanie jego księżniczką z bajki. Okazał się...

zobacz więcej »
Sekret księcia
-34%

Sekret księcia

Lee Geneva

Błąd pierworodny

Ciepielowski Kazimierz

wydawca: Wydawnictwo Poligraf

OPRAWA MIĘKKA

00000

Bohater, na co dzień skromny miłośnik przyrody, zostaje wplątany w międzynarodową akcję doskonalenia genów ludzkich. Na skutek rodzinnych koneksji, niespokojnej natury i ciekawości świata wielokrotnie penetruje tereny poradzieckich republik azjatyckich: Kirgistanu, Tadżykistanu, Kazachstanu,...

zobacz więcej »
Błąd pierworodny
-34%

Błąd pierworodny

Ciepielowski Kazimierz

Sposoby i terminy dostawy

Sposoby i terminy dostawy

Dostawa kurierem - dostawa 1 dzień roboczy
Paczka w RUCHu - dostawa 2 dni robocze
Odbiór paczki w urzędzie Poczty Polskiej - dostawa 2 dni robocze
Dostawa Pocztą Polską - dostawa 2 dni robocze
Odbiór paczki w Paczkomacie InPost - dostawa 2 dni robocze
Odbiór paczki w księgarni PWN - dostawa ok. 3 dni roboczych

Ważne informacje o wysyłce

Ważne informacje o wysyłce

Każdy produkt ma na swojej stronie oszacowany czas wysyłki, potrzebny na obsługę zamówienia w magazynie, zapakowanie oraz przekazanie paczki kurierowi.
Większość oferowanych produktów posiadamy w magazynie, dlatego zamówienia wysyłamy zazwyczaj w ciągu 1-2 dni. Zamówienia opłacane z góry realizujemy od razu po uzyskaniu wpłaty od klienta. Zamówienia za pobraniem – od złożenia zamówienia.
Produkty oznaczone jako Zapowiedź lub Dodruk wysyłane są po dacie premiery wydawniczej bądź wznowienia nakładu.
Na czas realizacji zamówienia składają się czas wysyłki (podany na stronie produktu) oraz czas doręczenia przesyłki przez przewoźnika.
Wszystkie terminy dotyczą tylko i wyłącznie dni roboczych (od poniedziałku do piątku, z wyłączeniem świąt).

To top